Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zinedine Zidane nie chciał go widzieć, miał rację. Decydujący błąd w hicie Ligi Mistrzów

Achraf Hakimi wrócił do domu, w którym Zinedine Zidane nie chciał go widzieć. W obcych barwach miał się brutalnie przypomnieć i wytknąć trenerowi błąd. Ale Zidane ma niezwykły dar: na końcu zawsze ma rację. W chwili próby Hakimi popełnił błąd, po którym Inter stracił pierwszego gola. Później padły jeszcze cztery. Po emocjonującym meczu 3:2 wygrał Real.

Hakimi miał podążać ścieżką wydeptaną chociażby przez Daniego Carvajala: obaj są wychowankami Realu Madryt, przeszli przez wszystkie szczeble akademii, zajęli miejsce na prawej obronie, ale z dorosłą piłką musieli oswajać się w Bundeslidze. Carvajal kilka lat wcześniej trafił do Bayeru Leverkusen, Hakimi ostatnie dwa sezony spędził w Borussii Dortmund. Rokował jeszcze lepiej niż starszy kolega. Wydawało się, że lada moment wróci do Madrytu i będzie jednym z głównych punktów pokoleniowej wymiany. Tak widzieli to kibice. Inaczej spojrzał na to Zinedine Zidane, więc Hakimi w Madrycie pojawił się dopiero teraz. Nie w białej, a granatowo-czarnej koszulce. Tylnym wejściem. Jako obcy, nie swój. Nie z przejmującym wzruszeniem, a z żądzą zemsty. 

Zobacz wideo Krychowiak zamknięty w podmoskiewskim lesie. "W tym miesiącu byłem 2-3 razy w domu"

Zinedine Zidane 

Do łagodnego Zidane'a wizerunku nijak pasuje ta beznamiętność, z jaką pociąga za spust, gdy nie jest do kogoś przekonany. Tego wieczoru spotkał dwie swoje ofiary - Hakimiego na boisku i Antonio Pintusa, swojego byłego asystenta, na ławce rezerwowych Interu. Obu nie chciał w Realu Madryt, mimo że kibice z Marokańczykiem wiązali wielkie nadzieje, a trenerowi przygotowania fizycznego byli wdzięczni za trzy lata znakomitej pracy. Piłkarze mówili na niego "żelazny sierżant", bo boisko treningowe zamieniał w poligon. Ale po wygraniu Ligi Mistrzów był pierwszym, którego ściskali. Real za jego kadencji potrafił zabiegać każdego, co najlepiej było widać podczas finału w Cardiff, gdy po przerwie fizycznie zmiażdżył Juventus.

Asysta BarelliPięć goli w hicie Ligi Mistrzów! Real Madryt wreszcie wygrywa! Cudowna asysta

Z ich obu - wbrew głosowi tłumu - Zidane zrezygnował. Podobnie jak wcześniej z Daniego Ceballosa czy Marcosa Llorente. Wolał innych. Pintusa nie chciał, bo gdy w 2018 roku pożegnał się z Realem, reszta asystentów solidarnie odeszła razem z nim. Włoch był wyjątkiem, został w klubie i pracował u Julena Lopeteguiego oraz Santiago Solariego. Gdy Zidane wrócił do Realu, kazał mu się pakować. Miał już dogadanego następcę - skradzionego francuskiej kadrze Gregory’ego Duponta. Z Hakimim obszedł się równie brutalnie: ponoć przez ostatnie dwa lata nawet do niego nie zadzwonił i nie wykazał krzty zainteresowania jego meczami w Dortmundzie. Antonio Conte - przeciwnie - często komentował jego występy i roztaczał wizję ich współpracy. W Realu Hakimi pewnie siedziałby na ławce rezerwowych. Miejsce na boisku wciąż miałby Carvajal - człowiek Zidane’a, jeden z jego najwierniejszych żołnierzy. A pamiętać trzeba, że hierarchia i lojalność to dla Francuza nienaruszalne świętości. Jeden z najlepszych bocznych obrońców młodego pokolenia za 45 milionów euro trafił więc do Interu. A kibice pukali się w czoło.

Hakimi pojawił się w Madrycie nieco później, niż się wszyscy spodziewali. W dodatku nie na przebudowywanym Santiago Bernabeu, ale na kameralnym stadionie rezerw im. Alfredo Di Stefano. Tutaj był jeszcze bardziej u siebie. Przebierał się w szatni gości, mimo że zna każdy kąt tego ośrodka, każde źdźbło trawy. To, na którym poślizgnął się przed stratą gola na 0:1 - również.

Real Madryt wygrywa i odbija się od dna tabeli

W 25. minucie naciskany przez rywali zagrał piłkę z linii środkowej w stronę bramkarza Semira Handanovicia. Kopnął za słabo, nieco stracił równowagę, co jeszcze wpłynęło na dokładność podania. Ale już sam pomysł był bardzo ryzykowny. Taki spryciarz jak Karim Benzema tylko czekał na takie zagranie - przejął piłkę zanim dobiegł do niej bramkarz Interu, minął go, a po chwili spokojnie wkulnął ją do pustej bramki. W niezwykle ważnym meczu - w przypadku Realu: o odbicie się od dna tabeli - "Królewscy" prowadzili 1:0, mimo że do tego momentu gra była niezwykle wyrównana. Jeśli kibice chcieli na podstawie tego meczu ocenić słuszność decyzji Zidane’a o odstrzeleniu Hakimiego, musieli kolejny raz przyznać mu rację. Francuz ma taki niezwykły dar, że w kluczowym momencie zawsze wychodzi na jego. Bardzo możliwe, że Marokańczyk da Interowi mnóstwo dobrego i okaże się znakomitym transferem, ale po tym starciu oko w oko z Zidanem w pamięci kibiców zostanie jego błąd przy pierwszej bramce, niedokładne podanie do Ivana Perisicia w pierwszej połowie, nieudane wykończenie w drugiej i pozycja spalona w jednej z niezłych akcji Interu. To mały triumf "Zizou".

Liga Mistrzów. Niepocieszony Zinedine Zidane i schodzący z boiska Eden HazardNastępca Cristiano Ronaldo rozczarowuje. "Tam się samca alfa nie dało znaleźć"

Niejedyny tego wieczoru, bo emocjonujący mecz skończył się zwycięstwem jego zespołu. Wymęczonym, bo mimo że Real po 33. minutach prowadził 2:0, to na dwadzieścia minut przed końcem był remis 2:2. I sporo prawdy płynącej z ekranu o obecnym Realu: rozchwianym i nieskupionym w defensywie, łatwym do zaskoczenia i wyprowadzenia w pole kilkoma szybkimi podaniami. Ale też silnym dzięki swoim liderom: Benzemie i Ramosie, którzy zdobyli dwie bramki. Na koniec - mocnym psychicznie i niezwykle doświadczonym. To dzięki temu przed tygodniem uniknął porażki w Niemczech, a niewiele brakowało, by odrobiłby też trzy bramki straty w pierwszym meczu z Szachtarem. Teraz - w 80. minucie - strzelił decydującego gola, pokonał Inter 3:2, awansował na trzecie miejsce w grupie i zrównał się punktami z drugim Szachtarem. W decydującej akcji Vinicius Junior podał do Rodrygo, a ten huknął nie do obrony. Ich obu Zidane wprowadził kwadrans wcześniej. Znów miał rację.