Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rok temu zachwycali, w tym napisali historię tragiczną. Zaprzepaszczony wysiłek drużyny

Dawid Szymczak
Atalanta rzucała Realowi Madryt kłody pod nogi, ale sama poślizgnęła się na skórce od banana. Indywidualne błędy zaprzepaściły zespołowy wysiłek: doświadczony Sportiello zagrał jak junior, doskonały technicznie Ilicić w prostej sytuacji stracił piłkę. Real Madryt wykorzystał te błędy i wygrał 3:1.

Rok temu Atalanta Beragmo napisała w Lidze Mistrzów romantyczną historię o nieustraszonym zespole z najbardziej dotkniętego epidemią europejskiego miasta. Otarła się o półfinał. Ale w tym sezonie jej historia jest tragiczna: przed rewanżem z Realem Madryt przebierała nogami, by odrobić jednobramkową stratę, a później o własne nogi się potknęła. Na prostej drodze, nieatakowana. Trener Gian Piero Gasperini wpuścił na boisko Josipa Ilicicia, najwybitniejszego technika w zespole, ale ten minutę po wejściu stracił piłkę w środku pola. Odbiła się od jego nogi, jak od ściany i Real ruszył po drugiego gola. A gdy wreszcie Luis Muriel zdobył bramkę kontaktową, po chwili było 3:1, bo zdrzemnęli się włoscy obrońcy. Tak wyglądał cały ten dwumecz: błędy Atalanty były paliwem Realu Madryt, który po dwóch latach dotarł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Nie szarżował, jechał ekonomicznie, jakby planował już trudniejsze fragmenty trasy. Bo to, co dla Atalanty było wielkim pragnieniem, dla Realu pozostało nawykiem.

Zobacz wideo Armia Paulo Sousy na Anglię, Węgry i Andorę

Atalanta Bergamo podała awans na tacy 

W pierwszym meczu Remo Freuler już po kwadransie zobaczył czerwoną kartkę i nie pozwolił kolegom zrealizować przedmeczowych planów. Zamiast Atalanty rzucającej się Realowi do gardła, była Atalanta okopana przed swoim polem karnym. Pressing? Trudno na tym poziomie naciskać rywala mając jednego piłkarza mniej. Na końcu Realowi dopisało szczęście - w 87. minucie Ferland Mendy znakomicie uderzył sprzed pola karnego. - Ćwiczyliśmy taką akcję, ale to nie Mendy miał strzelać! - śmiał się po meczu Zinedine Zidane. Wynik 1:0 był lepszy niż gra jego zespołu. Atalanta w rewanżu - w pełnym składzie - miała się zrehabilitować. 

Radość zawodników Realu po strzelonej bramce podczas meczu z Atalantą, 24.02.2021Cztery gole, jeden kuriozalny. Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów

I rzeczywiście od początku dręczyła pressingiem obrońców Realu Madryt, naciskała na Thibauta Courtoisa i odnosiła małe zwycięstwo, gdy bezradny wybijał piłkę na aut. Rzucała rywalom kłody pod nogi, ale sama wyłożyła się na skórce od banana. Pod koniec pierwszej połowy piłkarze Realu po prostu ustawili się wyżej, nie biegli w stronę Marco Sportiello, pewnie nawet nie liczyli, że bramkarz Atalanty popełni taki błąd. Czekali. Luka Modrić stał kilka metrów przed polem karnym, a bramkarz Atalanty kopnął piłkę prosto do niego. I znów: nie potrzeba było kunsztu, finezji. Wystarczyło przyjąć, wbiec w pole karne, wyłożyć piłkę Karimowi Benzemie, który wbił ją do bramki. Atalanta podarowała Realowi dokładnie takiego gola, na jakiego sama długo i bezskutecznie pracowała. Po nim Real jedną nogą był w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. 

Stara gwardia nie zawodzi

Znów okazało się, że Zinedine Zidane w trudnych chwilach może liczyć przede wszystkim na swoją starą gwardię: Benzema strzelił na 1:0, Sergio Ramos wykorzystał rzut karny, a Marco Asensio wszedł z ławki rezerwowych i dobił Atalantę. Ale równie ważna jak gole była szalona praca Luki Modricia w środku pola i wszystko, co robił Benzema, zanim znalazł się w polu karnym. To wtedy najbardziej mącił obrońcom Atalanty, gubił tropy, uciekał i - co najważniejsze - pomagał w rozegraniu piłki. Napędzał większość akcji, otwierał przestrzenie dla wahadłowych, odciążał pomocników. A i tak niemal za każdym razem zdążył jeszcze dobiec pod bramkę i wykończyć akcję. Raz trafił do siatki, dwa razy w słupek. W weekend przepchnął Real Madryt przez mecz z Elche - jego dwa gole pozwoliły wygrać 2:1 i utrzymać się w wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii - teraz uspokoił zespół w dwumeczu z Atalantą. 

Robert Lewandowski i Paulo SousaPaulo Sousa apeluje ws. Roberta Lewandowskiego! Niemcy mogą zmienić nastawienie

Sprawdziło się też ustawienie Viniciusa Juniora niemal w linii z Benzemą. Brazylijczyk cieszył się swobodą, wciąż wychodził do prostopadłych piłek, a w drugiej połowie wypracował rzut karny. To jego pojedyncze akcje mogły się podobać najbardziej. A już ta, w której minął dwóch piłkarzy Atalanty, po czym z gracją wbiegł w pole karne i gdy wszystko, co najtrudniejsze miał za sobą, kopnął tuż obok słupka, podobała się na pewno. Zresztą, od dawna dryblujący Vinicius wydaje się lekki jak piórko, ale ciężary pojawiają się przy wykończeniu akcji. Przed meczem sam powiedział, że kiwanie wydaje mu się łatwiejsze od strzelania. Później tylko to potwierdził.

Real Madryt nie jest faworytem Ligi Mistrzów. Ale strach go wylosować

Zapewne wciąż zespół Zinedine’a Zidane’a nie jest faworytem do wygrania Ligi Mistrzów. Bo co, jeśli kolejny rywal nie popełni tylu błędów co Atalanta? Nie da się nie dostrzec, że oba mecze w 1/8 finału pięknie się Realowi ułożyły: w pierwszym osłabiony rywal, w rewanżu bramka z nieba na 1:0. Tak doświadczony zespół potrafił to wykorzystać. Ale co mówi o Realu więcej - udany dwumecz z Atalantą czy ostatnie ligowe męczarnie? Zastanawiamy się my, ale też trenerzy Porto, Liverpoolu, PSG, Manchesteru City i Borussii Dortmund, z którymi Real może zmierzyć się w kolejnej rundzie. I pewnie żaden z nich nie będzie życzył sobie wylosowania zespołu Zidane’a.