Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niespodzianka w Lidze Mistrzów! Polacy w rolach głównych. Fenomenalny Guilherme

Atletico Madryt już wie, jak przez ostatnie lata czuli się ich przeciwnicy, którzy grali lepiej, ale nie mogli przebić się przez podwójne zasieki i na koniec tracili punkty. Lokomotiw Moskwa utrzymał bezbramkowy remis korzystając z podręcznika Diego Simeone. Wciąż nie wiadomo, kto zajmie drugie miejsce w grupie i awansuje do fazy pucharowej. Świetnie zagrali Polacy - Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus.

Patrząc na grę Lokomotiwu na początku meczu doprawdy trudno było uwierzyć, że uda mu się wrócić do Moskwy choćby z jednym punktem. Przez pół godziny nawet nie wyściubił nosa poza swoje pole karne, chwilami bronił się rozpaczliwie, miał mnóstwo szczęścia, bramkarz Guilherme dwoił się i troił, a piłkarze Atletico marnowali doskonałe sytuacje. Mogli się czuć jak wielu ich przeciwników, którym w ostatnich latach świadomie oddawali inicjatywę, sami okopywali się przed swoim polem karnym, a na koniec zostawiali ich z poczuciem olbrzymiej niesprawiedliwości i szli świętować. Role się odwróciły. W meczu, który miał przybliżyć zwycięzcę do drugiego miejsca w grupie zdominowanej przez Bayern, zwycięzcy nie ma. Skończyło się bezbramkowym remisem - cieszą się Rosjanie, piłkarze Diego Simeone cierpią, bo chwilami grali świetnie.

Zobacz wideo Diego Maradona nie żyje. Miał 60 lat

Atletico zmienia się na naszych oczach

Cholismo, słynna filozofia gry od blisko dziesięciu lat wdrażana w Atletico Madryt przez Simeone, wyraźnie ewoluuje. Już nie ogranicza się do podstępnego wyczekiwania na błąd rywala, agresji w grze i biegania za piłką do upadłego. Tak grał w środę Lokomotiw. To nowe Atletico, już bez Diego Godina, Gabiego, Filipe Luisa, Juanfrana, Raula Garcii - twarzy mistrzostwa Hiszpanii z 2014 roku i dwóch finałów Ligi Mistrzów - jest odważniejsze, gra atrakcyjniej.

Imponujące, że po blisko dziesięciu latach w klubie, w lidze tak zdominowanej przez Real Madryt i FC Barcelonę, Simeone potrafi zaproponować inny sposób gry. Jego zespół co kilka lat potrzebuje sezonu przejściowego: wymienia wówczas wykonawców, wdraża nowy system, poddaje go próbom, a później znów jest gotowy walczyć z najlepszymi. Poprzedni sezon był właśnie czasem zmian, ten ma zadatki, by stanowić piorunujące otwarcie nowego cyklu. Atletico jest wiceliderem La Liga, ma dwa mecze mniej niż pierwszy Real Sociedad i tylko trzy punkty straty. W lidze jeszcze nie przegrało, strzela więcej goli niż w poprzednich sezonach i tradycyjnie imponuje defensywą (dwa stracone gole w ośmiu meczach), a ich dobra forma kontrastuje z nierównym Realem i pogrążoną w wielopłaszczyznowym kryzysie Barceloną. To sezon, w którym znów można przerwać ligowy duopol - coraz odważniej mówią kibice.

Diego MaradonaDiego Maradona nie żyje. Tym razem nie okiwał śmierci. "Najtrudniejszy pacjent"

Atletico w spotkaniu z Lokomotiwem chciało pokazać tę nową twarz: wolało zawrócić rywalom w głowie błyskawiczną wymianą podań niż zamęczyć ich bieganiem. Doszło do tego, że Rosjanie nawet grając cztery tygodnie temu z Bayernem nie byli tak wyraźnie zdominowani. W tamtym meczu regularnie się odgryzali, tym razem skończyło się na trzech groźniejszych wypadach pod bramkę Jana Oblaka - i to łaskawie licząc. Za to Atletico już do 10. minuty miało trzy doskonałe okazje. Do skrótów z pierwszej połowy tego meczu wystarczyłby obrazki z jednej kamery - tej zawieszonej nad polem karnym gości. W drugiej połowie dominacja Hiszpanów nie była już tak przygniatająca, ale dla Lokomotiwu samo dojście z piłką pod pole karne rywali wciąż było rzadkością.

Bardzo dobry mecz Polaków. Rybus zapobiegł utracie gola, Krychowiak był bliski asysty

Atletico wyprowadzało cios za ciosem: Yannick Carrasco kolejnymi zwodami wręcz ośmieszał Dmitrija Żywogladowa, kilka razy błysnął Joao Felix, dobrą formę potwierdził Koke, a najwięcej okazji bramkowych miał Marcos Llorente. Gdy już zszedł z boiska ze złości rzucał ochraniaczami i kopał w krzesełka. Po ostatnim gwizdku podobnie mogli zrobić pozostali. Bo który z piłkarzy Simeone nie ma dziś na sumieniu choćby jednej zmarnowanej okazji? Felix nie trafiał w piłkę ustawiony pięć metrów od bramki, Carrasco uderzał celnie, ale zazwyczaj to po jego strzałach bramkarz Guilherme dokonywał cudów, wspomnianemu Llorente bramkę zabrał Maciej Rybus, który szczęśliwie odbił głową piłkę zmierzającą do siatki, Koke nawet strzelił gola, ale okazało się, że był na minimalnym spalonym. Komputerowa linia była zresztą rysowana od nogi Krychowiaka.

I pewnie, że sporo w tym wszystkim pecha Atletico, jednak piłkarze Lokomotiwu robili wszystko, żeby szczęściu pomóc. Trzeba się było rzucić pod nogi? Rzucali się parami. Trzeba było zablokować strzał? Przed bramką pojawiał się gąszcz nóg. I o ile w pierwszej połowie chwilami bronili się desperacko, o tyle w drugiej więcej było w tym taktycznego kunsztu: przesuwania co do centymetra, agresywnych doskoków do przeciwnika i pomysłów na to, jak wyjść z piłką z własnej połowy. A gdy już ruszali do ataku, akcja musiała przejść przez Krychowiaka. Najczęściej to on wysyłał sygnał i znajdował podaniem dobrze ustawionego kolegę. Jak cały zespół - harował przede wszystkim w defensywie, ale w doliczonym czasie gry omal nie zaliczył asysty przy golu Ze Luisa. Podał mu nieźle, zabrakło lepszej reakcji napastnika.

Diego MaradonaGeniusz, który się zakiwał. A kto myśli, że wie już wszystko o Maradonie, też może zostać okiwany

Podobnie Rybus - zagrał odpowiedzialnie, lepiej niż w meczu z Bayernem wyglądała jego współpraca z pomocnikami. Miał dwie kluczowe interwencje - wybicie piłki tuż sprzed bramki i uprzedzenie Angela Correi w polu karnym. Gdyby piłka dotarła do Argentyńczyka, raczej nie byłoby co zbierać. Choć i tego nie można stwierdzić na pewno, bo wcześniej zawodnicy Atletico marnowali równie dogodne okazje.

Takie mecze pewnie jeszcze będą im się zdarzać: czasami zabraknie pomysłu, innym razem lepszego wykończenia. Można jedynie gdybać, czy pod tym względem byłoby równie fatalnie z Luisem Suarezem na boisku. Mimo oczywistego rozczarowania wynikiem, Simeone z wielu fragmentów tego meczu będzie zadowolony. Jego zespół dziś się potknął, ale idzie właściwą ścieżką. Ku rozwojowi. A czysto pragmatycznie: wciąż jest bliżej wyjścia z grupy, bo ma dwa punkty więcej niż Lokomotiw. Oba zespoły zagrają jeszcze z Bayernem i Salzburgiem.