Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibice Bayernu Monachium znaleźli winnego klęski. "Marionetka poprzedniego prezesa"

Dawid Szymczak
To fatalne transfery Hasana Salihamidzicia sprawiły, że Hansi Flick najważniejszy mecz sezonu próbował ratować z Erikiem Choupo-Motingiem, Javim Martinezem w roli napastnika i Jamalem Musialą. Ale dyrektor sportowy ma w klubie silną pozycję. Tej politycznej rozgrywki Flick może już nie wygrać.

Rewanżowy mecz PSG z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów miał szalone tempo, ale Hansi Flick przeprowadził tylko dwie zmiany. Ratował się młodym Jamalem Musialą, a w końcówce desperacko wprowadził do ataku Javiego Martineza, czyli środkowego obrońcę. Chwytał się brzytwy? Większego wyboru nie miał, bo wielu podstawowych piłkarzy było kontuzjowanych, a kadra Bayernu i tak jest w tym sezonie dość wąska. Na ławce w Paryżu siedzieli młodzi obrońcy - Tanguy Kouassi i Josip Stanisic, starszy od nich Bouna Sarr, bramkarz Alexander Nubel i Maximilian Zaiser, pomocnik wzięty z klubowych rezerw. Między nimi siedział Hasan Salihamidzić, skonfliktowany z Hansim Flickiem dyrektor sportowy odpowiadający za transfery, prawdopodobnie sterowany z tylnego siedzenia przez Uliego Hoennesa, byłego prezesa Bayernu. Zdaniem wielu kibiców i dziennikarzy - winny odpadnięcia Bayernu z Ligi Mistrzów.

Zobacz wideo Archaiczna zasada psuje Ligę Mistrzów? "Dochodzi do kuriozalnych sytuacji" [SEKCJA PIŁKARSKA #84]

Hansi Flick może odejść z Bayernu Monachium. Ma dość Hasana Salihamidzicia 

Główną przyczyną konfliktu dyrektora z trenerem są transfery. Flick po ostatnim sezonie, zakończonym zdobyciem trzech najważniejszych trofeów, domagał się wzmocnień. Czuł, że przed Bayernem jeszcze bardziej wymagający sezon: z meczami o Superpuchary, rozgrywanymi w styczniu Klubowymi Mistrzostwami Świata i wyniszczającą walką o obronę wszystkich trofeów w napiętym przez pandemię kalendarzu. Ale Salihamidzić ściągnął do Bayernu Erica Choupo-Motinga - grającego od święta w PSG, Marca Roca z drugoligowego Espanyolu, rezerwowego Juventusu Douglasa Costę, Bounę Sarra z Olympique Marsylia, który na razie rozczarowuje i Tanguya Nianzou, czyli utalentowanego obrońcę na przyszłość. Za transfer Leroya Sane odpowiadali prezesi Bayernu, ale i po nim spodziewali się w Monachium więcej. Słowem: żaden z transferów na razie nie wypalił. Sane nie napędza Bayernu, a piłkarze, którzy mieli być uzupełnieniem składu, bardzo rzadko wchodzą do gry. Flick mówi wprost: "Mamy słabszą kadrę niż w zeszłym sezonie". A pandemia koronawirusa i spadek dochodów klubu nie usprawiedliwia tak mizernych transferów.

Neymar i Leandro Paredes celebrujący gola przed Joshuą KimmichemSzalona radość PSG po awansie. Neymar musiał się tłumaczyć [WIDEO]

Ale żeby tylko o transfery chodziło. Hasan Salihamidzić w dniu meczu z PSG, zaraz po porannym treningu, przekazał Jerome’owi Boatengowi, że klub nie przedłuży z nim umowy. Czas, miejsce i forma przekazania tej informacji była urągająca dla mistrza świata, który zdobył z Bayernem siedemnaście trofeów. Mogła rozsadzić zespół od środka tuż przed najważniejszym meczem. Boateng w szatni jest bowiem znacznie ważniejszą postacią niż na boisku. Salihamidzić jeszcze przed meczem zdążył o tym powiedzieć w telewizji "Sky". Teraz szefowie mają do niego pretensje, bo ich pozycja negocjacyjna jest znacznie gorsza. Każdy klub zainteresowany Boatengiem wie, że Bayern i tak go nie chce. Cena spadła.

Ta sytuacja pokazała, jak niewielki wpływ na funkcjonowanie Bayernu ma trener. Hansi Flick dalej widział Boatenga w zespole, choćby w roli rezerwowego. Z klubu odchodzą David Alaba i najprawdopodobniej Javi Martinez, więc doświadczenie Boatenga mogło się jeszcze Bayernowi przydać. Salihamidzić zdecydował inaczej, a Flick kolejny raz się wściekł. Na konferencji prasowej był powściągliwy: - Nie odpowiem na pytanie w sprawie Boatenga. Siedząc tu, muszę profesjonalnie odpowiadać na pytania, ale nie muszę odpowiadać na wszystkie. A na to nie chcę. Bycie trenerem wymaga trochę aktorstwa - mówił.

Ale w kuluarach iskrzy. Kilkanaście dni wcześniej, gdy Flick miał już dość paplaniny Salihamidzicia, kazał mu "stulić dziób". W ostatnich dniach napisał ponoć oficjalny list do władz Bayernu, by podkreślić, że ma dość współpracy z Bośniakiem, a po odpadnięciu z Ligi Mistrzów przyznał przed kamerami "Sky", że miał z nim jedną lub dwie sprzeczki. - W tej chwili wygląda to tak: on robi swoje, ja swoje - opisał. Po chwili mikrofon przejął Lothar Matthaeus, przyjaciel Flicka, w ostatnich dniach określany jego nieformalnym rzecznikiem prasowym. - To był ostatni mecz Hansiego Flicka w Lidze Mistrzów na ławce Bayernu. Jest faworytem DFB [niemieckiej federacji piłkarskiej] do zastąpienia Joachima Loewa na stanowisku selekcjonera. Latem zaakceptuje ofertę - zdradził były reprezentant Niemiec, a Flick poniekąd potwierdził jego słowa: - Będę musiał podjąć decyzję dotyczącą mojej przyszłości. 

Władze Bayernu wściekłe na dyrektora sportowego? Władze Bayernu wściekłe na dyrektora sportowego? "Fatalnie przyjęta decyzja"

Niemieccy dziennikarze nie mają wątpliwości, że spory wpływ na ewentualne odejście Flicka z Bayernu Monachium będzie miał konflikt z Salihamidziciem. Trener nie zgadza się z jego wyborami transferowymi, dostrzega jego niekompetencję, ale niewiele może zrobić. Flick czuje, że po zdobyciu sześciu trofeów w 2020 r. jego pozycja w klubie powinna być silniejsza. Chciałby mieć wpływ na kształtowanie kadry, ale Bayern jest tak silnie zhierarchizowanym klubem, że trener - niezależnie od wyników - ma niewiele do powiedzenia. Nie podobało się to Pepowi Guardioli, który w Manchesterze City dostał znacznie większą władzę, narzekał na to Niko Kovac, podkreślając, że każdy trener na świecie chce uczestniczyć w planowaniu kadry. Frustruje to również Flicka. Ale w Bayernie nawet dyrektor sportowy - w większości klubów postać fundamentalna - nazywany jest marionetką prawdziwej władzy i człowiekiem od mniej ważnych spraw. A kto rzeczywiście sprawuje władzę w Monachium? Zdaniem wielu dziennikarzy, nadal czyni to Uli Hoeness, który rządził Bayernem przez 40 lat, ale formalnie przestał być prezesem pod koniec 2019 r. To on ma sterować Salihamidziciem i dlatego też wypchnięcie Bośniaka z klubu może okazać się bardzo trudne.  

Kadra Bayernu gorsza niż w poprzednim sezonie. A problemy dało się przewidzieć

Przez cztery lata idealnym dyrektorem sportowym Bayernu był Matthias Sammer - elokwentny i kulturalny. Reprezentował klub w mediach, dbał o wizerunek, był łącznikiem między zespołem a prezesami, dobrym wujkiem piłkarzy, a - co najważniejsze - nie wchodził w paradę Hoenessowi i Karlowi Heinzowi Rummenigge. Robił to, co do niego należało. Bez żadnych wpadek, z zachowaniem ostrożności. O transferach i budowie drużyny najczęściej decydowali jednak prezesi. Sammer odszedł w 2016 r., a Bayern przez rok szukał następcy. Philipp Lahm, Olivier Kahn i Mark van Bommel odrzucili oferty. Max Eberl również. Jest dyrektorem sportowym Borussii Moenchengladbach i ma niemal nieograniczoną władzę. W Bayernie nawet nie mógłby o tym pomarzyć. W końcu - po roku poszukiwań - Hasan Salihamidzić, były piłkarz Bayernu, ambasador klubu, mieszkaniec Monachium od dobrych dwudziestu lat, zaakceptował propozycję Hoenessa.

Salihamidzić był oddelegowywany do przeprowadzania mniej znaczących transferów. Z gwiazdami rozmawiali prezesi. Sammer powiedział kilka dni temu, że w Bayernie dyrektor sportowy nigdy nie decyduje samemu o żadnym transferze. Zawsze potrzebuje zgody góry. Bośniakowi zdarzały się wpadki: wyłożył transfer Calluma Hudson-Odoia z Chelsea, bo za szybko powiedział o nim w mediach, ściągnięciem Benjamina Pavarda też pochwalił się zanim klauzula wykupu zaczęła obowiązywać, ale dopisało mu szczęście i Stuttgart rzeczywiście nie awansował do Ligi Mistrzów, więc Francuz mógł przejść do Bayernu. Problemy z Alexandrem Nuebelem to też sprawka Salihamidzicia, który chcąc przekonać go do transferu, obiecał, że wystąpi w 15 meczach w tym sezonie. Nie skonsultował tego ani z Flickiem, ani Manuelem Neuerem. Nuebel nie gra, jego agent naciska na wypożyczenie do innego klubu, by mógł się dalej rozwijać, ale Salihamidzić nie chce o tym słyszeć. Mimo wpadek jego pozycja w klubie rośnie: latem został włączony do zarządu, bo - jak pisze "Sport Bild" - jego patronem jest Uli Hoennes i Salihamidzić reprezentuje w zarządzie jego interesy. Bośniak zrobi wszystko, żeby łatkę marionetki od siebie odczepić i pokazać muskuły. Wygrana w walce z Flickiem z pewnością by w tym pomogła. Zwolennikiem trenera jest z kolei Karl-Heinz Rummenigge. Nie wiadomo po czyjej stronie jest Oliver Kahn, który pod koniec roku zostanie prezesem Bayernu. Niemieccy dziennikarze twierdzą, że były bramkarz może odegrać kluczową rolę w rozwiązaniu konfliktu trenera z dyrektorem sportowym. Wygra ten, kto będzie miał Kahna za sobą.  

"Złota Piłka dla Lewandowskiego przepadła". "Reszta powinna się wycofać z Ligi Mistrzów"

Przedsezonowe obawy Flicka szybko się potwierdziły. Wyeksploatowani poprzednim sezonem piłkarze odnosili kolejne kontuzje: na dłużej wypadli Joshua Kimmich, Leon Goretzka, Niklas Suele czy Robert Lewandowski. Koronawirus dopadł przed kluczowymi meczami Serge’a Gnabry’ego, wcześniej Thomasa Muellera i Benjamina Pavarda. W gorszej formie niż w poprzednim sezonie są Alphonso Davies i Kingsley Coman, którzy w Lizbonie popchnęli Bayern do zdobycia Ligi Mistrzów. Te wszystkie problemy dało się jednak przewidzieć, mając na uwadze liczbę rozgrywanych meczów, tempo tego sezonu i brak odpoczynku po poprzednim. Szeroka kadra była kluczem do obronienia potrójnej korony. Tymczasem, gdy Flick zdecydował się na zmiany w składzie w Pucharze Niemiec, odpadł już w 1/16 po meczu z drugoligowym Holstein Kiel. W obu spotkaniach z PSG Bayernowi brakowało silniejszych impulsów z ławki rezerwowych. Można gdybać, ile goli w pierwszym meczu strzeliłby napastnik lepszy od Choupo-Motinga i ile akcji w rewanżu napędziłby skrzydłowy w lepszej formie niż Coman. Ale trener Bayernu - jak krawiec - tak kraje, jak mu materii staje.