Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nagelsmann odwracał wzrok. Nie mógł na to patrzeć. Niewytłumaczalne błędy

Ten mecz potwierdza tezę, że suma szczęścia i pecha równa się zero. W poprzednich meczach Liverpool dawał prezenty rywalom, teraz sam je rozpakowywał. Wtedy tracił jednego gola za drugim, teraz sam strzelił dwa w pięć minut. Juergen Klopp wreszcie może odetchnąć, bo jego zespół to dwubramkowe prowadzenie utrzymał do końca meczu.

Julian Nagelsmann po ostatnim gwizdku pewnie znów zamknął się w małym pokoiku ze swoim asystentem i laptopem, by jeszcze raz zobaczyć, jak padły dwie bramki dla Liverpoolu i jakoś spróbować to zrozumieć. Zrobił tak trzy i pół roku temu, gdy był jeszcze trenerem Hoffenheim i w eliminacjach Ligi Mistrzów przegrał z Liverpoolem 2:4. Juergen Klopp wszedł wtedy do tego pokoju i zobaczył młodszego kolegę, który wciąż nie rozumie, jak jego zespół już po 20 minutach przegrywał 0:3. Od kilkunastu minut gapił się w ekran, ale wciąż nie potrafił tego pojąć. Klopp - starszy, bardziej doświadczony - zamknął mu komputer i poradził, by się już nie zadręczał, bo i tak jest po meczu i nic nie da się zrobić. 

Zobacz wideo Katastrofa Borussii Dortmund coraz bliżej. "Transfer Haalanda może być przesądzony. Idealny kierunek"

Julianowi Nagelsmannowi trudno będzie zrozumieć te błędy

Zawód po wtorkowym meczu Lipska z Liverpoolem był pewnie jeszcze większy. Jeszcze trudniej było Nagelsmannowi zrozumieć, co wydarzyło się w akcjach bramkowych: jak Marcel Sabitzer mógł podać tak niecelnie do Lukasa Klostermanna, że piłka trafiła prosto pod nogi Mohameda Salaha i jak pięć minut później Nordi Mukiele mógł tak fatalnie obliczyć, gdzie spadnie piłka, że nawet w nią nie trafił, sam upadł na murawę i nie pobiegł za Sadio Mane. Przecież to Liverpool przyleciał do Budapesztu z workiem bramek straconych po głupich błędach. To jego piłkarze przestali być "mentalnymi kolosami" - jak mówił w zeszłym sezonie Klopp - i teraz nawet drobne niepowodzenie wywoływało lawinę błędów. To oni tracili gola za golem i w kilka minut przekreślali szanse na dobry wynik. Znów mieli na środku obrony pomocnika - Jordana Hendersona i świeżaka - Ozana Kabaka, a za ich plecami niepewnego Alissona Beckera. Nadal mieli tak samo długą listę kontuzjowanych. A jednak to RB Lipsk zagrał, jak ostatnio miał w zwyczaju grać Liverpool.

Sekcja PiłkarskaAgent Kamila Grosickiego wyjaśnia sytuację: "Jest tylko jeden temat". Polska "zapasowym terenem" UEFA [SEKCJA PIŁKARSKA #77]

Zawodnicy Juergena Kloppa wreszcie nie popełnili większych błędów, a gdy już rywale zagrali nietuzinkowo, dopisywało im szczęście. A to przed stratą gola uchronił ich słupek, to wybitnie obronił Alisson, to kompletnie przestrzelił Angelino albo minimalnie pomylił się Hee-Chan Hwang. Wygrali absolutnie zasłużenie, bo w całym meczu stworzyli więcej okazji, przez większość czasu mieli inicjatywę. Ale przecież w ostatnich ligowych spotkaniach z Manchesterem City i Leicester City długimi fragmentami też grali nieźle i jeszcze w drugich połowach mieli dobre wyniki. Dopiero później działo się niewytłumaczalne: najpierw dostali trzy gole w dziesięć minut od piłkarzy Pepa Guardioli, później trzy w siedem minut od Leicester. Nadchodzącej katastrofy nawet nie dało się przewidzieć. Gole wpadały znienacka. I z Lipskiem mogło być podobnie. Niemcy po stracie dwóch goli w pięć minut ruszyli do ataku. Brakowało im skuteczności, ale też piłkarze Liverpoolu grali znacznie solidniej niż ostatnio i udało im się utrzymać dwubramkowe prowadzenie.  

Liverpool ma lepszy humor, ale wciąż te same problemy

Co kamera pokazywała Nagelsmanna, to stał z rozłożonymi rękami. W końcu odwracał wzrok od boiska. Nie mógł na to patrzeć. Piłkarze nie grali jego futbolu: zbyt wiele było niedokładności w wyprowadzeniu piłki, nie naciskali z taką agresją jak zazwyczaj. A gdy zaraz po przerwie wydawało się, że wreszcie zaczynają grać na swoim poziomie, sprezentowali Liverpoolowi dwa gole. W obu akcjach w niewytłumaczalny sposób stracili piłkę i po chwili rywale spotykali się sam na sam z Peterem Gulascim. Węgier wychodził, rozkładał ręce i nogi, ale Salah i Mane uderzali tuż obok niego. Nie do takiej gry przyzwyczaili najlepsi obrońcy Bundesligi, którzy w 21 meczach stracili 18 bramek. - Popełniliśmy dwa rażące błędy. Ale myślę, że jeszcze gorsze jest to, że nie wykorzystaliśmy swoich szans na strzelenie gola. Mogę wyliczać te sytuacje… Nie brakowało okazji. Nie czuję, że byliśmy o tyle gorsi, żeby przegrać dwoma golami - mówił Nagelsmann na pomeczowej konferencji.

Peter Robinson chce zwrócić uwagę na ryzyko urazów mózgu wśród młodych sportowców."Nie stoję już przy linii bocznej, tylko przy grobie". 14-latek zmarł po szkolnym meczu

Szanse na awans Lipska do ćwierćfinału znacząco spadły. Tym bardziej że ten mecz w Budapeszcie traktowany jest jako ich domowy. Rewanż odbędzie się 10 marca na Anfield albo jeszcze raz w stolicy Węgier. Decyzja dopiero zapadnie. Wcześniej wróci pewnie dyskusja o przenoszeniu meczów i niesprawiedliwościach z tym związanych. Gulasci, urodzony w Budapeszcie, jeszcze przed meczem zwracał uwagę, że w fazie grupowej wygrywali u siebie z Manchesterem United, PSG i Basaksehirem. Własny stadion niewątpliwie był ich atutem. 

 Natomiast Liverpool wróci do Anglii w lepszym humorze, ale z tymi samymi problemami: jedno zwycięstwo - choć niezwykle ważne w kontekście samopoczucia piłkarzy - nie zmienia wiele. Nadal ma długą listę problemów (szeroko pisaliśmy o nich TUTAJ) i jeszcze dłuższą listę kontuzjowanych. Przeciwko Lipskowi miał za to szczęście, którego ewidentnie brakowało mu w ostatnich tygodniach. Ale czy fortuna uśmiechnie się również w kolejnym meczu?