Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Czesław Michniewcz znów to zrobił. "To sedno bycia trenerem, a on zaczął się z tym kojarzyć"

Dawid Szymczak
Właśnie taka miała być Legia Warszawa z Czesławem Michniewiczem na ławce: wsadzać kij w szprychy lepszym od siebie, dobrą taktyką niwelować techniczną przewagę rywala, efektywność stawiać ponad efektownością. W Zagrzebiu to wszystko się potwierdziło, Legia wraca z remisem 1:1.

Gdy pyta się trenerów, co najbardziej lubią w swojej pracy, większość odpowiada, że analizowanie rywali. Tak mówią Marcelo Bielsa, Pep Guardiola, Maciej Skorża i Artur Skowronek. To przyjemność oderwana od poziomu. Część podchodzi do tego wręcz rytualnie: telewizor, tablica, cisza, szum pracującego laptopa. I ten moment, gdy zauważają coś przełomowego i zaczynają ten mecz rozgrywać w głowie. Czesław Michniewicz ma podobnie. Przygotowując się do młodzieżowego Euro, zamknął się na tydzień w domku na Kaszubach, by w spokoju przeanalizować gigabajty danych. A później trafionymi pomysłami wyrównał szanse w meczach z bardziej utalentowanymi Belgami i Włochami. To samo zrobił z Dinamem Zagrzeb. Trudno o bardziej wyraźny wpływ trenera na zespół.

Zobacz wideo Piotr Nowakowski po powrocie do Polski: Jeszcze dużo przed nami. Taki jest sport

Legia nie dała się stłamsić, nie broniła rozpaczliwie

Na Dinamo - etatowego pucharowicza, ćwierćfinalistę Ligi Europy, mającego w wyjściowym składzie aż dziesięciu zawodników, którzy w poprzednim sezonie ograli 3:0 Tottenham i aż siedmiu uczestników Euro 2020 - też się przygotował. Skroił taktykę, która uwzględniała techniczną przewagę rywala, ale jednocześnie pozwalała ograniczać jego największe atuty. Legia przez większość meczu kontrolowała grę. Oczywiście, to Dinamo wymieniło więcej podań, było przyjemniejsze dla oka, w pojedynczych akcjach widać było klasę Bruno Petkovicia i świetną technikę Lovro Majera, ale po kwadransie na Legii przestało to robić tak duże wrażenie. Strzały z dystansu Majera najczęściej były blokowane, a akcje skrzydłami zatrzymywane przez obrońców Legii. 

Dinamo - LegiaChorwaci po meczu z Legią grzmią na błąd sędziego. "Nagle nastąpił szok"

Kluczowa była dla Legii koncentracja w obronie i cierpliwe czekanie na to, by wyjść z kontrą. Na to wszystko Michniewicz miał pomysł: jego zespół nie dał się stłamsić, nie bronił się rozpaczliwie przez półtorej godziny, a kontry nie polegały jedynie na bezmyślnym kopaniu piłki w stronę napastników, by ścigali się z obrońcami Dinama. Było kilka składnych, kombinacyjnych akcji, a kilka kolejnych zniweczył brak precyzji. Parę razy Legii dopisało szczęście, swoje obronił Artur Boruc, a raz Ernest Muci świetnie uderzył sprzed pola karnego i mecz skończył się remisem 1:1. Piłkarze Legii mogą czuć satysfakcję, ale jeszcze więcej powodów do zadowolenia może mieć jej trener.

Czesław Michniewicz potrafi dobrą taktyką zasypać różnicę w umiejętnościach

Michniewicz odszedł z PZPN, rezygnując z bycia selekcjonerem kadry U-21, z kilkoma łatkami: bardzo dobrego taktyka, ale pragmatyka, trenera defensywnego i ostrożnego. Pracując z młodzieżówką, niewątpliwie zyskał w oczach kibiców, ale gdy zostawał trenerem Legii i tak wielu kręciło nosem, że akurat do tej drużyny może nie pasować, bo w lidze nie wypada jej brzydko wygrywać. Mieli Michniewicza za trenera dość jednowymiarowego, który zawsze będzie zaciągał hamulec i przede wszystkim próbował nie stracić bramki. Rzeczywistość okazała się mniej jednoznaczna, bo Legia wciąż strzelała najwięcej goli w lidze, a puchary to inna bajka. Z mocniejszymi przeciwnikami ma pełne prawo grać defensywnie. W 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów nikt nie pyta polskiego zespołu o styl. 

Czesław Michniewicz, trener Legii WarszawaMichniewicz grzmi po remisie w el.LM. Postawił ultimatum ekstraklasie. Ekstraklasa odpowiada

Wydaje się, że do takich meczów jak z Dinamem, Michniewicz przygotowuje się ze szczególną przyjemnością. Jedno, że może pozwolić sobie na wszystko, bo przy dobrym rezultacie mało kto będzie pytał o środki, a drugie, że jego odpowiedzialność za zespół wydaje się jeszcze większa, bo jej los - znacznie bardziej niż w lidze - zależy od jego pomysłu na mecz. Od tego czy taktyką chociaż trochę wyrówna szanse. To sendo bycia trenerem, a Michniewicz zaczął się z tym kojarzyć: jego młodzieżówka wyeliminowała Portugalię w barażach Euro, a wcześniej - w eliminacjach - wygrała i zremisowała z Danią. Na turnieju pokonała Belgię i Włochy. Gdy Michniewicz staje na starcie z szybszymi od siebie, można być pewnym, że ma chytry plan, jak taki wyścig wygrać. Jest mistrzem wsadzania przeciwnikom kija w szprychy. Jego zespoły męczą się Wyspami Owczymi i Florą Tallin, ale już tydzień później skutecznie przeciwstawiają się Dinamu.

Legia w Zagrzebiu konsekwentnie się broniła, atakowała przede wszystkim skrzydłami, jak najczęściej odchodziła z piłką od środka pola, gdzie rywal miał znacznie lepszych piłkarzy. Dobry mecz rozegrał Maik Nawrocki, w środku pola harował Bartosz Slisz. Ale i tak po stracie bramki w 60. minucie (świetne dośrodkowanie Luki Ivanuseca i doskonałe uderzenie głową Petkovicia, trudno było się przed tym obronić), pojawiły się obawy, czy Michniewicz ma plan B. Co prawda już wcześniej widać było, że Legia nie chciała za wszelką cenę bezbramkowo zremisować tego meczu, stwarzała groźne okazje - choćby Emreli efektownie przyjmował piłkę w polu karnym, ale zwlekał z oddaniem strzału i kolejnym dotknięciem piłki skomplikował sytuację, a Lopes doszedł do strzału po dośrodkowaniu, jednak zabrakło mu precyzji - ale z drugiej strony porażka 0:1 też dawała szanse w rewanżu. Michniewicz i jego zespół nie skupili się jednak na tym, by nie stracić drugiego gola, ale zaczęli odważniej szukać wyrównania. Na boisko wszedł Ernest Muci i po tym jak Bartosz Slisz wysoko odzyskał piłkę, miał okazję uderzyć. Zrobił to znakomicie. Trafił przy słupku, był remis 1:1, więc w ostatnich minutach Legia już ewidentnie postawiła na to, żeby utrzymać remis.

Dinamo - LegiaNieoczywisty bohater Legii w meczu z Dinamem. "Nie miałem dobrego czasu"

I potrafiła to zrobić. Znów - bez wyjątkowego heroizmu, a konsekwentnym przesuwaniem formacji, doskakiwaniem do rywala i mądrym bronieniem się. Artur Boruc zagrał bardzo dobry mecz, miał dwie efektowne interwencje, ale nie musiał bronić desperacko i w ostatniej chwili rzucać się rywalom pod nogi. Zresztą, denerwował się znacznie rzadziej niż w Tallinie. Jego obrońcy grali odpowiedzialnie. Mateusz Wieteska bywał nerwowy, ale ostatecznie ustrzegł się poważniejszych błędów. Trudno było zapobiec tym obrotom Petkovicia w stronę bramki Boruca, mimo asysty obrońcy. To były te akcje, w których jakość piłkarzy Dinama brała górę. Będą też takie akcje w Warszawie. Nie sposób zapobiec wszystkim, gdy rywalizuje się z zespołem znacznie lepszym od siebie. Ale mimo to, mądrą taktyką i wielkim zaangażowaniem, można lepszy zespół wyeliminować. Legia w pierwszym meczu z Dinamem Zagrzeb to właśnie pokazała, choć przy Łazienkowskiej znów przyda jej się szczęście. I dobry plan Michniewicza, który temu szczęściu pomoże.

Więcej o: