Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Takie cuda tylko w LM. Gospodarz miał na mecz dalej niż gość. Koszt? Milion złotych

Jakub Kręcidło
2500 kilometrów dzieli Madryt i Bukareszt, ale to właśnie w stolicy Rumunii Atletico będzie rozgrywało "domowy" mecz w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Hiszpanie postawili na miejsce, z którym mają znakomite wspomnienia. To właśnie tam pierwszy sukces z drużyną odniósł Diego Simeone, który - przesądnie - zaplanował ekspedycję tak, by jak najbardziej przypominała tę z 2012 roku.

Niewielu jest tak przesądnych trenerów jak Diego Simeone. Argentyńczyk wierzy w astrologię, zawsze ubiera się na czarno i jest zdania, że jeśli coś działa, to nie warto tego zmieniać. Widać to szczególnie podczas wyjazdowych meczów Atletico. Jeśli drużyna przegra, zmienia się wszystko, włącznie z hotelem czy planem treningowym. Jeśli wygra, plan zostaje. I tak jest też teraz. Piłkarze Atletico znowu śpią w hotelu Intercontinental w Bukareszcie i znów podróżują po stolicy Rumunii czarnymi autobusami. Przy okazji ostatniej wizyty, do której doszło w 2012 roku, plan się sprawdził – wówczas, w pierwszym roku pracy Simeone, "Cholismo" pierwszy raz pokazało moc i drużyna zlała Athletic Marcelo Bielsy (3:0) w finale Ligi Europy. Teraz wyzwanie jest większe, bo naprzeciw będących w dołku Hiszpanów stanie Chelsea odżywająca pod wodzą Thomasa Tuchela.

Zobacz wideo Polska "zapasowym terenem" dla UEFA. Stadiony Lecha i Legii gotowe

Atletico postawiło na dobre wspomnienia. Koszt wycieczki? Milion złotych.

Atletico musiało wynieść się z Wanda Metropolitano, bo hiszpański rząd nie zgodził się na przylot Chelsea. Protokół UEFA zakłada, że jeśli dochodzi do takiej sytuacji, to gospodarz musi zapewnić alternatywny stadion. Jak podaje "El Mundo", pierwszą opcją był Turyn, ale murawa na stadionie Juventusu nie była najlepsza. Potem postawiono na obiekt Genku, ale belgijski rząd nie zgodził się na przylot londyńczyków. Hiszpanie musieli popatrzeć na Wschód – Budapeszt, Warszawę i Bukareszt. – Postawiliśmy na to, co znamy. Mamy z Rumunii bardzo dobre wspomnienia – przekonują działacze Rojiblancos w rozmowie z "El Mundo", a w "Sekcji Piłkarskiej" w Sport.pl o przebiegu procesu negocjacyjnego opowiadał Maciej Sawicki, sekretarz generalny PZPN. Inną sprawą jest jednak, że Rojiblancos bardzo się zmienili – poza Simeone zostali tylko Koke i Saul, którzy w 2012 roku odgrywali w drużynie marginalną rolę.

Spain Soccer La LigaKlątwa "El Pupas" pogrąży Atletico? Real Madryt i Barcelona czekają

Co ciekawe, organizacja meczu w Bukareszcie kosztuje Atletico dwudziestokrotnie więcej niż na Wanda Metropolitano. Jak wylicza "El Mundo", rozegranie meczu u siebie przy pustych trybunach to koszt rzędu 10 tysięcy euro. Teraz dziesięć razy więcej trzeba było zapłacić za samą podróż do Rumunii. Do tego dochodzi hotel (50 tys. euro), transport po mieście (10 tys. euro) czy wynajęcie Areny Narodowej w Bukareszcie (45 tys. euro) wraz z ogrodnikami, ochroniarzami czy służbami sprzątającymi, ale bez spikera – tego Atleti ma swojego.

Spain Soccer La LigaBarcelona tak zabijała mecz, że popełniła samobójstwo. Kompromitacja i szok w końcówce

Zrezygnowani działacze Atletico pytają: "Może i lepiej byłoby grać w Londynie?"

Gdy Simeone został zapytany o fatalną serię Luisa Suareza na wyjazdach w Lidze Mistrzów (ostatni gol: wrzesień 2015, choć trafił na neutralnym terenie w Lizbonie), odparł: "Ale skąd to pytanie? Przecież gramy u siebie". Niby tak, ale jednak nie do końca. To paradoks, ze do Bukaresztu bliżej miał gość (ok. 2000 km) niż gospodarz (ok. 2500 km), tym bardziej że wszystko wskazuje na to, iż rewanż uda się bez problemów rozegrać na londyńskim Stamford Bridge.

Barcelona jednak zarabia na Suarezie. Skomplikowana operacja finansowaBarcelona jednak zarabia na Suarezie. Skomplikowana operacja finansowa

– Oczywiste jest, że stawia nas to w lepszej sytuacji – nie ukrywał Thomas Tuchel. Atletico do Bukaresztu wyleciało już w niedzielę. Podróż trwała cztery godziny. – Najgorsza jest różnica czasu – przekonują madrytczycy, którzy mieli czas na aklimatyzację i przyzwyczajenie się do niższych temperatur. W stolicy Hiszpanii po styczniowych mrozach nie ma już śladu, w Rumunii, gdy mecz rozpocznie się o 22.00 lokalnego czasu, odczuwalna temperatura będzie poniżej zera. – Może i lepiej byłoby zagrać dwa mecze w Londynie? Tam podróż trwałaby tylko 2,5 godziny – mówili zrezygnowani działacze z Madrytu w rozmowie z "El Pais".

Objawili się dwaj geniusze piłki. Niepotrzebny strach o futbol po erze Messiego i RonaldoObjawili się dwaj geniusze piłki. Niepotrzebny strach o futbol po erze Messiego i Ronaldo

Atletico z kłopotami i z mentalnością zwycięzców. "Silni okazują się ci, którzy prą do przodu"

– Szkoda marnować energię na coś, co nie jest od nas zależne – przekonywał stoper Stefan Savić. Atletico podejdzie do rywalizacji już nie tak pewne siebie, jak jeszcze miesiąc temu. – Wówczas byliby pewniakami do awansu. Teraz sytuacja się wyrównała – mówi bramkarz Chelsea Kepa Arrizabalaga. Gdy The Blues rosną z każdym tygodniem pracy Tuchela, Rojiblancos w 12 dni stracili w LaLiga tyle samo punktów, co przez całą pierwszą rundę (7). W siedmiu ostatnich spotkaniach tracili gola, co zdarzyło im się dopiero drugi raz w erze Simeone. Zatracili skuteczność. Zablokował się Suarez, który mimo oddania 13 strzałów ani razu nie trafił do siatki. Drużyna ma kłopoty kadrowe, bo do Bukaresztu nie polecieli podstawowi piłkarze – Jose Maria Gimenez, Yannick Carrasco czy Kieran Trippier. – Każda drużyna ma w sezonie trudny moment – bagatelizuje Simeone, który mobilizował swoich zawodników: – Silni okazują się tylko ci, którzy prą do przodu. Przeszkody są czymś normalnym. Ale jeśli je pokonasz, to sukcesy smakują zdecydowanie lepiej.