Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

FC Barcelona ma kolejne cudowne dziecko. "Przypomina Iniestę, zachwyca talentem"

Barcelona grała, żeby zapomnieć - o przegranym Klasyku i o dyskusjach dotyczących sędziowania, które nie milkną od kilku dni - ale grała tak dobrze, że z Turynu jak najwięcej powinna zapamiętać. Przez cały mecz błyszczał Pedri, a kilku innych piłkarzy pokazało przebłyski dobrej formy. Skończyło się wygraną 2:0.

Widać było, że Barcelonę i Juventus zastaliśmy w trakcie przebudowy, choć jakże inaczej prowadzonej w obu klubach. W Katalonii dokładają jedną cegłę do drugiej bez zaglądania do planu. We wtorek do dymisji podał się główny architekt, i chociaż wszyscy obserwujący jego pracę do tego właśnie dążyli, na pewno wprowadza to jeszcze większe zamieszanie. Josep Maria Bartomeu zostawił po siebie bałagan, który dopiero za kilka miesięcy, po wyborach na nowego prezesa klubu, zacznie być porządkowany. W dodatku po porażce w meczu z Realem Madryt szef budowy - Ronald Koeman zastanawia się, czy to już czas, żeby burzyć pomniki Sergio Busquetsa i Gerarda Pique. Środkowy obrońca w Turynie pauzował za kartki. Busquets wszedł na boisko w drugiej połowie. Ale po tym meczu jest też nadzieja, że gdy Holender wyleje już fundamenty, etap urządzania będzie pasjonujący. W kadrze wciąż ma bowiem piekielnie utalentowanych siedemnastolatków i kilku zawodników, którzy odrestaurowani i dobrze ustawienie znów powinni zachwycać.

Zobacz wideo Dwa gole Zlatana Ibrahimovicia w meczu Milan - Roma

Pedri największym wygranym meczu z Juventusem

W meczu z Juventusem kilka razy błysnął zardzewiały Ousmane Dembele - nie chodzi tylko o efektownego gola, którym wyprowadził Barcelonę na prowadzenie, bo pewnie nie byłoby go bez rykoszetu, ale o dawno niewidzianą swobodę i odwagę w grze, momentami zakrawającą wręcz o nonszalancję. Ale takiego go właśnie zapamiętaliśmy sprzed serii kontuzji. Za te cechy Barcelona zapłaciła trzy lata temu 130 milionów euro. Ustawiony bliżej środka boiska Antoine Griezmann też zagrał najlepiej od dawna: huknął w słupek, piętą odkrywał do Messiego, przytomnym podaniem znalazł też w polu karnym Jordiego Albę, ale ani jedno, ani drugie podanie nie stało się asystą. Gola w tym meczu też nie strzelił, więc żaden to wielki przełom w jego grze, ale na pewno dobry sygnał, którego nie wypada przegapić.

Błyszczał za to Pedri. Bez żadnego ale, od pierwszej do ostatniej minuty. Kto bardziej romantyczny zapewne dopatrzył się w kręconych przez niego kółeczkach i kierunkowych przyjęciach piłki podobieństw do Andresa Iniesty. A to cały czas siedemnastolatek, młodszy o trzy tygodnie od bohatera ostatnich tygodni - Ansu Fatiego.

Josep Bartomeu pokazujący kontrakt NeymaraBomba od Bartomeu na konferencji! Barcelona zgodziła się grać w nowej lidze

Dobrze zagrał już w poprzednim meczu Ligi Mistrzów z Ferencvarosem, gdy wszedł na ostatnie pół godziny. Pierwszego gola w tych rozgrywkach zadedykował zmarłej niedawno babci, koszulkę z tego meczu zostawił dla brata, który gotuje i dba o jego dietę. Kibiców ujął tym, że do domu wracał spakowany w foliową torebkę, a nie modną wśród piłkarzy saszetkę znanego projektanta. Koemen - podobnie - zachwycił się nie tylko grą Pedriego, ale i jego sposobem bycia. Już po kilku treningach kazał zostawić tego skromnego, pracowitego chłopca w drużynie i nie wysyłać go na kolejne wypożyczenie. Ponoć sam Pedri i jego rodzina mieli wątpliwości, czy na pierwszą drużynę nie jest jeszcze za wcześnie, bo racjonalnie uważali, że w tym wieku najważniejsza jest regularna gra i ciągły rozwój. Koeman rozwiał ich wątpliwości i szybko rzucił pomocnika na głęboką wodę.

W jednym tygodniu zaliczył debiut w Lidze Mistrzów i strzelił w nim gola, wyszedł w pierwszym składzie na Real Madryt i przepadł, ale już okazję do rehabilitacji wykorzystał znakomicie. W Turynie był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku bez podziału na kategorie wiekowe. Doprawdy każdemu z ofensywnych piłkarzy Barcelony wskażemy przynajmniej jedno nieudane zagranie czy złą decyzję - Dembele podawał, zamiast uderzać, Griezmannowi brakowało precyzji, nawet Messi chwilami za długo zwlekał z piłką przy nodze - ale Pedri był wyjątkiem. Przeciwko Juventusowi wszystko zrobił poprawnie. Do każdej akcji wnosił spokój. Nie spieszył się, jeśli nie wymagała tego sytuacja. Nie podejmował pochopnych decyzji. Nawet w polu karnym przekładał piłkę na lepszą nogę, bez specjalnego ekscytowania się szansą na zdobycie bramki, a jeśli w międzyczasie dostrzegł lepiej ustawionego partnera, bez żalu oddawał mu piłkę. Te siedemnaście lat Pedriego można dostrzec jedynie na zbliżeniach, gra bowiem zbyt dojrzale, by widz odgadł jego wiek w planie ogólnym.

Ousmane Dembele strzela, Barcelona wygrywa z JuventusemJuventus strzelił trzy gole, Barcelona dwa, ale to goście wygrali hit LM! Szczęsny bez szans

Alvaro Morata trzy razy trafiał do siatki, ale gola nie ma żadnego

Juventus przebudowywany jest znacznie spokojniej, mimo że za projekt odpowiada kompletny trenerski nowicjusz - Andrea Pirlo. Transfery są przemyślane - do klubu trafiają młodzi zdolni piłkarze z Serie A, jak Dejan Kulusevski czy Federico Chiesa, choć akurat oni w meczu z Barceloną spisali się znacznie poniżej oczekiwań. Juventusowi brakowało oczywiście Cristiano Ronaldo z przodu i Giorgio Chielliniego oraz Matthijsa de Ligta z tyłu. Brakowało też szczęścia, bo Alvaro Morata trzy razy trafiał do bramki Barcelony, ale wszystkie gole po kolei odbierał mu VAR. Hiszpan zawsze był na spalonym - większym i mniejszym. Bardziej i mniej z jego winy. Zirytowany był on sam i kibice. Nic dziwnego, bo w pierwszej i drugiej akcji bramkowej Morata powinien ustawić się lepiej, natomiast przy trzecim trafieniu o spalonym zdecydowała długość paznokcia. Można by to w całości wytłumaczyć pechem, gdyby nie to, że Morata regularnie wpada w pułapki kolejnych rywali i - jak podał Jakub Kręcidło, dziennikarz "Przeglądu Sportowego" - sędziowie w ostatnich dziesięciu miesiącach unieważnili mu aż jedenaście goli. Mało tego, Morata w 2017 roku - jeszcze w Realu Madryt - dokonał już podobnej sztuki - też trzy razy trafił do siatki, ale spotkanie skończył bez gola. 

Media oceniły Szczęsnego. Polak wśród najlepszych mimo porażki z BarcelonąMedia oceniły Szczęsnego. Polak wśród najlepszych mimo porażki z Barceloną

Jak na Ligę Mistrzów, a tym bardziej szlagierowy mecz Barcelony z Juventusem, na boisku było mnóstwo miejsca i wolnych przestrzeni. Przejście z obrony pod pole karne rywala zajmowało kilka sekund. Barcelona wykorzystywała to lepiej, stwarzała więcej okazji, ale długo brakowało jej skuteczności. Dopiero w ostatnich minutach meczu Messi podwyższył wynik strzałem z rzutu karnego. Wojciech Szczęsny również przy tym golu był bezradny. Zwycięstwo 2:0, po całkiem dobrej grze, najpewniej da kres zadręczaniu się przegranym Klasykiem. I choć fundament jest jeszcze niepewny, powoli można zacząć planować dalszą budowę.

Przeczytaj też: