Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

To bohater Legii Warszawa! Paulo Sousa ma się od kogo uczyć

Mahir Emreli strzelił dwa gole, ale w zwycięskim meczu z FK Bodo/Glimt (3:2) Legia miała innego bohatera. Trenera Czesława Michniewicza, który dobrze rozpracował Norwegów i przygotował skuteczny plan na pierwszego rywala w walce o Ligę Mistrzów.

Do Czesława Michniewicza przylgnęła przez lata łatka trenera defensywnego, który w większym stopniu skupia się na przeszkadzaniu rywalom niż na budowaniu ofensywnej tożsamości własnej drużyny. Zresztą trener Legii Warszawa w ostatnich miesiącach sam często się z tego śmiał. We wrześniu mówił, że przyjechał do stolicy autobusem, który zamierza zaparkować w polu karnym.

Zobacz wideo Ponad 230 mln dla polskich klubów! "To jeden z najtrudniejszych sezonów w historii" [Studio Biznes]

Legia Warszawa"Dobry mecz na podbudowanie się po letniej smucie". Eksperci pod wrażeniem wygranej Legii

Kolejne miesiące pokazały, że tego autobusu jednak nie zaparkował. Zdarzały się co prawda mecze, szczególnie na początku wiosny, kiedy jego Legia grała efektowne spotkania. Ale w dalszej części sezonu drużyna Michniewicza poza tym, że grała na zero z tyłu, kończyła także często z zerem z przodu.

I właśnie takiego meczu spodziewaliśmy się w środę. Przewidywaliśmy, że Legia nie otworzy się w Norwegii na trudnym terenie, tylko będzie starała się przed rewanżem w Warszawie zrobić wszystko, by nie stracić gola. To się nie udało, bo straciła dwa, ale sama strzeliła trzy. I prowadziła na sztucznej murawie w Bodo już od 2. minuty, nie oddając tego prowadzenia do końca meczu.

To było spotkanie, w którym mistrz Polski miał i dobre, i słabsze momenty. Przede wszystkim jednak miał plan, dzięki któremu wraca do Warszawy z zaliczką. Skromną, bo od tego sezonu została zniesiona zasada bramek na wyjeździe. Ale czy ktoś przed tym meczem spodziewał się, że to będzie aż tak otwarty mecz? Ja byłem zaskoczony.

Kane i Kjaer przed meczem Anglia - DaniaFatalne zachowanie angielskich kibiców przed półfinałem Euro 2020. "Szczyt szczytów żenady"

Czesław Michniewicz: Dobry dzień, dobry mecz

- Dzień dobry, bo dobry wieczór w Bodo się chyba nie używa. Wiemy, że są tutaj białe noce. Ale dzień był dobry. To znaczy: to był bardzo dobry mecz w wykonaniu obu zespołów. Było w nim wszystko, co w piłce jest najważniejsze: ładne i składne akcje z jednej i drugiej strony, no i bramki - przyznał po spotkaniu Michniewicz.

I sam jeszcze raz przypomniał to, o czym mówił i co robił przez ostatnie tygodnie, czyli że bardzo dużo czasu poświęcił na analizę rywala: - Sporo rzeczy się potwierdziło, ale były też nowe aspekty, które w jakiś sposób zadziałały. Rywale byli dobrze ustawieni pod naszą grę - pod niektóre rozegrania, które stosowaliśmy wcześniej. Dlatego dziś nie mogliśmy ich wykonać właśnie ze względu na ustawienie przeciwnika.

Dania oszukana?Dania okradziona w półfinale Euro! Jednoznaczny wyrok. "Piękne drukowanie"

Legia nie zamęczyła i nie była zmęczona

Ale Legia też się dobrze ustawiła. Już od pierwszych minut starała się zagęścić środek pola i zmuszała rywali do gry skrzydłami, skąd pozwalała im na wrzutki w pole karne. Na mnóstwo wrzutek, w większości nieudanych. Pół żartem można napisać, że Michniewicz - o którym zresztą plotkowało się w ostatnich tygodniach, że może zostać nowym selekcjonerem, jeśli wybory na prezesa PZPN w sierpniu wygra Cezary Kulesza - wyciągnął lekcje z meczu Polski ze Szwecją na Euro, gdzie Szwedzi też wyrzucili nas na boki, skąd wykonaliśmy 55 dośrodkowań, z czego tylko pięć celnych. Nie mamy takich statystyk ze środowego spotkania, ale wynik się zgadza, bo Legia przecież też - podobnie jak Szwecja z Polską - wygrała 3:2.

W poprzednich latach często zdarzało się, że mistrz Polski słabo zaczynał sezon. Męczył się z rywalami z niżej półki niż mistrz Norwegii, a przy okazji swoją grą męczył też kibiców. Teraz nie tylko nie zamęczył, ale sam też nie wyglądał na zespół, który dopiero zaczyna sezon. Warszawianie starali się grać szybko - często na jeden czy dwa kontakty, w trójkątach. Słowem: to było solidne spotkanie. I to przeciwko drużynie, która jest w trakcie sezonu, która od maja rozgrywa mecze praktycznie co trzy dni.

Wizerunkowa katastrofa. Griezmann już stracił sponsora. Barcelona się tłumaczy, ale za skandal też zapłaciWizerunkowa katastrofa. Griezmann już stracił sponsora. Barcelona się tłumaczy, ale za skandal też zapłaci

O tym, że Legia właśnie w ten sposób chce grać, Michniewicz mówił już w poprzednich miesiącach. Ale wtedy nie miał w drużynie kogoś takiego jak Mahir Emreli. Miał Tomasa Pekharta, który teraz odpoczywa po Euro i który w ataku też nie zawodził - był skuteczny, zdobył 24 bramki, został królem strzelców ekstraklasy. Czech to jednak inny typ napastnika. Nie tak ruchliwy i bardziej jednowymiarowy niż Emreli, który najpierw w letnich sparingach, a teraz strzelając przeciwko Bodo/Glimt dwa gole, pokazał, że pasuje do Legii grającej według pomysłu Michniewicza. Nowy napastnik mistrzów Polski nie tylko dużo biegał i często był tym pierwszym do pressingu, ale okazał się też - a może przede wszystkim - dobrym egzekutorem.

Gdyby jednak wskazywać osobę, która w największym stopniu przyczyniła się do wygranej Legii, to byłby to trener. Michniewicz znalazł sposób na ustawienie zespołu tak, by pierwszy mecz sezonu był zwycięski. By ten długi dzień w Norwegii był dobry.

Więcej o: