To nie Chelsea będzie rywalem Realu w półfinale LM. Europa śmieje się z Hiszpanów

Jakub Kręcidło
Czytając hiszpańskie media, można odnieść wrażenie, że rywalem Realu w Lidze Mistrzów nie jest Chelsea, a sędzia półfinałowego meczu. Prasa podkręca atmosferę, mimo że Zinedine Zidane mówi: - To absurd myśleć, że UEFA zdecyduje się w ten sposób nas ukarać.

Hiszpanie kochają polemikę. Po upadku Superligi, na której czele stał prezes Realu Florentino Perez, chcą narzucić narrację o możliwym spisku UEFA i jej prezesa Aleksandra Ceferina. Jego ofiarą miałby być klub z Madrytu. Klubowi to na rękę. Prezes skompromitował się przy okazji fiaska Superligi, ale i drużyna w ostatnich tygodniach sprzeciętniała, bezbramkowo remisując z Getafe i Betisem. W Hiszpanii chętnie przystali więc na temat, który odwraca uwagę od zespołu. To, co szokuje w największym stopniu, to skala medialnej paranoi. "Protest" pochłonął najważniejszych dziennikarzy, na czele ze słynnym Manolo Lamą.

Zobacz wideo Krótki sen o Superlidze. "Ten projekt skompromitował dwanaście klubów"

Real – Chelsea. Hiszpanie boją się, że nawet perfekcyjny mecz nie wystarczy

Aby zrozumieć skalę problemu, wystarczy spojrzeć na hiszpańskie media, których przekaz opiera się na najprostszych emocjach. "Danny, nie wprowadź bałaganu" – apelowano we wtorek w telewizyjnym programie "El Chiringuito", któremu Perez udzielił pierwszego wywiadu po utworzeniu Superligi. Eksperci w studiu twierdzili: "Nawet rozegranie perfekcyjnego meczu może nie wystarczyć piłkarzom Realu".

W nocnych audycjach radiowych w radiu Cadena COPE czy Cadena SER, których w Hiszpanii słucha po kilkaset tysięcy osób, zastanawiano się, czy możliwe jest, aby Aleksander Ceferin zadzwonił do sędziego Danny’ego Makkelie i arbitrów VAR, by ci podejmowali decyzje na niekorzyść Realu. W poniedziałek madrycki dziennik "ABC" pisał, że "szatnia Realu boi się odwetu ze strony UEFA". We wtorek, w dniu meczu, z okładki największej hiszpańskiej gazety "MARCA" padał apel: "Fair play, Ceferinie...", który kontynuowano stwierdzeniem: "Po zamieszaniu z Superligą cała Europa będzie przyglądać się pracy sędziego Makkelie, który »wchodzi do gry« w związku z wojną Realu z UEFA". 

Real – Chelsea. Europa śmieje się z Hiszpańskich rewelacji. Jak można tak podsycać polemikę? 

Zinedine Zidane pierwsze pytanie o Makkelie dostał już po sobotnim meczu z Betisem. Kolejne otrzymał na poniedziałkowej konferencji prasowej. – Sędzia wykona swoją pracę. My wykonamy swoją. Tylko to się liczy. Nie obchodzi nas to, co się mówi. To absurd myśleć, że UEFA ma nas ukarać w ten sposób czy wykluczając nas z Ligi Mistrzów – powiedział Zizou. Na pytania o sędziego odpowiadali też Raphaël Varane czy Thomas Tuchel. – Wierzę w 100 proc. w sędziego i w UEFA. Nikt nie będzie miał żadnej przewagi – deklarował Niemiec. 

– Stresujesz się sędziowaniem? – zapytano w poniedziałek Fernando Morientesa. – Nie no, dajcie spokój... – rzucił były napastnik Realu. – Mój poziom stresu to zero procent. Albo nawet minus pięć procent. Próbuję wejść w skórę sędziego. Jest na oczach całego świata. Prowadzi półfinał Ligi Mistrzów. I on miałby coś kombinować? Przecież to nonsens! – grzmiał hiszpański snajper, który był gościem programu "El Partidazo" w radiu COPE. Tam też pojawił się Guillem Balague. Znany dziennikarz zwrócił uwagę, że nikt na świecie nie rozumie, dlaczego Hiszpanie się tak zachowują.

Po niezwykłej metamorfozie rozjeżdżają kolejnych rywali. W Europie nikt tak nie graPo niezwykłej metamorfozie rozjeżdżają kolejnych rywali. W Europie nikt tak nie gra

– Dzwoniło do mnie czterech brytyjskich dziennikarzy z pytaniem, o co tu chodzi? Dlaczego nagle Hiszpanie zaczynają wątpić we wszystko, na czele ze sprawiedliwością sędziów? Ale posłuchaliby kilku minut waszej debaty i zrozumieliby, o co chodzi – śmiał się Balague, przypominając, że Chelsea też była w Superlidze i, idąc logiką Hiszpanów, też powinna zostać ukarana. Na to usłyszał: "No tak, ale Ceferin podzielił kluby na trzy grupy", "No tak, ale Chelsea nie atakowała Javiera Tebasa [prezes LaLiga]", "No tak, ale Ceferin niepotrzebnie podsycał debatę na temat kar dla Realu" czy - szczególnie absurdalne - "No tak, ale Luis Rubiales, prezes federacji, to też wiceprezes UEFA!".

Real – Chelsea. Sędzia Danny Makkelie jeszcze nigdy nie był pod taką presją

Teorie spiskowe na temat arbitra ruszyły już w momencie ogłoszenia, że to właśnie Makkelie poprowadzi mecz Real – Chelsea. Co prawda Królewscy wygrali jedno spotkanie, którego rozjemcą był Holender (3:1 z Atalantą), ale kibice z Madrytu zaczęli przypominać, że to ten sędzia w niedawnym meczu reprezentacji skrzywdził Cristiano Ronaldo, nie uznając jego gola w starciu z Serbią (2:2), za co później 38-latek przepraszał i CR7, i selekcjonera Fernando Santosa

– Makkelie to topowy, fenomenalny arbiter. Jeden z najlepszych na świecie – przekonywał w SER Eduardo Iturralde Gonzalez, były hiszpański sędzia. W poprzednim sezonie Makkelie poprowadził finał Ligi Europy, w którym Sevilla ograła Inter (3:2). Jest przyzwyczajony do pracy pod presją, w końcu na co dzień jest policjantem. Ale aż strach wyobrażać sobie burzę, jaka wybuchłaby, gdyby popełnił błąd. Każdy ma prawo do pomyłki, zarówno piłkarz jak i sędzia, jednak Holender już trafił na celownik żądnych sensacji mediów. I trudno wyobrazić sobie, by kiedykolwiek musiał pracować pod większą presją.

Narrację, jaką przyjmą Hiszpanie, łatwo sobie wyobrazić. Jeśli Real wygra, będą mówić o klubie, któremu niestraszny spisek ze strony UEFA. Jeśli przegrają, winny będzie arbiter. Przypominać się może sytuacja sprzed dziesięciu lat, gdy Jose Mourinho mówił, iż "nie wie, dlaczego Barcelona jest tak lubiana i wspierana przez wszystkich, także sędziów" i pytał: "Porque Stark? Porque Ovrebo? Porque Busacca? Por que?". No i co w sytuacji, gdyby Holender pomylił się na korzyść Realu? Obyśmy we wtorkowy wieczór nie musieli wracać do tego tematu.

Więcej o: