Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kompletnie pijany Klopp wywróżył Rose wielką karierę. Współpracował z Polakiem, teraz podbija LM

Wielką trenerską karierę wywróżył mu kompletnie pijany Juergen Klopp, później go wspierał i dbał, by miał dobrą reklamę. A Marco Rose wykorzystywał każdą szansę. - Jest detalistą, ma świetny warsztat, dobrze zarządza zespołem. Ale jego asystent. Ten dopiero ma komputer w głowie - mówi trener Janusz Góra, który pracował z Rosem w młodzieżowej drużynie Salzburga.

Teraz Góra jest asystentem Dariusza Żurawia w Lechu Poznań, a Rose od półtora roku pracuje w Borussii Moenchengladbach i właśnie jest o krok od awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Choć krok to w przypadku tej grupy zdecydowana przesada - centymetry zdecydują kto z niej wyjdzie. Dosłownie - choćby te, które przesądziły o anulowaniu gola na 3:3 w meczu Borussii z Interem. Sytuację analizował VAR, później arbiter sam przyjrzał się całej sytuacji i dopiero orzekł, że Breel Embolo był na minimalnym spalony, więc skończyło się porażką. Mimo to Borussia pozostaje liderem grupy. Zaraz za sobą ma Szachtar Donieck, a dopiero na trzecim i czwartym miejscu są faworyci - Real Madryt i Inter. I chociaż to wszystko za tydzień może być nieaktualne, przemieszać się trzy razy, to zespołu Marco Rose’a nie sposób nie docenić: najpierw zremisował 2:2 z Hiszpanami i Włochami, później wygrał z Szachtarem 6:0 i 4:0. I gdyby nie pech - Real wbił jej dwa gole w doliczonym czasie gry, Inter w pierwszym meczu też wyrównał dopiero w 90. minucie - już byłaby w niebie.

Zobacz wideo "Jak zobaczyłem twarz Kloppa, zrobiło mi się smutno" [SEKCJA PIŁKARSKA #74]

Asystent z komputerem w głowie i wielcy mistrzowie tego zawodu

- Mogę zapewnić, że w sztabie nie sprowadzili tych końcówek jedynie do kwestii pecha. Na pewno przyjrzeli się im bardzo dokładnie, przeanalizowali, znaleźli podobieństwa z obu meczów, jeśli jakieś się pojawiły. Marco to detalista, uwielbia analizować przeciwników i później dyskutować ze sztabem o najlepszych rozwiązaniach. W zespole, którym się otoczył, każdy jest odpowiedzialny za inny aspekt. Na koniec on podejmuje wszystkie decyzje, ale lubi wcześniej wszystkich wysłuchać i podyskutować. Analizy wideo może nie są wyjątkowo długie, bo nie przypominam sobie siedzenia do drugiej czy trzeciej w nocy, ale na pewno są bardzo szczegółowe - opowiada Janusz Góra.

Każdy wie, co ma robić: Aleksander Zickler odpowiada za grę ofensywną, Rene Marić skupia się na fazach przejściowych w meczu, za ogólną analizę odpowiada Frank Geideck, zadaniem Eugena Polańskiego, byłego reprezentanta Polski, jest szybkie integrowanie młodych piłkarzy z pierwszym zespołem, a do tego są jeszcze dwaj trenerzy bramkarzy i czterej specjaliści od przygotowania fizycznego. - Niesamowity jest Rene Marić. Pisał bloga o taktyce i Marco dostrzegł jego talent, a później wyszło, jaki ma komputer w głowie! Potrafił jednocześnie z nami rozmawiać, pisać SMS-y, odpowiadać na maile, nadążać za naszymi ustaleniami taktycznymi i jeszcze analizować przeciwnika na swoim laptopie. Bardzo bystry chłopak, taktyczna encyklopedia, bardzo dużo widzi na boisku - wymienia Góra.

Sam Rose uczył się trenerki na dwóch najważniejszych niemieckich uniwersytetach. Najczęściej albo jesteś ze szkoły mogunckiej, albo ze szkoły Red Bulla, a on miał szczęście czerpać co najlepsze z obu. Był lewym obrońcą w Mainz, gdy zespół trenował Juergen Klopp. I to on po awansie do Bundesligi w 2004 rok, już kompletnie pijany, wywróżył Marcowi, że zostanie wielkim trenerem. Już wtedy - nieformalnie - był jego boiskowym asystentem. Jeżeli Klopp podczas meczu chciał przekazać coś drużynie, mówił o tym Marcowi, a on podawał informację dalej. Po tym jak Klopp odszedł do Borussii, w Dortmundzie nie było częstszego gościa od Rose'a. Mógł zajrzeć wszędzie i zapytać o wszystko. Nie jak stażysta. Jak przyjaciel. I dzisiaj dużo w nim Kloppa: od reakcji przy linii, przez poczucie humoru i naturalność, po postrzeganie futbolu. Wciąż prawią sobie komplementy: Rose określa Kloppa wzorem, Klopp mówi, że Rose mógłby pracować w każdym klubie na świecie. Żartował też, jeszcze zanim Marco odszedł do Bundesligi, że jest najbardziej rozchwytywanym trenerem na świecie, bo wszyscy do niego dzwonią i proszą o opinię na jego temat. - Znam ten zawód: dzisiaj jesteś gorącym towarem, jutro zimnym ziemniakiem, którego nikt nie chce - tonował Rose.

Bebetto AZS AJD - KTS Siarka Tarnobrzeg. Pierwszy mecz o złoty medal Drużynowych Mistrzostw PolskiPolki niedawno wygrały Ligę Mistrzyń, teraz rezygnują z gry! "Boimy się"

Karierę piłkarską kończył u Thomasa Tuchela. Jednego dnia wyszedł z szatni jako piłkarz, kolejnego wrócił jako asystent trenera i tylko utwierdził się, że jak najszybciej chce pracować na własny rachunek. Na kilka miesięcy przejął czwartoligowy Lokomotiw Lipsk. I wtedy zmienił uniwersytet. Zadzwonił Ralf Rangnick, zaprosił go do Red Bulla Salzburg.

- W mediach najczęściej porównują Rose’a do Kloppa ze względu na ich przyjaźń. Marco też dużo rozmawia z zawodnikami, opiera się na pozytywnym przekazie, buduje kumpelskie relacje, choć wiadomo, że jak trzeba to potrafi krzyknąć i wtedy lepiej mu w drogę nie wchodzić. A jeśli chodzi o grę w piłkę, Marco ma już swój styl, który jest mieszanką tego, co wpoili mu Klopp i Rangnick. Wybrał sobie najlepsze rozwiązania i jeszcze dorzucił swoje autorskie pomysły. Oglądam jego Borussię i widzę kilka rozwiązań, które stosowaliśmy już w młodzieżówce Salzburga: przede wszystkim zachowanie w fazach przejściowych i w momencie, gdy zespół odzyskuje piłkę i nie może od razu zaatakować, więc zwalnia i zaczyna od fundamentu. To bardzo charakterystyczne. Kontrpressing i schemat odbudowywania się po stracie piłki też jest bardzo podobny jak w naszym Salzburgu - mówi Góra.

Marco Rose - absolwent dwóch najważniejszych trenerskich uniwersytetów 

- W Red Bullu często dochodzi do zmian wśród trenerów - to jeden z elementów filozofii. I Marco za każdym razem te szanse wykorzystywał: w 2017 roku wygraliśmy młodzieżową Ligę Mistrzów po drodze eliminując Manchester City, Barcelonę, więc dostał do poprowadzenia pierwszy zespół. Był gotowy, poszło mu świetnie, więc zainteresowali się nim w Bundeslidze. I dalej wykorzystuje szansę: przejął Borussię, wywalczył awans do Ligi Mistrzów. Teraz jest blisko wyjścia z piekielnie trudnej grupy. Wspaniale jest obserwować, jak się rozwija. Ma ogromne umiejętności: doskonały warsztat trenerski i dobre podejście do zawodników - przyznaje jego były asystent.

W jego karierze właściwie nie ma wpadek. W debiutanckim sezonie w seniorach doszedł do półfinału Ligi Europy, Salzburg był najdłużej niepokonanym zespołem w Europie, przez dwa lata nie przegrał meczu u siebie, a do podglądania wdrażanych tam pomysłów przyznawał się nawet Pep Guardiola. Średnio zdobywał 2,35 pkt na mecz, w 114 meczach strzelił aż 272 gole. Wydawało się, że na Rose'a czeka niemiecki brat Salzburga - RB Lipsk. Wszystko się zgadzało: Rose pochodzi z Lipska, tam ma rodzinny dom, żonę i córkę, którym nie chciał przeorganizowywać życia, więc w Salzburgu mieszkał sam, w rodzinie wszyscy kibicują RB, kolejnym krokiem w jego karierze miała być Bundesliga, a Rangnick - wówczas koordynator projektów Red Bulla - wprost go uwielbiał. Ale na rynku był też Julian Nagelsmann - jeszcze młodszy i jeszcze zdolniejszy. On przejął Lipsk, a Ros'a skusiła Borussia Moenchengladbach.

Zaczął od powieszenia plakatu w lobby ośrodka, w którym zespół mieszkał podczas przygotowań do sezonu. Proste hasło - "Naprzód razem!" - miało podkreślać ambicję i jedność. A z przodu była tylko Liga Mistrzów, bo poprzednik Rose’a - Dieter Hecking - wykonał bardzo dobrą robotę i skończył sezon na piątym miejscu. Mało tego - przez cały sezon tylko raz wypadł poza pierwszą piątkę. A jednak Max Eberl, dyrektor sportowy Borussii, niezwykle cierpliwy wobec trenerów, zdecydował się na zmianę. Czuł, jak kilka lat wcześniej szefowie Bayernu Monachium przy zatrudnianiu Guardioli, że mimo sukcesów dotychczasowego trenera zmiana jest konieczna, by klub wszedł poziom wyżej. Hecking był rozczarowany, dąsał się na ostatniej konferencji prasowej, czuł się niesprawiedliwie potraktowany. Ale Eberl musiał tak działać. Rose był okazją. Trzeba go było wziąć, zanim wzięliby inni. A zabiegało pół Bundesligi.

Akcja Prestiżowa nagroda od UEFA dla najbardziej różnorodnej ligi piłkarskiej w Polsce!

Czas przyznał rację działaczom Borussii Moenchengladbach, choć nawet oni byli zaskoczeni, że efekty przyszły tak szybko. - Nikt nie spodziewał się, że zrealizujemy nasz już w pierwszym roku. Awans do Ligi Mistrzów jest potwierdzeniem wyjątkowo dobrego sezonu i naszego rozwoju w tym czasie - mówił po ostatnim meczu poprzedniego sezonu wiceprezes Rainer Bonhof.

Borussia gra inaczej, nowocześniej niż za Heckinga. - Bronimy dużo wyżej i nawet wtedy myślimy o tym, co zrobimy z przodu, gdy już odzyskamy piłkę. To dla moich piłkarzy nowość - tłumaczył Rose po kilku miesiącach współpracy. Przed ostatnim meczem z Interem grę jego drużyny analizowała "La Gazzetta dello Sport": "To DNA Rangnicka - pressing, duża intensywność, szybkość - dodatkowo udoskonalona o lepszą kontrolę piłki. To kolejny młody trener z Niemiec, który szuka idealnej mieszkanki między posiadaniem piłki a szybkimi przejściami. To taktyczny maniak, dążący do tego, by jego zespół był najlepszy we wszystkich trzech fazach meczu: posiadania piłki i dominacji, organizacji podczas budowania akcji rywali i atakowaniu w przypadku odzyskania piłki". 

- Trener ma bardzo jasny przekaz, jest otwarty i uczciwy w komunikacji - zachwalał Rose’a pomocnik Christoph Kramer.

- Tak, to bardzo fajny człowiek, dobrze się z nim rozmawia. Bije od niego pozytywna aura. Jest bardzo religijny, wierzący. Stawia rodzinę na pierwszym miejscu. Nie zauważyłem, żeby był przesądny, chociaż nie wiem czy nie ma jakiejś zależności między długością jego brody a serii kolejnych wygranych. Po zwycięstwach chyba się nie goli - śmieje się Góra. - Zawodnicy po prostu go lubią - dodaje. - Nawet rezerwowi - zauważył w jednym z wywiadów Ralf Rangnick.

Niemieccy dziennikarze już szukają mu następnego przystanku. Obstawiają, że po tym sezonie może przejąć Borussię Dortmund, na co oburzają się dyrektorzy Gladbach. - Wciąż się rozwija, jest coraz lepszy. Moim zdaniem będzie gotowy na następne wyzwanie, ale pamiętajmy, że może jeszcze osiągnąć wspaniałe rzeczy z tą Borussią. Awans z grupy, w której był Inter i Real Madryt to byłoby coś - kończy Góra.