Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Abstrakcyjny fragment meczu LM. "Myśleliśmy, że to my jesteśmy skonfundowani VAR-em"

"Myśleliśmy, że to my w Premier League jesteśmy skonfundowani VAR-em" - wołali angielscy komentatorzy, kiedy po golu Erlinga Haalanda sędzia zarządził rzut karny dla BVB przeciw Sevilli. W Dortmundzie na początku 2. połowy na pierwsze 10 minut meczu przypadło tylko 2,5 minuty realnej gry. Tłumaczymy, co według przepisów mógł zrobić arbiter, by uniknąć zamieszania.

To był dość pechowy, może nieco abstrakcyjny, zapewne mocno irytujący kibica fragment meczu. Prawdopodobnie też rekordowy, jeśli chodzi o przestoje, które spowodował VAR. Dość powiedzieć, że w czasie pierwszych 10 minut i 20 sekund drugiej połowy spotkania 1/8 finału Ligi Mistrzów między Borussią Dortmund a Sevillą, zawodnicy zagrali tylko przez 2 minuty i 35 sekund! Resztę czasu jak można by w ciemno przypuszczać, nie zabrała poważna kontuzja gracza, czy boiskowe incydenty, a wypełnianie obowiązków przez sędziego: analiza wideo, cofanie akcji, tłumaczenie zawodnikom wydarzeń, czy też karanie ich kartkami. Zaznaczmy od razu – niemal wszystko w Dortmundzie było zgodne z literą współczesnej sztuki sędziowanie i przepisów. Jedną rzecz sędzia mógł jednak zrobić tam lepiej. Wtedy prawdopodobnie uniknąłby irytacji widzów i długiego przestoju w grze.

Od faulu do decyzji w 3 minuty 

Pierwszym newralgicznym fragmentem drugiej połowy, był przewrócony przez obrońcę Sevilli w polu karnym Erling Haaland. Norweg musiał jedna żwawo wstać z murawy, bo dośrodkowywaną do niego piłkę złapał bramkarz gości i szybko wprowadził ją do gry. 

Zobacz wideo Wojna technologiczna w skokach narciarskich. Jak powstaje kombinezon skoczka?

Najpierw między sobą wymieniali ją zawodnicy hiszpańscy, a po przechwycie niemieccy. W sumie przez ponad minutę. Nie było w tym czasie żadnych przerw w grze. Sędzia gwizdnął, dopiero gdy w pole karne Hiszpanów znów wbiegł Haaland i tym razem wpakował piłkę do siatki Sevilli.

Haaland fauluje rywala i strzela gola SevilliHaaland fauluje rywala i strzela gola Sevilli screen UEFA.com

Gospodarze cieszyli się z trafienia, goście sugerowali, że Norweg w akcji staranował ich obrońcę, a sędzia słuchał ich, wskazał na środek boiska i zaczął się przysłuchiwać temu, co mówią do niego koledzy z VAR. Ci sprawdzali bramkową akcję. Komunikat “VAR goal check” zobaczyli też kibice na swoich ekranach. Sędzia Cuneyt Cakir po chwili podbiegł do monitora. Wyraźnie było widać, że najpierw oglądał powtórkę gola i moment przewrócenia przez Haalanda rywala. Analiza tej akcji zajęła mu 30 sekund, ale później na jego monitorze akcję poprzedzającą gola cofnięto znacznie wcześniej. Ponad minutę wstecz, do sytuacji, w której to Haaland upadł w polu karnym. 

Haaland fauluje rywala i strzela gola SevilliFot. Martin Meissner / AP

Postępowanie w takich sytuacjach wytłumaczył nam Tomasz Listkiewicz, liniowy arbiter międzynarodowy.  

- Sprawdza się najpierw prawidłowość zdobytej bramki, a potem ewentualnie, to co wydarzyło się przed nią. Cofamy się zwykle do pierwszego poprzedzającego gola newralgicznego momentu ofensywnej części tej akcji. Jeśli przed golem były np. dwa spalone, to wystarczy wskazać tego pierwszego lub bardziej ewidentnego, tak żeby cały proces analizy był sprawny. Jeśli przed golem w fazie ofensywnej części akcji nastąpiło przewinienie czy faul, to wraca się do tego momentu - mówi. Tak właśnie było w Dortmundzie. Oczywiście czasem takie sprawdzanie i odwijanie taśmy może chwilę potrwać. 

Od przewrócenia się w polu karnym Haalanda do przyjrzenia się tej konkretnie sytuacji upłynęły dokładnie 3 minuty i 4 sekundy. Sporo się w tym czasie wydarzyło. 

VAR podczas meczu Borussia Dortmund - FC SevillaVAR podczas meczu Borussia Dortmund - FC Sevilla PD

Sędzia mógł przerwać grę, a nie czekać na przerwę

Cofanie się VAR-u i szukanie nieprawidłowości w takiej sytuacji jest może czymś nowym, ale wobec przepisów normalnym. Chociaż z drugiej strony procedury w podobnych sytuacjach pozwalają wstrzymać sędziemu grę, gdy ta toczy się w środku pola, tak by sprawdzić prawdopodobny karny i nie czekać na przerwę. Jest to zalecane właśnie po to, by nie dopuścić do kolejnej groźnej akcji i nie robić podwójnego zamieszania. Takie zamieszanie ostatecznie mieliśmy w Dortmundzie. Jeśli okazałoby się, że do newralgicznej sytuacji i decyzji jednak nie ma zastrzeżeń, to arbiter, przerwaną grę wznowi rzutem sędziowskim. W poprzednim sezonie w Lidze Mistrzów była podobna sytuacja, która wprowadziła trochę zamieszania, choć arbiter Szymon Marciniak działał w niej prawidłowo. Anulował bramkę Interu Mediolan i wrócili do faulu na piłkarzu Slavii Praga w polu karnym kilkanaście sekund wcześniej. Wtedy trudno było jednak przerwać akcję, bo oba wydarzenia nastąpiły po sobie w krótkim czasie. Wydaje się, że w Dortmundzie, arbiter możliwego karnego mógł sprawdzić wcześniej, bo piłkarze grali przez ponad minutę po przewróceniu się Haalanda. Sędzia miał "pecha", bo BVB zdążyła w tym czasie strzelić gola.  

- Są plusy i pewne niedogodności VAR-u. Jeśli chcemy, by decyzje na boisku były sprawiedliwe, to w pakiecie dostajemy to, że trzeba na nie chwilę poczekać. Wyznaczanie sztucznych barier czasowych, w których ma działać arbiter, nic tu nie da, a nawet może zaszkodzić. VAR oczywiście zmienił piłkę, ale zrobił to za cenę wyłapywania nawet drobnego łamania przepisów.  Drobnego, ale istotnego – mówi nam o zamieszaniu Rafał Rostkowski, były arbiter.  

Sama analiza dwóch sytuacji przy ekranie zajęła sędziemu niemal minutę. Po sprawdzeniu gola i wskazaniu na faul Haalanda arbiter dostał wcześniejszy fragment akcji i stwierdził, że w polu karnym to Norweg był faulowany. Zamiast gola, BVB miała zatem rzut karny. 

"O rety"

"A myśleliśmy, że to my w Premier League jesteśmy skonfundowani VAR-em" - podsumowali te wydarzenia komentatorzy angielskiej telewizji BT Sport. To nie był koniec zamieszania. 

Haaland karnego nie wykorzystał, bo piłkę na słupek zbił bramkarz Yassine Bounou i szybko posłał ją do kolegów. “No to teraz sędzia pewnie sprawdzi sobie tego karnego" - uśmiechali się komentatorzy spotkania w angielskiej stacji, którzy zasygnalizowali, że Bounou przed strzałem wyszedł przed bramkową linię. Po czym po chwili dodali. "O rety, to się dzieje".  

VAR podczas meczu Borussia Dortmund - FC SevillaFot. Martin Meissner / AP

Od zmarnowania karnego przez Haalanda do powtórzenia jedenastki minęła kolejna minuta i 46 sekund. Głównie dlatego, że bramkarz szybko wybił złapana piłkę, a akcja przeniosła się na drugą stronę boiska i sędzia czekał na kolejną przerwę, by wrócić do tej sytuacji. Za drugim razem Haaland bramkę już zdobył, choć bramkarz niespecjalnie przejął się swym pierwszym błędem i znów za szybko wyskoczył z linii. Gdyby Norweg nie trafił po raz drugi, sędzia ze spokojnym sumieniem, mógłby zarządzić trzecią powtórkę jedenastki.

Prawidłowość decyzji sędziego

Przechodząc do samej oceny decyzji arbitra. Czy zdobyta przez Haalanda bramka z akcji była prawidłowa?

- Co do gola Haalanda nie jest to sytuacja czarno-biała. Można ją interpretować jako faul na obrońcy, czyli tak jak orzekł arbiter. Wina Haalanda polegała tu na przewróceniu rywala, który znalazł się przed nim przy piłce. Znaleźliby się jednak sędziowie, którzy mogliby uznać, że to obrońca bezpardonowo chciał wbiec w rozpędzonego przeciwnika i tylko się od niego odbił - ocenia Rostkowski. W sprawie wcześniejszego faulu na Haalandzie, za który arbiter przyznał jedenastkę, Rostkowski jest bardziej kategoryczny. 

- Był tam upadek Haalanda, na którego rywal delikatnie naciskał i go przytrzymywał. Nie było to zgodne z przepisami, więc sędzia słusznie odgwizdał faul. Można dyskutować nad sensem przewinienia. Napastnik raczej nie doszedłby do piłki, ale obrońca uznał, że trzeba go przy dośrodkowaniu zatrzymać i to zrobił. 

Borussia Dortmund ostatecznie zremisowała w rewanżowym meczu z Sevillą (3:3), ale dzięki wygranej w pierwszym spotkaniu 3:2, to niemiecki klub awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.