Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niemieckie media znalazły winnego porażki Borussii. "Gdy zamknie oczy, widzi twarz Mahreza"

- To był niesamowity karny. Nie można tak stać z rękami - powiedział Fabio Capello o zachowaniu Emre Cana. A niemieckie media widzą w pomocniku Borussii jednego z winowajców odpadnięcia w ćwierćfinale Ligi Mistrzów po dwóch porażkach 1:2 z Manchesterem City.

Emre Can nie będzie wspominał ostatnich meczów Ligi Mistrzów najlepiej. Reprezentant Niemiec popełnił błąd w meczu 1/8 finału z Sevillą (ale Borussia w dwumeczu wygrała 5:4), lecz kosztowniejsze okazały się pomyłki w obu meczach ćwierćfinałowych z Manchesterem City, przez które BVB przegrała dwa razy po 1:2 i pożegnała się z LM prawdopodobnie na co najmniej rok.

Zobacz wideo Bayern odpadł z Ligi Mistrzów. "Bardzo krótka kołderka i absolutna desperacja"

"Gdy Emre Can zamknie oczy, widzi twarz Riyada Mahreza. Algierczyk z Manchesteru City wykorzystał jego błędy w obu meczach: w pierwszym przejął jego złe podanie i podał do Kevina De Bruyne'a, który strzelił na 1:0. W rewanżu Can dotknął piłki ręką w polu karnym, a Mahrez trafił z karnego na 1:1" - pisze "Suddeutsche Zeitung" w tekście zatytułowanym "akcje Emre Cana oznaczają koniec".

Britain Soccer Champions LeagueZidane ośmiesza trenerów rywali i zbudował nowych bohaterów Realu Madryt. "Spektakularni"

Niemcy zwracają uwagę: Borussia Dortmund dwukrotnie skrzywdzona

Ale "Suddeutsche Zeitung" zauważa jednocześnie: "Można spojrzeć na to tak, że te dwie akcje przesądziły o odpadnięciu Borussii Dortmund. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana: w obu porażkach 1:2 doszło do kontrowersji, które zadziałały na niekorzyść BVB" - przypominają niemieccy dziennikarze. W pierwszym meczu sędzia nie uznał gola Jude'a Bellinghama na 1:1, uznając, że Anglik faulował Edersona (przez to, że arbiter zagwizdał za wcześnie, VAR nie mógł sprawdzić tej sytuacji), a w rewanżu Manchester City dostał rzut karny po akcji, którą szerzej opisywaliśmy tutaj >> 

- To był niesamowity karny. Nie można tak stać z rękami. Emre Can powiedział, że dotknął piłki głową, ale to był oczywisty rzut karny - powiedział we włoskiej telewizji Sky Fabio Capello, legendarny trener.

Portal T-Online zwraca uwagę, że pomocnik Borussii spisywał się w środowym rewanżu znacznie lepiej niż w pierwszym spotkaniu i był dużo bardziej aktywny oraz widoczny. "Zwyczajowy błąd nastąpił po przerwie, a sędzia podyktował rzut karny po zagraniu ręką. Decyzja była kontrowersyjna, ale zachowanie Cana było niepotrzebne" - piszą dziennikarze, dając mu ocenę 5 (skala 1-6, im niższa ocena, tym lepsza).

Euro 2021. Gdzie się odbędzie? Jakie miasta gospodarze?Media: Juventus niezadowolony z Wojciecha Szczęsnego. Możliwy powrót do Anglii

"Emre Can znał przepisy, sędzia nie"

"Piłka dotknęła jego czoła, a następnie ramienia. Emre Can znał przepisy, sędzia nie. To największy pechowiec wieczoru, bo wcześniej spisywał się znakomicie i rozpoczął akcję przy golu na 1:0 "- broni go portal Ruhr24 i daje notę 3,5. SportBuzzer dał mu ocenę 4, zwracając uwagę, że piłkarz spisywał się dużo lepiej niż w Manchesterze. Innego zdania jest portal Spox, który uważa, że Can nie radził sobie z ciągłą presją ze strony rywali i "jest odpowiedzialny za niepotrzebny rzut karny".

- Możemy być z siebie dumni, graliśmy przeciwko najlepszemu zespołowi na świecie i nie odstawaliśmy. Ale to boli i tak, bo mieliśmy szanse na awans - powiedział Can, przy okazji narzekając na błędy sędziów. - Uderzyłem piłkę głową i jakimś cudem dotknęła mojej ręki. Według mnie przepisy mówią, że to nie ręka. Szkoda, że przegrywamy w taki sposób. W pierwszym meczu okradziono nas z gola. To boli. Wiem na 100 procent, że najpierw dotknąłem piłki głową, a następnie dotknęła ręki i moim zdaniem przepisy mówią, że to nie karny - dodał były piłkarz m.in. Bayernu Monachium, Bayeru Leverkusen, Liverpoolu czy Juventusu.

Grzegorz Krychowiak niezadowolony z reakcji kolegów z reprezentacji Polski. Grzegorz Krychowiak niezadowolony z reakcji kolegów z reprezentacji Polski. "To nic nie daje"

- Nie chcę grać w Lidze Europy, chcę grać w Lidze Mistrzów - mówił jeszcze tydzień temu po ligowej porażce 1:2 z Eintrachtem Frankfurt. Wiele jednak wskazuje na to, że koszmarny scenariusz dla Borussii rzeczywiście się ziści. Na sześć kolejek przed końcem sezonu drużyna Edina Terzicia (którego po sezonie zastąpi Marco Rose z Borussii Moenchengladbach) zajmuje piąte miejsce, do czwartego Eintrachtu tracąc siedem punktów, a do trzeciego Wolfsburga - osiem.