Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Real ma poważne problemy, a kibice marzą o gwiazdach. "Nie bądźcie śmieszni"

Patrząc na to jak wielkie problemy miał w ataku Real Madryt, jeden gol strzelony Atalancie Bergamo, to i tak dużo. - Akcja była wypracowana, ale to nie Ferland Mendy miał uderzać - przyznał Zinedine Zidane. W dodatku kopnął gorszą - prawą nogą. Real Madryt wygrał 1:0 i jest bliżej ćwierćfinału.

Widzę, że część kibiców Realu Madryt kręci nosem na jednobramkowe zwycięstwo w Bergamo. Chcieliby większej zaliczki przed rewanżem, skoro od 17. minuty, po czerwonej kartce dla Remo Freulera, mieli przewagę jednego piłkarza, a w dodatku rywal grał słabiej niż ktokolwiek się spodziewał - bez zęba, energii i polotu, którym włoscy dziennikarze straszyli przed meczem. Pewnie niedosyt wynika też z obawy przed rewanżem - że tam przeciwników będzie jedenastu i raczej nie zagrają drugi raz tak słabo, więc przydałaby się większa przewaga. Ale patrząc na moc Realu w ofensywie - to 1:0 przywiezione z Włoch należy docenić. Na więcej nie zasługiwał.

Zobacz wideo Liga hiszpańska ma niespodziewany problem. "To jest trochę szokujące. W tym odstają"

Akcja wypracowana, ale strzelec nie ten

Zresztą, ten gol Ferlanda Mendy’ego - choć piękny - był też dość szczęśliwy. Sam Zinedine Zidane przyznał, że wprawdzie akcja przebiegała według wytrenowanego schematu, ale uderzać miał ktoś inny. Nie Mendy, który ani nie jest specjalistą od strzałów z dystansu, ani nie jest prawonożny. Nikt się go nie spodziewał w tym miejscu. Uderzył jednak perfekcyjnie. Sam nie wie, jak to zrobił. - Byłem przeszczęśliwy. Nawet nie wiedziałem, jak świętować, bo to mój pierwszy gol w Lidze Mistrzów - powiedział po meczu.

Real wygrał na wyjeździe! Przewagę zawodnika wykorzystał dopiero w końcówceReal wygrał na wyjeździe! Przewagę zawodnika wykorzystał dopiero w końcówce

Po godzinie Real Madryt miał tylko jeden celny strzał - Raphaela Varane’a tyłem głowy prosto w bramkarza. Zanosiło się na nudne 0:0, bo z jednej strony - Real na nic nie pozwalał Atalancie, z drugiej zaś - sam był zupełnie niegroźny. Długo utrzymywał się przy piłce (68 proc. posiadania), często był na połowie przeciwnika, wymieniał dziesiątki podań, angażował w ataku bocznych obrońców, ale nie stwarzał zagrożenia. Był jak ten pies, który kręci się przy bramie, szczeka, ujada, ale wiadomo, że nie ugryzie. 

Real od tygodni trapią kontuzje, obecnie poza grą jest dziewięciu zawodników - w obronie brakuje m.in. Sergio Ramosa i Daniego Carvajala, jednak ich zmiennicy - Nacho Fernandez i Lucas Vazquez zagrali w Bergamo bardzo dobrze. Szczególnie Nacho. Galowy był za to środek pola z Tonim Kroosem, Casemiro i Luką Modriciem. Nie mieli natomiast zmienników, więc wszyscy trzej musieli rozegrać cały mecz. Zdecydowanie najgorzej wyglądał atak - bez Edena Hazarda, Karima Benzemy i Rodrygo. Za to z Isco, który nie grał od trzech miesięcy, nieskutecznym Viniciusem Juniorem, który może co jakiś czas okiwa rywala, zachwyci kibiców serią zwodów, ale na pewno nie wykończy skutecznie akcji, i bardzo słabym tego wieczoru Marco Asensio, który wciąż nie wrócił do formy sprzed poważnej kontuzji.

W 60. minucie to właśnie Vinicius zmarnował świetną okazję na gola. Piłka spadła mu pod nogi w polu karnym, ale Brazylijczyk zwlekał z podjęciem decyzji, szansę zmarnował i pogrążył się we frustracji. Zrezygnowany Zidane odwrócił się wtedy w stronę ławki rezerwowych i westchnął raz jeszcze. Do wyboru miał bowiem Sergio Arribasa, Antonio Blanco, Victora Chusta Garcię, Hugo Duro, Miguela Ortegę i Mariano Diaza. Hiszpańskich nastolatków, dwudziestolatków i najstarszego Mariano, który jednak przez całą karierę strzelił tylko jednego gola w Lidze Mistrzów. Postawił na niego. Po godzinie gry bez prawdziwego napastnika chciał zmienić system i zdjąć Viniciusa. Gra Realu Madryt jednak nie drgnęła, więc Zidane zmienił jeszcze Isco i Asensio. Weszli Arribas i Duro, który jeszcze latem był rezerwowym napastnikiem Getafe z jednym golem w 32 meczach, miał grać tylko w rezerwach Realu, tymczasem debiutował w Lidze Mistrzów. Zinedine Zidane kończył więc mecz w fazie pucharowej najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywek z tercetem Arribas, Duro, Mariano. Daleko im do słynnego BBC, czyli Bale'a, Benzemy i Cristiano. Inni piłkarze próbowali więc pomóc napastnikom. Spośród zawodników grających od początku, tylko bramkarz Thibaut Courtois nie oddał strzału na bramkę Atalanty. 

Arat HosseiniPrzedszkolak zadziwia umiejętnościami. Messi pod wrażeniem. Mistrz czy cyrk na kółkach?

Kibice Realu Madryt marzą o Mbappe lub Haalandzie. "Klub nie ma grosza, śmieszy mnie to"

Problem w tym, że zaledwie cztery strzały były celne. Zdobywanie bramek to zresztą największy kłopot Realu Madryt w tym sezonie. Mecz z Atalantą tylko to potwierdził. Drużyna jest uzależniona od Karima Benzemy, który strzelił 17 goli we wszystkich rozgrywkach. Za nim jest defensywny pomocnik Casemiro z sześcioma trafieniami i Luka Modrić z czterema. Vinicius ma tylko trzy gole w 29 meczach, Asensio jeszcze jednego mniej. Edena Hazarda wykluczają z gry kolejne kontuzje - w 13 meczach strzelił trzy gole. Rodrygo, który jest kontuzjowany od grudnia, zagrał w 17 meczach i tylko raz trafił do siatki. Luka Jović przez 208 minut nie strzelił ani jednego gola i zimą został wypożyczony Eintrachtu Frankfurt, swojego byłego klubu.

Plaga kontuzji, przede wszystkim mięśniowych, nie tłumaczy wszystkiego. Trener Realu Madryt nie powinien mieć tak skromnego wyboru wśród atakujących. Gdy Real trzy razy z rzędu zdobywał Ligę Mistrzów miał Cristiano Ronaldo strzelającego średnio jednego gola na mecz, Garetha Bale’a z wszelkimi niedoskonałościami, ale kluczowego w najważniejszych meczach, a do tego Alvaro Moratę i Jamesa Rodrigueza na ławce rezerwowych. Można się było na nich zżymać, ale to piłkarze z innej półki niż wchodzący teraz Arribas, Duro czy Mariano. 

Dlatego, gdy kibice Realu widzą popisy Erlinga Haalanda i Kyliana Mbappe, najchętniej już teraz ubraliby ich w koszulki swojego zespołu. Hiszpańskie media podsycają nadzieję, pisząc, że na otwarcie przebudowywanego stadionu Santiago Bernabeu, prezes Florentino Perez sprowadzi któregoś z nich, by nowe królestwo miało swojego króla. Doszło do tego, że na konferencji prasowej przed meczem z Atalantą Toni Kroos został zapytany, którą z młodych gwiazd wolałby sprowadzić do Madrytu. Niemiec stwierdził, że to pytanie do Florentino Pereza. Do odpowiedzi zgłosił się za to były trener Realu - Bernd Schuster. - To zabawne, że kibice rozmawiają o tym, czy podpisać Haalanda, czy Mbappe, chociaż ich klub obecnie nie ma ani grosza. Nie bądźcie śmieszni - mówił w radiu COPE.

Aleksander Doba nie żyjeDoba zginął, robiąc to, co kochał. "Nigdy nie było wiadomo, czy to jego ostatnia wyprawa"

Real, choć bezzębny, trzyma się całkiem nieźle. Wynik z Bergamo stawia go w roli faworyta do awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. I tak byłby to postęp, bo w poprzednich dwóch sezonach Real odpadał zaraz po wyjściu z grupy - z Ajaksem i Manchesterem City. Poza tym poprawiła się tez jego sytuacja w lidze. Atletico Madryt w ostatnich pięciu meczach potknęło się trzy razy i ma już tylko trzy punkty przewagi oraz jeden mecz rozegrany mniej niż Real. Zespół Zidane’a ostatnio wygrywa skromnie, często z dużym trudem, czasem - jak z Huescą i Realem Valladolid - bez pomocy napastników. Wygrywa szczelną obroną, sprawnie działającym środkiem pola i pojedynczymi przebłyskami Kroosa, Modricia, Casemiro czy któregoś z obrońców. Nie ma już nic wspólnego z mitem galaktycznej drużyny pełnej znakomitych atakujących. Gwiazdy grają dzisiaj na innych pozycjach.