Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Real Madryt stał się faworytem Ligi Mistrzów. "Na drodze do trofeum jeden elitarny rywal"

Jakub Kręcidło
Parafrazując Arkadiusza Onyszkę można byłoby napisać: "A teraz do wszystkich znawców futbolu, ekspertów. Proszę oznaczyć trenera Zidane'a, Real i Viniciusa i napisać dużymi literami: PRZEPRASZAM". W tym sezonie wielokrotnie ogłaszano koniec sezonu dla Realu, ale jego piłkarze - jak podkreśla Predrag Mijatović - zawsze wracają. A dobrym tego przykładem jest Vinicius, na którym wielu postawiło krzyżyk i który był bohaterem starcia z Liverpoolem (3:1).

Już trzy razy w tym sezonie kończyliśmy sezon Realu. W październiku ogrywał go Cadiz i Szachtar. Na przełomie listopada i grudnia fatalne Deportivo Alaves czy ponownie Szachatr. W styczniu mocniejsze było nawet trzecioligowe Alcoyano, a i Levante wywiozło z Madrytu trzy punkty. – Po każdym nieudanym meczu pytacie mnie, czy odejdę. Jeśli chcecie zmienić trenera, powiedzcie mi to w twarz! – apelował wówczas Zinedine Zidane, który domagał się od dziennikarzy szacunku. Plotek o zwolnieniu Zizou było mnóstwo. Pewne wydawało się jego odejście po zakończeniu sezonu. Ale minęły dwa miesiące i jesteśmy w kompletnie innym miejscu. Trener zapowiadał, że zespół "spróbuje dać kibicom powody do radości" i że "nie wolno go skreślać". Dziś Real dalej ma spore szanse na mistrzostwo Hiszpanii, a do tego jest jedną nogą w półfinale Ligi Mistrzów. I czy ktoś teraz odważy się uznać ten sezon za nieudany?

Zobacz wideo Pandemia zmieniła finanse największych klubów świata. Tylko dwaj giganci skończyli rok 2020 z jakimkolwiek zyskiem netto [Studio Biznes]

Czego Real ma bać się w Lidze Mistrzów? Na drodze do trofeum jeden elitarny rywal

– Gdy trzeba, Real staje na wysokości zadania – przekonywał Predrag Mijatović, dla którego Królewscy są faworytem do wygrania Champions League. – Kilka miesięcy temu też skreśliłbym Real i uznałbym plotki o jego triumfie w Lidze Mistrzów za absurdalne. Ale czego ta drużyna ma się dzisiaj bać? – zastanawiał się bohater finału Ligi Mistrzów z 1998 roku. Madrytczycy zlali Liverpool w meczu, w którym wydaje się, że najgorszy był dla nich wynik (3:1), bo mogli wygrać wyżej. Jeśli na Anfield Hiszpanie dokończą dzieła, w półfinale czekać będzie Chelsea lub Porto, czyli rywal będący w zasięgu Realu, któremu daleko do topowego poziomu Manchesteru City, Bayernu Monachium czy Paris Saint-Germain. Drabinka tak się ułożyła, że elitarna drużyna na drodze Realu stanie dopiero w finale. A w jednym meczu wszystko może się zdarzyć.

Kłopoty Realowi niestraszne. Mimo problemów, jest w grze o wszystko

Niezależnie od tego, jak zakończy się ten sezon, opowieść o nim będzie historią o radzeniu sobie z problemami. Abstrahując od plotek o zwolnieniu Zidane'a, które źle wpływały na atmosferę wokół zespołu, trzeba do tego doliczyć niekończącą się falę zakażeń koronawirusem i urazów. Nikt w Europie nie miał tylu kontuzjowanych piłkarzy co Real. Ani jednego meczu z powodów zdrowotnych nie straciło ledwie trzech zawodników z kadry Królewskich. Covid-19 i kontuzje nie oszczędzały gwiazd. Widzieliśmy to nawet w starciu z Liverpoolem. W tygodniu poprzedzającym spotkanie z gry wypadł Sergio Ramos, we wtorek okazało się, że Raphael Varane jest zakażony koronawirusem, a do tego nie było wracających do zdrowia Edena Hazarda i Daniego Carvajala, którzy w tym sezonie na zmianę się leczą i grają. Nawet mimo braku czterech podstawowych piłkarzy maszyna Zidane'a się nie zatrzymała. W normalnych okolicznościach Lucas Vazquez, Eder Militao i Nacho Fernandez nie mieliby szans na występ, ale zagrali. I wcale nie wyglądali jak zawodnicy nie pasujący do weteranów, którzy kolejny raz nie zawiedli. Toni Kroos był znakomity, tak samo jak Luka Modrić czy Casemiro, a z przodu błyszczał Karim Benzema. Dużo mówi się o wieku pięknych-trzydziestoletnich, ale - jak podkreślał Sergio Ramos - wiek to tylko liczba. Liczy się forma na murawie. A ta dalej jest znakomita.

Vinicius Junior, bohater Realu w MadrycieReal bezlitosny dla Liverpoolu! Powtórka z finału sprzed trzech lat. Spora zaliczka

I Real, i Vinicius apelują: "Jesteśmy tu, nie lekceważcie nas"

Meczem z Liverpoolem Real uderzył pięścią w stół i powiedział: "Jestem tu, nie lekceważcie mnie". Ten sam gest wykonał Vinicius Junior. Napastnikowi jeszcze niedawno wiązano na szyi kokardkę i wysyłano go do Paryża w zamian za Kyliana Mbappe. We wtorek zdobył on dwie bramki. – Niech ludzie sobie gadają. Ja będę pracował – powiedział Brazylijczyk po zakończeniu spotkania.  Zidane nie chciał oceniać, czy był to najlepszy występ 20-latka w barwach Królewskich, ale takie mecze - jak zauważał Santiago Canizares - wzmacniają piłkarza. – Jeśli zostanie, to dlatego, że wzrósł jego status w drużynie. Jeśli odejdzie, jego cena będzie wyższa i dostanie lepszy kontrakt. Takimi występami buduje się markę sportowca – uważa były bramkarz Królewskich czy Valencii.

Vinicius Jr przeszedł do historii Ligi Mistrzów! Pobił dwa rekordy w jednym meczuVinicius Jr przeszedł do historii Ligi Mistrzów! Pobił dwa rekordy w jednym meczu

Toni Kroos wyznacza drogę Viniciusowi. Nawet Karim Benzema polubił z nim grać

Plan Zidane'a na mecz z Liverpoolem był oczywisty: w związku z falą absencji w obronie rywala i spadkiem formy bocznych defensorów, należy grać długie piłki na szybkich Marco Asensio i Viniciusa. Ten drugi "zjadł" Trenta Alexandra-Arnolda. Był dla niego koszmarem. Był szybki, intensywny, agresywny. Nieustannie szukał przewagi. Wywierał na rywala presję. I wreszcie był skuteczny. – Zachowywał się jak typowy napastnik – zachwalał Emilio Butragueno, który wie o czym mówi, bo sam był znakomitym snajperem. W rozwoju Viniemu pomogło słuchanie kolegów z drużyny. Jego gol na 1:0 był w pewnym sensie kopią bramki z ubiegłorocznego starcia z Barceloną (2:0). I wtedy, i teraz Toni Kroos pokazał mu, gdzie planuje posłać podanie. W obu przypadkach Brazylijczyk doskonale zrozumiał Niemca, ten dograł mu piłkę na nos, a niedługo później bramkarz rywala wyciągał piłkę z siatki. Gol na 3:1, czyli druga bramka Viniciusa we wtorkowym starciu, też był szczególny. Kluczową rolę odegrał w nim Karim Benzema, który w październiku, sfrustrowany meczem z Borussią Mönchengladbach (2:2), mówił Ferlandowi Mendy'emu, że Vinicius "robi co chce", że "nie warto podawać mu piłki" i że "on gra przeciwko nam".

Euforia euforią, ale w Madrycie - jak nigdzie indziej - droga z nieba do piekła jest krótka

Pół roku później ten temat nie istnieje. Został zamieciony pod dywan, tak samo jak większość problemów Realu, a Vinicius, któremu okładkę poświęciły obie madryckie gazety, stanowi odzwierciedlenie drużyny. I jego, i jej nie można skreślać nawet mimo niekończących się problemów. W Hiszpanii euforia, jednak Real to klub szczególny, w którym szczególnie prawdziwe jest stwierdzenie, że "jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz" i droga z piekła do nieba (i z powrotem) jest naprawdę krótka. Zidane dobrze o tym wie. Jego zespół czekają w tym tygodniu jeszcze dwa kluczowe starcia (w sobotę do Valdebebas przyjdzie Barcelona, w środę rewanż z Liverpoolem), w których Królewscy albo mogą się napędzić, albo wrócą demony przeszłości.