Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

To jest wzór dla Legii Warszawa. Przeszkadzał tylko prezes-złodziej

Dinamo Zagrzeb dominuje w lidze chorwackiej, z powodzeniem gra w fazie grupowej europejskich pucharów i sprzedaje przyszłe gwiazdy za dziesiątki milionów euro. To, co dla najbliższego rywala Legii Warszawa w eliminacjach Ligi Mistrzów jest codziennością, dla polskich klubów na razie jest tylko marzeniem.

- Żaden polski klub nie ma prawa przymierzać się do pierwszej jedenastki Dinama Zagrzeb - na przedmeczowej konferencji prasowej powiedział Czesław Michniewicz. Wypowiedź trenera Legii Warszawa spokojnie można rozszerzyć: żaden polski klub nie ma prawa przymierzać się do rozmiarów klubu, jakim jest dzisiaj Dinamo Zagrzeb. 

Zobacz wideo Ponad 230 mln dla polskich klubów! "To jeden z najtrudniejszych sezonów w historii" [Studio Biznes]

Mistrzowie Chorwacji od dawna są tym, czym przez lata chciała być Wisła Kraków za rządów Bogusława Cupiała, a o czym marzy dziś Legia Dariusza Mioduskiego. Chociaż Wisła z początku tego wieku i obecna Legia rządziły i rządzą w ekstraklasie, to nawet w kraju nie mają takiego statusu jak Dinamo w Chorwacji. Występów w europejskich pucharach, pieniędzy zarabianych na transferach czy klubowej akademii, nawet nie ma sensu wspominać. 

Chociaż Dinamo nie należy do ścisłej europejskiej czołówki - jest klubem z drugiej, może trzeciej półki - to ewentualny awans Legii do 4. rundy eliminacji Ligi Mistrzów byłby sensacją.

Dominacja w kraju, postęp w Europie

Progres, jaki Dinamo zrobiło w ciągu ostatnich 16 lat, jest gigantyczny. W tym czasie klub wywalczył aż 14 z 22 mistrzostw Chorwacji i tylko dwa razy nie zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów lub Ligi Europy (wcześniej Pucharu UEFA). W ostatnim czasie tylko Rijeka, w sezonie 2016/17, była w stanie postawić się Dinamu w lidze chorwackiej.

W europejskich pucharach najbliższy przeciwnik Legii też nie należał do słabeuszy. Chociaż na początku krajowej dominacji Dinamo nie potrafiło wychodzić z grupy Pucharu UEFA, a później Ligi Europy, to w ostatnich 10 latach aż pięciokrotnie zagrało w Lidze Mistrzów. Mimo że za każdym razem zajmowało w niej ostatnie miejsce w fazie grupowej, to zarobionych pieniędzy i zebranego doświadczenia polskie kluby mogą mistrzom Chorwacji tylko pozazdrościć.

W ostatnich trzech latach do udziału w europejskich pucharach Dinamo wreszcie dołożyło imponujący wynik. W sezonie 2018/19 drużyna dotarła do 1/8 finału Ligi Europy, a w poprzednich rozgrywkach zagrała w jej ćwierćfinale, po drodze sensacyjnie eliminując Tottenham prowadzony przez Jose Mourinho. Chociaż w pierwszym meczu u siebie londyńczycy wygrali 2:0, to w rewanżu w Zagrzebiu przegrali po dogrywce 0:3. 

Szkolą gwiazdy, zarabiają krocie

Sukcesów Dinama nie byłoby bez jego akademii i polityki transferowej. Mistrzowie Chorwacji nie kupują gwiazd, oni je wychowują i sprzedają za niewyobrażalne dla nas pieniądze. Tylko w ostatnich latach przez akademię Dinama przeszli tacy piłkarze jak Luka Modrić, Mateo Kovacić, Eduardo da Silva, Tin Jedvaj, Vedran Corluka, Dejan Lovren, Sime Vrsaljko czy Marko Pjaca. W młodym wieku do klubu dołączyli Mario Mandżukić, Marcelo Brozović i Dani Olmo. Twarzą sukcesu akademii Dinama jest Romeo Jozak, który przez pięć lat (2008 - 2013) odpowiadał za jej rozwój, a który bez powodzenia trenował piłkarzy Legii w sezonie 2017/18. 

Nazwiska z akademii Dinama znają kibice na całym świecie. To piłkarze, którzy w dużej mierze stanowili o sile chorwackiej kadry, która w 2018 roku zagrała w finale mistrzostw świata w Rosji. To piłkarze, którzy sięgali po trofea w najsilniejszych ligach i europejskich pucharach. To piłkarze, na których Dinamo zarobiło ogromne pieniądze.

W ciągu ostatnich 15 lat klub sprzedał aż 10 piłkarzy za co najmniej 10 milionów euro. Trzech z nich: Pjaca, Modrić i Olmo, wyjeżdżało z Zagrzebia za kwoty powyżej 20 milionów. Jakub Moder, czyli najdroższy piłkarz ekstraklasy, na którym Lech Poznań zarobił 11 milionów euro, na tle zawodników Dinama wypada blado. Najdroższych sprzedaży Legii, czyli Radosława Majeckiego do AS Monaco (7 milionów), Sebastiana Szymańskiego do Dinama Moskwa i Michała Karbownika do Brighton (obaj po 5,5 miliona), mistrzowie Chorwacji dokonali na pęczki.

Zarobki Dinama wyglądają jeszcze efektowniej, gdy zestawimy je z pieniędzmi, jakie klub wydaje na piłkarzy. Najdroższym transferem mistrzów Chorwacji jest Marko Rog, za którego Dinamo zapłaciło RNK Split 5 milionów euro, a którego sprzedało do Napoli za ponad 13 milionów. Po trzy miliony euro klub wydał na Ivana Nevisticia, czyli bramkarza, który w Dinamie nie zdążył zadebiutować i podstawowego skrzydłowego, Lukę Ivanuseca.

- Faktem jest, że Chorwaci mają naturalny talent do futbolu, a świadczą o tym wyniki reprezentacji na wielkich turniejach w ostatnich latach. Jeśli dodasz do tego doskonałe warunki do treningu, mnóstwo ciężkiej pracy, ale też świetną siatkę skautingową w całym kraju i państwach byłej Jugosławii, dostaniesz odpowiedź na klucz do sukcesu. Sława akademii Dinama wybiega daleko poza Chorwację, bo przecież w wieku zaledwie 16 lat trafił do niej Olmo. Hiszpan widział w Dinamie szansę rozwoju i transferu do jednej z topowych lig, co świadczy jak najlepiej o klubie - mówi nam Mihael Polovanec z portalu Nogomet Plus.

Folwark Zdravko Mamicia

Na sukcesy Dinama cień rzuca postać Zdravko Mamicia, który od 2003 roku pełnił w klubie rolę wiceprezesa i dyrektora generalnego. Mamić to najpotężniejszy działacz piłkarski na Bałkanach, który wraz z najbliższą rodziną i współpracownikami uczynił z klubu prywatny folwark. 

"Lista grzechów Mamicia jest długa. Znany jest z agresywnego zachowania. Z początku kibice zrzucali to na chorobę psychiczną albo uzależnienie od narkotyków. Z czasem Mamić okazał się potężnym szefem grupy przestępczej, z głową pełną niespecjalnie legalnych pomysłów. Przez lata najgłośniejszą sprawą była afera z Eduardo da Silvą w roli głównej. 18-letni wówczas Brazylijczyk był anonimową postacią, nie znał nawet języka chorwackiego. Mamić zaproponował mu umowę. W niej zagwarantował sobie wysoki procent od zarobków piłkarza, kolejnych transferów i bonusów. I to wszystko aż do zakończenia kariery. A w przypadku śmierci zawodnika jego majątek także miał trafić na konto Chorwata. Mamić był na tyle bezczelny, że po odejściu Eduardo z klubu nadal domagał się pieniędzy" - tak o Mamiciu pisał w maju Paweł Karpiarz ze Sport.pl.

- Mamić to bardzo wpływowa osoba, mająca liczne powiązania z różnymi wysoko postawionymi ludźmi w policji, wymiarze sprawiedliwości i świecie polityki. Był wielkim zwolennikiem byłej prezydent Kolindy Grabar-Kitarović i często go widywano na zebraniach partii HDZ, chociaż nigdy oficjalnie nie był ich członkiem. Nie jestem pewien, ile jest w tym prawdy, ale był nietykalny przez lata, co utorowało mu drogę, aby stać się tak potężnym, jakim był i jest obecnie - mówił Juraj Vrdoljak, dziennikarz zajmujący się chorwackim futbolem.

Od 2018 roku Mamić ukrywał się w Bośni i Hercegowinie, która przez Chorwatów uważana jest za azyl dla kryminalistów uciekających z ich kraju. To wtedy skończyła się nietykalność Mamicia i jego ludzi. W czerwcu tamtego roku sąd w Osijeku udowodnił braciom Mamić defraudację dziesiątków milionów euro i unikanie płacenia podatków. Jednym z dowodów w sprawie był transfer Modricia do Tottenhamu. Zarobione przez klub pieniądze miały zostać podzielone między zawodnika i Mamicia, na czym straciło nie tylko Dinamo, ale też budżet państwa.

W marcu tego roku sąd drugiej instancji podtrzymał wyrok, na mocy którego Zdravko Mamić został skazany na 6,5 roku więzienia. Jego brat, Zoran, który prowadził zespół jeszcze w pierwszym meczu z Tottenhamem w Lidze Europy, został skazany na cztery lata i osiem miesięcy odsiadki. Oprócz byłego trenera i prezesa Dinama w procesie skazani zostali też były księgowy Milan Pernar (na trzy lata i dwa miesiące) i były dyrektor Dinama, Damir Vrbanović (trzy lata). 

- Emigracja Mamicia do Bośni i Hercegowiny, która zmniejszyła jego wpływ na Dinamo, była dla klubu doskonałą informacją - mówi Mihael Polovanec. - Z Dinama spadła presja związana z ciągłym łączeniem go z brudnymi interesami Mamicia, a ostatnie trzy lata były najprawdopodobniej najlepszymi w historii klubu. Większy luz przełożył się na natychmiastową poprawę wyników w europejskich pucharach.

Dinamo wciąż bardzo silne

Czego po Dinamie może spodziewać się więc Legia? Personalnie to niemal ta sama drużyna, która wyeliminowała Tottenham. W porównaniu do poprzedniego sezonu mistrzowie Chorwacji osłabili się tylko na jednej pozycji: za 13 milionów euro do RB Lipsk odszedł lewy obrońca Josko Gvardiol.

- Dinamo wciąż jest równie silnym zespołem jak ten z wiosny w Lidze Europy. Mimo że strata Gvardiola była dla Dinama potężnym ciosem, to w klubie są spokojni o zastąpienie go. Do zespołu wróciło wielu zawodników z wypożyczeń. Co najważniejsze dla większości z nich poprzedni sezon był bardzo udany - mówi Polovanec.

Dodaje: - Największą siłą Dinama jest indywidualna klasa zawodników, bo niektórzy z nich ocierają się o najwyższy poziom. Największą różnicę robi Mislav Orsić. To świetny skrzydłowy, który wysoką formę utrzymuje już od trzech lat. W tym momencie to najlepszy strzelec Dinama w historii występów w europejskich pucharach. Wielką jakość drużynie dają też bramkarz Dominik Livaković, środkowy pomocnik Arijan Ademi czy napastnik Bruno Petković.

Dinamo na początku sezonu jednak nie zachwyca. W lidze zespół Damira Krznara zajmuje dopiero 5. miejsce z czterema punktami po trzech meczach. W eliminacjach Ligi Mistrzów Dinamo poradziło sobie najpierw z islandzkim Valurem (5:2 w dwumeczu), a później z Omonią Nikozja (3:0 w dwumeczu), która przed rokiem ograła Legię w eliminacjach Ligi Mistrzów.

- Ligowa porażka Dinama ze Slavenem Belupo (0:2) była szokiem. Uznano ją jednak za wypadek przy pracy. Ostatnie spotkania Dinama w eliminacjach Ligi Mistrzów były natomiast klasycznym przykładem tego, jak ta drużyna rozpoczyna sezony. W meczach z Valurem i Omonią Dinamo nie zachwyciło, ale wygrało. Najważniejsze w nich okazało się doświadczenie, jakie klub od lat zbiera w europejskich pucharach. Na jego bazie mogę powiedzieć, że z meczu na mecz Dinamo będzie coraz lepsze, a najwyższa forma ma przyjść na fazę grupową rozgrywek - mówi Polovanec.

Jak Chorwaci zapatrują się na dwumecz z Legią? - Po losowaniu w klubie nie byli zachwyceni. Chociaż Dinamo jest świadome swoich umiejętności i roli faworyta, to wiele wie też o Legii, która jest najpopularniejszym polskim klubem w Chorwacji. W klubie są świadomi nie tylko jej tradycji i wyników, ale też wzrostu siły polskiego futbolu w ostatnich latach - mówi Polovanec.

I kończy: - Chorwackie media też były bardzo ostrożne. Legia to niewygodny przeciwnik, który może utrudnić drogę Dinama do fazy grupowej, co jest priorytetem klubu. Jednocześnie muszę przyznać, że w ostatnich dniach o tym meczu mówi się nieco mniej. Wszystko przez to, że w 4. rundzie eliminacji Dinamo może zagrać z Crveną Zvezdą. To byłoby wielkie wydarzenie.

O meczu z mistrzami Serbii w decydującej rundzie eliminacji marzy też Legia. Najpierw jednak musi sprawić sensację w rywalizacji z Dinamem. Pierwszy mecz w Zagrzebiu w środę o 20:00. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej.

Więcej o: