Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Recep Erdogan miał już dość żartów. Stworzył broń na kibiców wielkich klubów. Skuteczną

Recep Erdogan, prezydent Turcji, wysyłał wolontariuszy, by chodzili od domu do domu i namawiali do kibicowania Basaksehirowi, bo miał już dość żartów, że jest jego jedynym fanem. Stworzył ten klub w politycznych celach, ale zespół broni się też sportowo. Dowodem zwycięstwo 2:1 z Manchesterem United w Lidze Mistrzów.

Basaksehir od sześciu lat jest blisko władzy, pozostaje przyklejony do państwowych sponsorów i prywatnych firm najważniejszych polityków. Erdogan wybudował mu stadion i zdobył na nim pierwszego hat-tricka w pokazowym meczu, a następnego dnia jedna z gazet analizowała podobieństwo jego trafień do goli Lionela Messiego. Numer 12, z którym wtedy wystąpił, został zastrzeżony tylko dla niego i żaden zawodnik nie może z nim grać. Erdogan prezesem klubu mianował męża siostrzenicy swojej żony, który był też szychą w partii. To w tym klubie kibice odnajdują się gwiazdy, o których przez lata kibice ,zdążyli zapomnieć. Jeszcze w poprzednim sezonie byli tu Robinho, Arda Turan i Gael Clichy, a Martin Skrtel, Rafael da Silva, Nacer Chadli i Demba Ba nadal są jego podstawowymi piłkarzami.

Zobacz wideo "Legia dokonała dużego zaniedbania. Będzie starała się podważać autorytet prof. Pawlaczyka"

Gdy ten ostatni przejął w środę piłkę z dala od obrońców Manchesteru United i z impetem ruszył na bramkę przez nikogo nieatakowany, angielskim kibicom mogła przypomnieć się słynna scena z upadkiem Stevena Gerrarda, która kosztowała Liverpool tytuł mistrzowski. Ale nawet wtedy Ba nie miał tak prostego zadania jak teraz: od połowy biegł sam, musiał tylko uderzyć obok zdezorientowanego Deana Hendersona. Udało się. Jak to możliwe, że obrońcy United podczas rzutu rożnego dla swojej drużyny zostawili go samego za plecami? Nie mogli w to uwierzyć eksperci: "piłka nożna poniżej 10 lat" - stwierdził Paul Scholes, Robin van Persie był tylko odrobinę wyrozumialszy - "błąd na poziomie dwunastolatków". Denerwowali się też obecni w studiu Gary Neville i Rio Ferdinand. Na konferencji prasowej zły był trener Ole Gunnar Solskjaer, który nazwał ten błąd niewybaczalnym. Wynikał z rozkojarzenia, zlekceważenia piłkarzy Basaksehiru.

Solskjaer zagrożony! Manchester United kontaktuje się z nowym trenerem. FaworytSolskjaer zagrożony! Manchester United kontaktuje się z nowym trenerem. Faworyt

Basaksehir - klub zbudowany w ramach zemsty

Zresztą, nie pierwszy raz ktoś ich nie docenił, a oni utarli mu nosa. Tak samo było w poprzednim sezonie ligi tureckiej, gdy niespodziewanie zdobyli mistrzostwo wyprzedzając wielką trójkę - Fenerbahce, Besiktas i Galatasaray - która w ostatnich 35 sezonach tylko raz dopuściła do tytułu kogoś innego - Bursaspor dziesięć lat temu. To z myślą o tej chwili triumfu Erdogan w 2014 roku brał Basaksehir pod swoje skrzydła. Chciał zburzyć znaną od lat hierarchię. Na złość kibicom, którzy mu się przeciwstawiali.

Poszło o budowę centrum handlowego w parku Gazi - ulubionym miejscu wypoczynku dla wielu mieszkańców Stambułu. Nie zgadzali się na wycinkę, protestowali też ekolodzy, a gdy za zwykłymi demonstrantami stawili się ultrasi trzech największych tureckich klubów, którzy na chwilę zapomnieli nawet o rywalizacji, strajk przeciwko budowie sklepów przerodził się w antyrządowe protesty. Zamieszki i starcia z policją trwały kilka tygodni. 

W kraju, w którym niemal każdy komuś kibicuje, uderzenie w kibicowskie serce jest ciosem niezwykle skutecznym. Erdogan sam uwielbia futbol, więc doskonale to wiedział. Podobno sam grał kiedyś w piłkę. Jak mu szło? To zależy kogo zapytać. Kto mu przychylny, powtórzy narzuconą przez niego legendę o tym, jak to koledzy wołali na niego Beckenbauer i że mógł grać na każdej pozycji poza bramkarzem. Wszędzie radził sobie tak znakomicie, że jeśli ktoś chciał go zatrzymać, musiał faulować. I ta widoczna do dziś blizna na brodzie to właśnie pamiątka po starciu z Hayrim Uelgenem, który wprawdzie z Erdoganem poradzić sobie nie mógł, ale został później reprezentantem Turcji. Legend jest wiele: chociażby, że tak dobrze szło  mu w Kasimpasie, że zabiegało o niego Fenerbahce. I choć wielu uznaje to za kłamstwa dobre tylko dla zaślepionych zwolenników prezydenta, to pokazują podejście Erdogana do piłki. Otóż od lat wykorzystuje ją do promocji swojej osoby i roztaczania pewnego mitu wokół siebie - jako burmistrz Stambułu, a później premier i prezydent zlecał budowy kolejnych stadionów, by przecinać wstęgę na ich otwarciu i uśmiechać się do kibiców. Gdy nie doceniali podarku, gwizdali i buczeli, mówił, że są bandą niewdzięczników.

Oezil i ErdoganPrezydent Turcji Recep Erdogan świadkiem na ślubie piłkarskiej gwiazdy

Z ultrasami nigdy nie było mu po drodze. Dlatego w 2014 roku, już po opanowaniu zamieszek, z premedytacją sięgnął po od lat nic nieznaczący klubik z obrzeży Stambułu, by uczynić z niego potęgę, która na sztandarze będzie miała wszystko, czego ultrasi nienawidzą: jawne upolitycznienie, państwowych sponsorów i komercję. I tym ich uderzył. Basaksehir przez dwa lata czaił się tuż za plecami Besiktasu, Fenerbahce i Galatasaray. Poczekał na ich gorszy moment i w ubiegłym sezonie wyprzedził pozbawiając mistrzostwa. Wieloletnia tradycja, że na koniec sezonu Stambuł zalewa biało-czarna fala kibiców, jeśli wygra Besiktas, żółto-czerwona w przypadku mistrzostwa dla Galatasarayu i żółto-granatowa, gdy świętują kibice Fenerbahce, odeszła w zapomnienie. Pomarańczowej fali nie było, bo tylko nieliczni fani Basaksehiru wyszli na ulicę, żeby śledzić przejazd odkrytego autobusu, mimo obostrzeń związanych z pandemią. Piłkarze dotarli nim do pałacu prezydenckiego na uroczystą kolację. To była kwintesencja zemsty Erdogana nad kibicami wielkich stambulskich klubów. Tak zagrał na ich uczuciach. Wcześniej wprowadził na wszystkie stadiony wejścia tylko za pomocą elektronicznych kart kibica, by móc inwigilować swoich przeciwników. I tym wyprosił ich ze stadionów.

Fot. Lefteris Pitarakis / AP

- Nie ma wielu miejsc, które mogłyby lepiej podsumować 20 lat Erdogana u władzy, niż właśnie dzielnica Basaksehir: szalona budowa nieruchomości, prymat piłki nożnej i pogłębiająca się religijność - napisał James Montague, autor książki "1312: Among The Ultras". 

Basaksehir działa podobnie jak Manchester City po właścicielskich zmianach 

Przeciwnicy nie powiedzą "Basaksehir", raczej "FC Erdogan" albo "Medipol" od głównego sponsora klubu - sieci klinik, której właścicielem jest turecki minister zdrowia. Zarzucają, że mistrzowie Turcji nie mają prawdziwych kibiców, bo nawet ci, którzy chodzą na mecze, mają wytatuowany herb jednego z wielkich tureckich klubów. Wyśmiewają frekwencję, która rzadko przekracza 30 procent 17-tysięcznego stadionu. Ultrasów też nie ma wielu. Jest wprawdzie grupa „1453”, która nazwą nawiązuję do roku podbicia Konstantynopola przez Turków i ma w kraju podtekst nacjonalistyczny, ale Mustafa Erogut, prezes Basaksehiru, już wiele razy zaprzeczał, że członkowie tej grupy mają określoną tożsamość polityczną, religijną lub etniczną. - Kiedy kibice spotykają się na trybunach liczy się tylko zespół. Nie ma innego tematu - ucina.

Prezes dużo energii poświęca odczepianiu od klubu tych wszystkich łatek. Kibice Basaksehiru kibicowali kiedyś innym klubom? "Skoro nie mieli porządnego zespołu w swojej dzielnicy, to jeździli na inne stadiony". Narzędzie Erdogana? "Zła wola przeciwników. Dopóki nie wygrywaliśmy, nie mieli z tym problemu, dopiero teraz starają się Erdoganem przykryć nasze sukcesy". Basaksehir nie ma ultrasów? "I dobrze, nie potrzebuje ich. Chce stadionu bez przekleństw i agresji. To nietureckie wartości. Lepiej na trybunach posadzić dzieci z okolicznych szkół". Erdogan zbudował nam stadion? "Ok, tak samo, jak 25 innych w tym kraju". Pomarańczowe stroje? "Jeszcze przed 2014 rokiem i przejęciem klubu, piłkarze w takich grali. Po przejęciu po prostu zdecydowaliśmy się nie zmieniać barw. Nie mają nic wspólnego z barwami partii Erdogana". Sponsorzy? "Pokażcie klub, który nie ma pieniędzy z państwowych spółek. My przynajmniej jesteśmy zdrowi: niezadłużeni, terminowo płacimy piłkarzom, stać nas na transfery bez zaciągania kredytów". Erogut powtarza tak w wielu wywiadach i podkreśla, że taka struktura właścicielska pozwala myśleć i planować w znacznie dłuższej perspektywie niż w przypadku trzech wielkich stambulskich zespołów, gdzie w powszechnych wyborach na prezesa wygrywa ten, kto najwięcej obieca.

Stambuł straci finał Ligi Mistrzów? Erdogan broni salutujących piłkarzy i uderza w UEFAStambuł straci finał Ligi Mistrzów? Erdogan broni salutujących piłkarzy i uderza w UEFA

- Budowanie zespołu, organizacja klubu: wszystko to, co inni robią źle, Basaksehir robi dobrze. I to od kilku lat. Jego sukces nie jest zaskoczeniem, to była kwestia czasu. Basaksehir będzie się nadal rozwijał, może nawet zdominować turecki futbol przez kilka następnych lat. Od sześciu sezonów nie wypada poza najlepszą czwórkę. Jeśli zsumować punkty z tych sezonów, jest najlepszy - mówił "Deutsche Welle" turecki dziennikarz Fatih Demireli. 

Na początku w Basaksehirze myśleli, że przyciągną kibiców na trybuny, jeśli kupią kilku znanych w Europie piłkarzy. Wzięli byłego piłkarza Arsenalu, Realu Madryt i Manchesteru City - Emmanuela Adebayora, gwiazdę brazylijskiej piłki Robinho, byłego gracza Juventusu Eljero Elię, Mehmeta Topala z Valencii, Ardę Turana z Atletico Madryt i Gaela Clichy’ego z City. Pomysł nie do końca wypalił. Oni wszyscy zdążyli już odejść z klubu, ale wciąż pozostało kilka znanych nazwisk: Martin Skrtel i Rafael da Silva w obronie, Nacer Chadli w pomocy i Demba Ba w ataku. - Gael Clichy po paru miesiącach w klubie powiedział, że działamy jak Manchester City po zmianach właścicielskich - uśmiecha się Mustafa Erogut w rozmowie z "The Athletic". 

- Uznanych, starszych piłkarzy powinno być u nas coraz mniej. Już to się zmienia. Nie chcemy nimi ratować sytuacji, wolimy tworzyć plany średnio- i długoterminowe. Inwestowanie w młodych zawodników pozwala nam zachować równowagę finansową. Dobrym przykładem jest Cengiz Under, którego kupiliśmy za bardzo małe pieniądze, a sprzedaliśmy Romie za 13,5 miliona funtów. Już mamy kolejnego młodego, bardzo zdolnego piłkarza: Ravila Tagira - rocznik 2003, młodzieżowy reprezentant Turcji, wyróżniony na liście najbardziej utalentowanych zawodników na świecie, którą opublikował "The Guardian". Poza nim mamy w drużynie jeszcze czterech piłkarzy powoływanych do reprezentacji Turcji U-21, więc sporo w to inwestujemy. Zbudowaliśmy dziewięć boisk dla akademii. Dzięki Underowi jesteśmy bardziej atrakcyjni dla młodych piłkarzy ze Stambułu. Chcą u nas trenować. A my chcemy ich rozwijać i sprzedawać, bo to najlepszy sposób na zapewnienie stabilności finansowej. Pozwala uniezależnić funkcjonowanie klubu od wyników zespołu w europejskich pucharach - mówi "The Athletic" Mustafa Erogut.

Klub stawia nie tylko na młodych piłkarzy, ale też na młodych kibiców: - Przekonaliśmy się, że ludzie kochają te same kluby, które kochali ich ojcowie i wujkowie. Tego nie zmienimy, nie dorównamy Besiktasowi czy Galatasaray, ale inwestujemy w młode pokolenia. Ich chcemy przyciągnąć do siebie - wyjaśniał prezes.

W zeszłym sezonie nie dość, że Basaksehir zdobył mistrzostwo Turcji, to jeszcze w fazie pucharowej Ligi Europy zdołał wyeliminować Borussię Mönchengladbach. Odpadł dopiero w 1/8 finału po porażce 1:3 z Kopenhagą. W Lidze Mistrzów na razie wstydu nie przenosi: przegrał wprawdzie 0:2 z PSG i RB Lipsk, finalistą i półfinalistą poprzedniej edycji, ale już z Manchesterem United wygrał 2:1. W niezwykle silnej grupie H nie można jeszcze go skreślać. Celem jest zajęcie trzeciego miejsca i wywalczenie awansu do fazy pucharowej Ligi Europy.