Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kpił z legend, mówił, że Ukraina i Rosja to ten sam kraj. W Kijowie to wróg, ale idzie mu świetnie

Jako trener Szachtara kpił z legend Dynama, ironizował, że temu klubowi pomagają sędziowie. Na końcu poleciał trenować Rosjan, co na Ukrainie potraktowano jak zdradę. W Kijowie to wróg. Wróg, który nieoczekiwanie zaczął tam pracę. Idzie mu świetnie. Z Dynamem zdobył już superpuchar, prowadzi w lidze i właśnie awansował do Ligi Mistrzów. Czy Mircea Lucescu może być zbawieniem, czy dla klubu Tomasza Kędziory na zawsze pozostanie persona non grata?

"Kijów nigdy nie będzie ci przyjazny. Nigdy nie zapomnimy twoich słów, że Rosja i Ukraina to ten sam kraj. Dla nas honor, godność i historia są o wiele ważniejsze niż pieniądze, puchary i medale". Tak w te wakacje kibice grupy "WBC Ultras Dynamo" przywitali w klubie nowego trenera. Znali go doskonale, bo zawsze był tu wrogiem. Mircea Lucescu przez 12 lat trenował bowiem najgroźniejszego rywala ich drużyny z Doniecka. Przez kijowskich kibiców pogardzany był głównie z powodu tego, jak się zachowywał. To pewnie dlatego podczas przywitania w Kijowie pod jego adresem padały nawet nieco zakamuflowane groźby.

Zobacz wideo Mila pyta Peszkę: Dlaczego tak mało osób wie, że masz złote serce?

"Nie będziesz w stanie pracować tutaj w normalnych warunkach"

Kibice Dynama opublikowali bowiem zdjęcie z tramwajem, nawiązujące do wypadku, którego Lucescu doznał w 2012 roku w Bukareszcie. "Wszystko zrozumiałeś poprawnie: nie będziesz w stanie pracować tutaj w normalnych warunkach. Twoja obecność w Kijowie może oznaczać tylko jedno, że wybrałeś pieniądze i zniszczyłeś więź łączącą drużynę z kibicami. Obiecujemy 'ciepłe' powitanie i najgorsze warunki pracy. Będą to najtrudniejsze miliony euro zarobione w całej twojej karierze" - nie owijali w bawełnę fani. Do głosów kibiców dołączyły też legendy Dynama.

- Czuję się jakbym ktoś napluł mi w twarz - komentował Ołeh Błochin. - Po tym, co Lucescu mówił o Dynamie, o historii i tradycji tego klubu, jak nas atakował, on teraz tu pracuje? - dziwił się zdobywca "Złotej Piłki" w rozmowie z kanałem Futbol. Zaznaczył, że z Lucescu na ławce przestaje kibicować swemu dawnemu klubowi, dla którego strzelił ponad 200 goli. Rumuński trener głosy krytyki oczywiście słyszał.

Po czterech dniach pobytu w Kijowie jedna z rumuńskich gazet opublikowała list, który Lucescu wysyłał do działaczy Dynama. Poinformował, że trudno będzie mu pracować w takiej atmosferze i wołałby odejść. Kibice się ucieszyli, przynajmniej na chwilę. Dwa dni później trener zmienił zdanie, prawdopodobnie po rozmowie z prezesem Dynama Iharem Surkisem. Ten też idąc pod prąd, ponoć nie chciał słyszeć o dymisji.

"Opinia części fanów nie może stanowić o losach zespołu" - napisano w oświadczeniu na stronie klubu.

Drwiny z rywali? "Wiedział, co robi"

Gdyby Lucescu przez 12 lat pracy w Szachtarze skupiał się tylko na swym klubie i zawodnikach, może w Kijowie miałby teraz łatwiej. On jednak wypowiadał się dużo i o wszystkim. Najchętniej chyba właśnie o Dynamie.

- Ten sędzia został ściągnięty przez naszą federację, której pracownicy są zatrudnieni także w Dynamie Kijów - mówił w 2006 roku o portugalskim arbitrze po meczu z rywalem ze stolicy. Sam w tym spotkaniu wyleciał na trybuny, podobnie jak dwóch jego zawodników.

- Każdy tu pomaga Dynamu - mówił później, dodając, że nawet jak Szachatrowi uda się wygrać z drużyną z Kijowa, to i tak wszyscy są już znudzeni mistrzostwami Doniecka i wspierają Dynamo. - Oprócz tego, że gramy z przeciwnikami, to jeszcze z armią sędziów - narzekał. Takich wypowiedzi publicznie zarzucających faworyzowanie Dynama Kijów przez federacje i władze ligi znaleźlibyśmy sporo. Lucescu trafiał zresztą w czuły punkt. Przez 12 lat ukraińskim związkiem piłkarskim zarządzał Hryhorij Surkis. Jego brat Ihor był natomiast działaczem Dynama.

- On wtedy dokładnie wiedział, co robi - mówi Sport.pl Mariusz Lewandowski, który pod wodzą Lucescu w Szachtarze grał przez sześć lat, a w samym klubie spędził w sumie dziewięć. - Robił to, by Szachtar rósł w siłę. Prowokował i powodował dyskusję. Był człowiekiem impulsywnym, więc to się wpisywało w jego naturę - dodaje Lewandowski.

Te dawne ostre słowa dalej dźwięczą fanom w uszach, choć po niedawnym przybyciu do Kijowa, w wypowiedzi dla oficjalnej strony klubowej, rumuński trener przyjął już inny ton.

"Tęskniłem za Ukrainą. Osiągnąłem tu przecież dobre wyniki, miałem dobre relacje z fanami. Cieszę się, że los przywiódł mnie do klubu z takimi tradycjami i znakomitymi piłkarzami" - oznajmił.

Kibice jednak szybko nie zapomną też, że Lucescu niegdyś zdarzało się też kpić z legend Dynama. Podczas jednej z rozmów z dziennikarzem dziękował za umieszczenie jego osoby w rankingu najlepszych ukraińskich trenerów, ale zastanawiał się, dlaczego tak wysoką pozycję miał tam Walery Łobanowski, który "nie zrobił specjalnie dobrych wyników za granicą". To wtedy dumną stolicę kraju i jej futbolowego bohatera oburzało mocno. Teraz, po przylocie do Kijowa Lucescu wiedział, co robić. Pierwszą rzeczą było złożenie kwiatów pod pomnikiem wspomnianego Łobanowskiego. Ten gest dla kibiców znaczył jednak niewiele, odczytano go jako zagranie pod publiczkę.

Dodatkowo po zakończeniu pracy w Doniecku, krzywo patrzyła na niego już cała Ukraina. Lucescu opuścił Szachtara na rzecz Zenita Sankt Petersburg. W zbrojnym konflikcie w Donbasie, przeciw wspólnemu rosyjskiemu wrogowi zjednoczyli się kibice wielu ukraińskich klubów. Niektórzy nawet służyli w armii i zginęli w strefie starć. Przeprowadzka Rumuna z Ukrainy do Rosji została przyjęta ze złością. Oto człowiek, który wraz z całą drużyną Szachtara musiał uciekać z Doniecka, bo w stadion jego klubu uderzały pociski odpalane przez prorosyjskich separatystów, teraz uczył futbolu w państwie oprawców.

Napięcie i wrogość między Ukrainą i Rosją daje się zauważać także w świecie sportu. Jarosław Rakicki, który z Szachtara przeszedł do Zenita od razu stracił miejsce w ukraińskiej reprezentacji, choć był jej podstawowym graczem. Na nic zdały się interwencje jego kolegów u związkowych działaczy. To był jasny sygnał, by od Rosjan trzymać się z daleka. Być może Lucescu zakładał, że jego drogi z Ukrainą już się nie przetną. Tak rzeczywiście przez pewien czas było.

Po Zenicie 75-letni obecnie Mircea poszedł pracować do Turcji, gdzie został selekcjonerem narodowej reprezentacji. Pracował tam przez dwa lata, ale tak jak w Rosji nie był to dla niego czas wielkich sukcesów. Z Turcji przeszedł do Dynama i mimo wrogiej atmosfery, po dwóch miesiącach pracy w Kijowie można mu bić brawo.

Dynamo po pokonaniu Holendrów z AZ Alkmaar (2:0), właśnie rozbiło w dwumeczu belgijskie Gent (5:1) i pierwszy raz od czterech lat awansowało do elitarnych rozgrywek. W nagrodę w fazie grupowej zagra z Barceloną, Juventusem i Ferencvarosem.

W ostatnich latach Ukraińcy przegrywali w kwalifikacjach Champions League z Young Boys Berno, FC Brugge czy Ajaxem. Dodatkowo drużyna prowadzona przez Lucescu na powitanie tego sezonu sprzątnęła Szachtarowi Superpuchar Ukrainy, a po czterech kolejkach prowadzi też w Premier Lidze.

- Rozmawiałem z nim przed meczem z Gent. To, co się dzieje wokół niego, niespecjalnie go rusza. To profesjonalista, który potrafi się odciąć. Zresztą on nie szuka słabości i wymówek wokół siebie. Im jest trudniej, im więcej przeciwności losu, to on będzie pracował trzy razy mocniej, taki to człowiek - mówi nam Lewandowski.

Człowiek z charyzmą i VHS-em

Ihor Surkis, który na przekór rozsądkowi optował za pracą Lucescu w Kijowie, prawdopodobnie to wie i liczy, że doświadczony szkoleniowiec powtórzy w Dynamie sukcesy, które osiągał w Doniecku. Było ich niemało. Rumun ośmiokrotnie zdobywał tam mistrzostwo Ukrainy, sześciokrotnie puchar kraju, a siedmiokrotnie Superpuchar. Do tego dołożył też pierwszy i jedyny w historii Ukrainy Puchar UEFA, w Lidze Mistrzów zatrzymał się na ćwierćfinale.

- To były w dużej mierze jego zasługi. To on nauczył nas grać w piłkę. Ma doskonały warsztat, o piłce wie wszystko. Rzadko się zdarza trener z taką charyzmą - chwali Rumuna Lewandowski. - To, co mówił zawodnikom, jakie rady dawał, zawsze sprawdzały się na boisku. Wszyscy go słuchali, bo to przynosiło korzyści. Do tego stosował totalną analizę przeciwnika. O rywalach przekazywał chyba wszystko, co było możliwe. To przeważnie były długie odprawy, ale dzięki temu tych rywali znaliśmy jak własną kieszeń - mówi Lewandowski i szybko się uśmiecha. -To były już czasy płyt DVD, USB, ale on zawsze wszystko chciał mieć na kasetach VHS i nie widział powodu, by się przestawiać. Rywali z Ligi Mistrzów oglądaliśmy zatem na magnetowidach wideo - mówi nam reprezentant Polski, który na Ukrainie spędził łącznie 12 lat.

Lucescu jako trener dobrze radził sobie też przed przygodą na Ukrainie. Z Galatasaray zdobył Superpuchar Europy, pokonując Real Madryt. Z tym samym klubem doszedł też do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdzie zatrzymali go dopiero "Królewscy". Z Besiktasem sięgnął po mistrzostwo Turcji. Również wtedy nie przeszkadzało mu, że pracował u dwóch wielkich rywali. Z Rapidem Bukareszt i Dinamem Bukareszt triumfował w każdych krajowych rozgrywkach, z Brescią awansował do Serie A. CV ma bogate i pełne sukcesów nie przez przypadek.

- Myślę, że Dynamo sporo z nim zyska, już to widać. Na krajowym podwórku nikt nie zna najgroźniejszego rywala Dynama tak jak on. Ligi Mistrzów nie było w Kijowie od czterech lat, przyszła dopiero z Lucescu - uśmiecha się Lewandowski, który ma wrażenie, że przed szkoleniowcem jeszcze sporo wyzwań i sukcesów. - To człowiek zakochany w piłce, aktywny, cały czas ma coś do zrobienia. Mówił mi zresztą niedawno, że słowo emerytura nawet nie przechodzi mu przez głowę - kończy nasz rozmówca. A przecież w czasach pandemii nawet przed swoimi wrogimi kibicami będzie grało mu się łatwiej. W Champions League fanów na trybunach nie ma, w lidze ukraińskiej ich liczba jest limitowana. Lucescu na razie może więc skupić się na futbolu.

Przeczytaj także: