Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

O rywala Legii w LM pytają na całym świecie. Sprawił sensację we własnym kraju

Bodo/Glimt to sensacyjny mistrz Norwegii, który w kraju zawstydził większych i bogatszych rywali. Sława klubu z małego miasteczka wybiegła jednak daleko poza Europę. W środę w eliminacjach Ligi Mistrzów z drużyną Kjetila Knutsena zagra Legia Warszawa.

Jeszcze cztery lata temu Bodø/Glimt grało na zapleczu norweskiej ekstraklasy, a jego największym sukcesem były trzy wicemistrzostwa kraju i dwa puchary Norwegii. W ostatnich latach klub z około 50-tysięcznego miasteczka położonego 90 kilometrów za kołem podbiegunowym jest rewelacją, której sława wybiegła daleko poza Europę.

Zobacz wideo "Anglicy przez lata nie potrafili sobie dać rady z presją"

W 2019 roku (w Norwegii liga gra systemem wiosna - jesień), zaledwie dwa lata po awansie, Bodø/Glimt zakończyło rozgrywki na drugim miejscu, a w poprzednim sezonie sięgnęło po pierwsze w historii mistrzostwo kraju. W rozmowie z "New York Times" prezes klubu, Frode Thomassen, powiedział, że nie ma dnia, w którym nie odebrałby telefonu od zagranicznych dziennikarzy. Tajemnicę sukcesu Bodø/Glimt chciały poznać nawet redakcje z Australii i RPA. 

Zbigniew BoniekPZPN ujawnia prawdę! Specjalny komunikat ws. Zbigniewa Bońka

Przed rokiem o sile zespołu Kjetila Knutsena przekonał się AC Milan, który z trudem pokonał Norwegów w 3. rundzie eliminacji Ligi Europy, wygrywając na San Siro 3:2. W środę w pierwszym meczu 1. rundy eliminacji Ligi Mistrzów z Bodø/Glimt  zagra Legia Warszawa. Jeśli drużyna Czesława Michniewicza już na tym etapie rozgrywek chciała uniknąć jakiegoś rywala, to z pewnością byli to sensacyjni mistrzowie Norwegii.

Miasteczko na końcu kraju

Aż do 1971 roku Bodø/Glimt nie było dopuszczone do żadnych rozgrywek w Norwegii. Wszystko przez położenie miasteczka. Dla mieszkańców południowej części kraju Bodø to absolutny koniec Norwegii. To tam kończy się sieć kolejowa, a do wysuniętych dalej na północ miejscowości można dotrzeć jedynie samolotem lub drogami, które nie zawsze są przejezdne. 

- Bodø leży niespełna 100 kilometrów na północ od koła podbiegunowego i co oczywiste zimą panują tam bardzo niskie temperatury, jest bardzo wietrznie, a zmrok zapada bardzo szybko. To jednak nie klimat, a lokalizacja miasta była dla klubu największym problemem. Odległości, jakie Bodø/Glimt musiałoby pokonywać na kolejne mecze, były po prostu zbyt duże. Ten fakt mocno ich irytował i po dopuszczeniu do rozgrywek z przyjemnością pokonywali aroganckich rywali z południa kraju - powiedział nam Nils Henrik Smith, dziennikarz norweskiego magazynu piłkarskiego "Josimar".

Iga Świątek jak Robert LewandowskiNiewiarygodne! Iga Świątek jak Lewandowski. Cały Wimbledon już wie [WIDEO]

Pierwszy wielki sukces Bodø/Glimt odniosło w 1975 roku, gdy zdobyło krajowy puchar. Rok później klub pierwszy raz w historii awansował do norweskiej ekstraklasy. Mimo że już rok po awansie Bodø/Glimt wywalczyło wicemistrzostwo kraju, to przez lata balansowało między ekstraklasą a drugim i nawet trzecim poziomem rozgrywkowym w Norwegii. Przełomowy okazał się dopiero 2017 rok, w którym klub ostatni raz awansował do Eliteserien.

- Kluczem do sukcesu klubu jest konsekwencja. Jeszcze kilka lat temu po dobrym sezonie w Bodø/Glimt następował fatalny. Teraz jednak mają bardzo wyrazisty styl i od ostatniego powrotu na najwyższy poziom rozwijają się z każdym sezonem - powiedział nam Smith.

Dodał: Po ostatnim awansie w klubie zdecydowano się na nietypowy ruch, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Ówczesny trener Aasmund Bjoerkan zdecydował się objąć funkcję dyrektora sportowego, zostawiając drużynę swojemu asystentowi, Kjetilowi Knutsenowi. Ten nie był znany nawet w Norwegii, ale poradził sobie wyśmienicie. Bjoerkan i Knutsen znają się doskonale i w ten sam sposób patrzą na futbol, co ułatwiło im budowanie drużyny.

Trener mentalny z myśliwca

Co najmniej tak samo dużą rolę w ostatnich sukcesach Bodø/Glimt odegrał Bjoern Mannsverk. To były pilot myśliwca, który służył w Afganistanie i Libii, a który w 2017 roku został zatrudniony w klubie w roli trenera mentalnego. Mannsverk jeszcze jako członek norweskich sił powietrznych odkrył korzyści płynące z treningu mentalnego i chociaż nie interesował się piłką nożną, to postanowił wprowadzić swoje metody do klubu.

- Mam tylko dwie zasady. Po pierwsze, moje zajęcia są dobrowolne. Po drugie, nie mogę działać jako agent klubu. Nigdy nie mógłbym powiedzieć zawodnikom, by byli bardziej szczęśliwi lub by pracowali ciężej - powiedział Mannsverk, cytowany przez "New York Times".

Mannsverk pracuje z zawodnikami indywidualnie i grupowo, jego sesje nie trwają dłużej niż 30 minut. Piłkarze otrzymują prace domowe, w których zachęcani są do opisywania swoich przeżyć i emocji, a przed każdym treningiem medytują. Efekty pracy Mannsverka czasami widoczne są w trakcie meczów. Zdarza się, że po straconym golu zespół zbiera się na środku boiska, by porozmawiać o tym, co się właśnie wydarzyło.

Handlował podrabianymi zegarkami, żeby mieć za co jeść. Teraz jest w finale NBAHandlował podrabianymi zegarkami, żeby mieć za co jeść. Teraz jest w finale NBA

- Jesteśmy wobec siebie bardzo otwarci. Mówimy mu rzeczy, które w innych klubach mogłyby zostać uznane za słabość - powiedział pomocnik Bodø/Glimt, Patrick Berg, który przyznał też, że Mannsverk pomógł mu stać się nie tylko lepszym piłkarzem, ale też człowiekiem.

- Koncentrujemy się głównie na dobrych występach, a nie na wynikach. Pierwszy proces jest bardzo kreatywny, drugi generuje zbyt dużo stresu - powiedział Mannsverk.

Sensacyjny mistrz, który pobił rekordy

To właśnie znakomita współpraca pionu sportowego z trenerem mentalnym doprowadziła Bodø/Glimt do największych sukcesów w historii. W poprzednim sezonie zespół Knutsena pobił kilka rekordów ligi, zdobywając największą liczbę punktów (81), goli (103) i sięgając po mistrzostwo z największą przewagą (19 punktów) nad drugim zespołem w tabeli.

- Mistrzostwo Bodø/Glimt było ogromną sensacją, bo klub pokonał dużo bogatszych rywali z nieporównywalnie większym potencjałem. Już w 2019 roku drużyna radziła sobie doskonale, jednak pod koniec sezonu osłabła i zakończyła rozgrywki na 2. miejscu - powiedział nam Smith.

- Po tamtym sezonie z klubu odeszło kilku ważnych zawodników i wszyscy spodziewali się, że Bodø/Glimt znów będzie balansować między Eliteserien i 1. divisjon. Okazało się jednak, że piłkarze, którzy przyszli, byli lepsi od dotychczasowych liderów i momentami grali naprawdę imponujący, ofensywny futbol - dodał.

Marek Koźmiński i Cezary KuleszaPierwsze zwycięstwo ekipy Kuleszy przed wyborami. Kontrkandydat wyszedł z sali

W jaki sposób klub z małej miejscowości ograł większych i bogatszych rywali? - W Bodø/Glimt przywiązują bardzo dużą wagę do rozwijania akademii. Hakon Evjen i Jens Petter Hauge wychowali się w Bodø, przebili się do pierwszej drużyny i wyjechali za granicę, odpowiednio do AZ Alkmaar i AC Milan. Obecnie w pierwszej drużynie też nie brakuje wychowanków. Są nimi m.in. obrońca Fredrik Bjoerkan oraz pomocnicy Patrick Berg i Ulrik Saltnes - powiedział Smith.

- Jednocześnie Bodø/Glimt wykonuje doskonałą pracę w zakresie skautingu i wyławianiu talentów w innych klubach. W ostatnich latach drużynę wzmacniali zawodnicy, którzy w innych klubach się nie wyróżniali, a w Bodø grali kapitalnie. Wszystko dzięki temu, że Bjoerkan i Knutsen dostrzegali w nich potencjał do gry w preferowanym przez klub stylu - dodał.

Napastnik, który zagrał u boku Haalanda. W teledysku

W tym sezonie Bodø/Glimt już tak nie zachwyca. Po 13 kolejkach zespół Knutsena zajmuje 2. miejsce w tabeli ze stratą dwóch punktów do Molde, które rozegrało o jeden mecz mniej. W ostatnich tygodniach mistrzowie Norwegii mają problemy z wygrywaniem. Od 20 czerwca Bodø/Glimt rozegrało w lidze pięć spotkań, odnosząc tylko jedno zwycięstwo.

- Nie nazwałbym tego kryzysem, ale problemy widoczne są gołym okiem. Uważam, że głównym powodem tej sytuacji są zmiany kadrowe, do których doszło po zakończeniu poprzedniego sezonu i zespół po prostu potrzebuje czasu. Chociaż do drużyny trafili ciekawi gracze jak Erik Botheim czy Hugo Vetlesen, to kadra Bodø/Glimt nie jest tak wyrównana jak w poprzednich rozgrywkach - powiedział Smith.

Wimbledon. Hubert Hurkacz wygrał kolejny mecz"To najlepsze podsumowanie gry Huberta Hurkacza. Nie mógł nawet mówić"

- W porównaniu do poprzedniego sezonu zmieniła się cała linia ofensywna. Hauge został zawodnikiem Milanu, a duński duet Philip Zinckernagel i Kasper Junker wyjechał odpowiednio do Watfordu i Urawa Red Diamonds. Cała trójka miała ogromny udział w 103 golach, jakie Bodø/Glimt strzeliło w poprzednim sezonie ligowym. Zastąpienie ich będzie bardzo trudne i chociaż Botheim, czyli napastnik, który przyszedł do klubu z Rosenborga, ma duży potencjał, to na razie najbardziej znany jest z tego, że wystąpił w teledysku u boku Erilnga Haalanda - dodał.

 

Ustawienie stosowane od 50 lat

Czego więc w rywalizacji z Bodø/Glimt może spodziewać się Legia Warszawa? - Bodø/Glimt preferuje ustawienie 1-4-3-3 i jest to tradycja, która sięga lat 70. i ich pierwszej wspaniałej drużyny. Zespół bardzo dobrze wykorzystuje szerokość boiska, w ataku bazując na skrzydłowych i bocznych obrońcach. Dużą siłą drużyny jest też bardzo ruchliwe, inteligentne trio w środku pola. Kiedy grają swój najlepszy futbol, ogląda się ich naprawdę bardzo przyjemnie. Orjan Berg, były pomocnik klubu, a dzisiaj trener zespołu młodzieżowego, który grał z Rosenborgiem w Lidze Mistrzów, powiedział, że żadna drużyna w Norwegii nie grała tak dobrze jak Bodø/Glimt w poprzednim sezonie - powiedział Smith.

Dodał: Berg jest też ojcem jednego z najważniejszych zawodników obecnej drużyny, Patricka Berga. To bardzo futbolowa rodzina. Wujek Patricka - Runar - i jego dziadek - Harald - są legendami Bodø/Glimt i zaliczyli kilkanaście występów w reprezentacji Norwegii. Harald jest uważany za jednego z najlepszych graczy w historii kraju. Orjan i Runar Bergowie mieli też młodszego brata, Arilda, który również posiadał wielki talent. Jego kariera została jednak zatrzymana przez kontuzje, choroby i depresję, przez którą dwa lata temu odebrał sobie życie. Patrick, tak samo jak jego ojciec, dziadek i wujkowie, jest środkowym pomocnikiem z imponującą wizją gry i to on nadaje tempo atakom Bodø/Glimt.

- Patrick Berg dzieli funkcję wicekapitana z Ulrikiem Saltnesem. To 28-latek, który kilka lat temu chciał zrezygnować z gry w piłkę, a dziś jest jednym z najważniejszych zawodników drużyny i najbardziej charyzmatyczną postacią w szatni. Warto też zwrócić uwagę na rówieśnika Saltnesa, Mariusa Lode. To środkowy obrońca, który od czterech lat nie oddaje miejsca w składzie Bodø/Glimt.

"W Norwegii wiedzą, że Legia to największy klub w Polsce"

O ile Bodø/Glimt dla części polskich kibiców może być jeszcze klubem-zagadką, o tyle Norwegowie o Legii wiedzą więcej. - Ludzie w Bodø i generalnie w Norwegii wiedzą, że Legia to największy klub w Polsce. Kibice pamiętają, że pracował tam Henning Berg i że w latach 90. Rosenborg rywalizował z nią w Lidze Mistrzów. Wiedza kibiców o obecnej drużynie na pewno nie będzie jednak duża. Fani poznają Legię dopiero w środę lub we wtorek po konferencji prasowej, jeśli Knutsen zdecyduje się uchylić rąbka tajemnicy z odrobionej pracy domowej - powiedział Smith.

screen Łączy nas Piłka/TwitterZbigniew Boniek kpi z publikacji "Faktu". I pokazuje, co sobie kupił. "Za swoje"

Dodał: Norwegowie lubią patrzeć 20-25 lat wstecz, gdy Rosenborg regularnie grał w Lidze Mistrzów, a w europejskich pucharach niezłe wyniki osiągały też Brann, Valerenga czy Viking. Większość kibiców zdaje sobie sprawę, że te czasy już najpewniej nie wrócą. Nie przeszkadza im to jednak wierzyć w to, że nasze kluby ponownie będą znaczącą siłą w Europie.

- Nie uważam jednak, by Bodø/Glimt w rywalizacji z Legią było w stanie nawiązać do tego, co pokazało przed rokiem w rywalizacji z Milanem. Z drużyny odeszli kluczowi zawodnicy i zespół nie jest jeszcze w najwyższej formie. Jednocześnie nie spodziewam się, by ostatnie wyniki wpłynęły na ich pewność siebie. W przeszłości zespół Knutsena udowadniał, że jest silny mentalnie i sądzę, że po prostu czekają nas dwa bardzo wyrównane mecze - zakończył Smith.

Pierwszy mecz Bodø/Glimt - Legia w środę o godzinie 18 w Norwegii. Rewanż przy Łazienkowskiej tydzień później o 20.

Więcej o: