Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Tebas ostro o prezesach Barcelony, Realu i szefie FIFA. "Albo nie wie, albo kłamie"

Jakub Kręcidło
Javier Tebas od początku był głównym przeciwnikiem Superligi i dziś triumfuje. W czwartek na konferencji prasowej ocenił, dlaczego ten projekt nie miał prawa zadziałać, jednocześnie wbijając szpilki w najważniejsze postaci futbolu - prezesa FIFA Gianniego Infantino czy szefów Barcelony i Realu.

Javier Tebas nie zwykł gryźć się w język. Charyzmatyczny szef LaLiga we wtorek dosadnie wypowiedział się na temat Florentino Pereza, a podczas czwartkowej konferencji prasowej LaLiga, na której Sport.pl było jedynym polskim medium, krytykował innych możnych świata futbolu, zaczynając od prezesa FIFA Gianniego Infantino, kończąc na szefie Barcelony Joanie Laporcie, deklarując, że Superliga "w takim kształcie jest martwa".

Zobacz wideo

To koniec Superligi. "Florentino Perez albo czegoś nie wie, albo kłamie"

– Bądźmy realistami – powiedział Tebas. – Niemcy i Francuzi zdystansowali się od Superligi jeszcze zanim projekt wystartował. Po tym, co się wydarzyło w ostatnich dniach, Anglicy bez wątpienia nie wezmą udziału w takim projekcie. Zostają Hiszpanie i Włosi, co dawałoby nam rozgrywki zaledwie z klubami z dwóch krajów, to nie jest ekskluzywne – twierdził szef hiszpańskiej ekstraklasy.

W sporze Superliga - UEFA jedna ze stron nie musiała bać się konsekwencji prawnych. W sporze Superliga - UEFA jedna ze stron nie musiała bać się konsekwencji prawnych. "To była głośna sprawa"

W środowym wywiadzie z radiem Cadena SER wyraźnie niezadowolony Perez mówił, że nie podoba mu się, iż nikt z piłkarskich władz nawet nie podjął rozmów z dwunastoma klubami ws. Superligi. – Florentino albo czegoś nie wie, albo po prostu kłamie – ocenił prezes LaLiga. – Gdyby Superliga była czymś dobrym dla futbolu, jak próbował przekonywać Florentino, zainteresowane kluby nie negocjowałyby po cichu. Rozgrywki w takim kształcie byłyby śmiercią dla futbolu ligowego. Zarabialibyśmy rocznie o miliard euro mniej. To byłaby katastrofa. Perez domaga się prowadzenia dialogu, ale dialog nie polega na tym, by robić to, co chcą kluby. Dialog to powrót do instytucji, w których kluby były wcześniej (UEFA, ECA - przyp. red.) i rozpoczęcie rozmów w szerszym gronie. Chcę przypomnieć, że dwanaście klubów było członkami ECA, która w piątek zatwierdziła przyjęcie Ligi Mistrzów. W niedzielę zespoły, którym im się to nie podobało, wywróciły cały piłkarski porządek do góry nogami – krytykował Tebas.

"Barcelona ma większe problemy niż Superliga. Powinna myśleć o długach"

Prezes hiszpańskiej ekstraklasy uznał za absurdalne stwierdzenia, że trzeba zmienić system podziału pieniędzy w futbolu, by nie było tak, iż wielcy tracą, a mali zarabiają. – Florentino przekonywał, że tak jest, ale to nieprawda – twierdzi. – To tylko efekt pandemii. W efekcie pandemii wielkie kluby straciły pieniądze z biletów czy z dnia meczowego. Ale w "normalnych" latach Real nigdy nie notował strat. Barcelona też za każdym razem przynosiła zyski. Więc o czym my tu w ogóle mówimy? – zastanawiał się szef LaLiga, który skrytykował też Joana Laportę. Prezydent Barcelony w ubiegły czwartek poinformował go, że jego klub planuje dołączyć do Superligi, a dziś stwierdził, że "to konieczność". 

Najwięksi cwaniacy piłki nożnejNajwięksi cwaniacy piłki nożnej

– Powiedziałem mu, że dołączanie do Superligi to zły ruch i że go okłamują. Obiecywali mu nierealne sumy. Na rynku piłkarskich praw telewizyjnych nie ma tyle kasy! Laporta w trakcie niedawnej kampanii wyborczej mówił jedno o Superlidze, a teraz zmienił zdanie. Moim zdaniem Barcelona ma większe problemy. Jej prezydent bardziej niż o Superlidze powinien myśleć o zarządzaniu długiem – ocenił Hiszpan, zdaniem którego dawanie klubom więcej pieniędzy nie jest odpowiednim rozwiązaniem. – Na dziś największym problemem jest kontrolowanie wydatków. Kluby apelują, by mieć więcej kasy, ale jedynym tego efektem byłoby, że piłkarze mieliby nie sześć, a siedem Ferrari – powiedział Tebas.

Nie będzie kar dla dwunastu uciekinierów? "Kluby poniosły już ogromne straty wizerunkowe"

Choć od kilku dni dużo mówi się o karach, jakie miałyby zostać nałożone na dwunastu "uciekinierów", Tebas jest zdania, że to nie jest odpowiedni moment na takie dyskusje. – Każdy chciałby działać na gorąco i ścinać głowy. Ale trzeba się zastanowić nad tym, co dalej – powiedział szef LaLiga. – Zobaczymy, czy kluby będą chciały wziąć udział w Lidze Mistrzów, bo by to zrobić, muszą zgodzić się na warunki UEFA. Ale do maja jeszcze sporo czasu... W każdym razie, zamiast karać, musimy przygotować środki ochronne, by taki bunt nie wydarzył się ponownie. Zresztą, kluby i tak zostały już ukarane. Poniosły ogromne straty wizerunkowe, bo nie tylko kibice głośno protestowali przeciwko Superlidze, ale mieliśmy też bardzo ostre stanowiska ze strony krajowych rządów – ocenił Tebas, który oczekiwał więcej po prezesie FIFA, Giannim Infantino: – Martwi mnie rola, jaką odegrał w tej sprawie. Jego przemowa na kongresie UEFA była mocna i konkretna, ale jego działania już takie nie były. Wolałbym, aby działał ostrzej i bardziej klarownie. Kluby z Superligi mówiły, że cieszą się jego wsparciem. Uważam, że powinien to wyjaśnić.

Soccer Europe Super LeaguePrezydent UEFA: "Wszyscy mnie rozczarowali". I usprawiedliwia tylko jeden klub

Zdaniem szefa LaLiga, Perez nie miał też racji, że ligowe mecze nikogo nie interesują. – Pięć razy ludzi więcej ogląda w Hiszpanii mecz Villarreal - Sevilla niż Manchester City - Manchester United. Kilka tygodni temu mieliśmy w poniedziałek starcie Barcelony z Realem Valladolid. Oglądało je tylko 100 tys. ludzi mniej niż mecz Liverpoolu z Realem w Lidze Mistrzów. Hasła o tym, że piłka traci zainteresowanie, to bzdury – zakończył Tebas.

Superliga miała być rewolucją, a w ciągu 48 godzin praktycznie przestała istnieć

Superliga została oficjalnie powołana do życia w nocy z niedzieli na poniedziałek, a już we wtorek wieczorem rozpoczął się proces jej błyskawicznego rozpadu. Pierwszymi zespołami, które odłączyły się z rozgrywek były Chelsea i Manchester City. W ich ślady poszły pozostałe cztery drużyny z Premier League - Arsenal, Manchester United, Liverpool i Tottenham. W środę z kolei odpadły Atletico Madryt, Juventus, AC Milan oraz Inter Mediolan. Na placu boju pozostały tylko Barcelona i Real Madryt, którego prezes, Florentino Perez, w SER nie chciał być już jednak przedstawiany jako szef Superligi. – Wystarczy, że przedstawi mnie pan jako prezesa Realu – stwierdził 74-latek.