Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Największa sensacja el. LM! "Tak jakby połączyć Legię, Lecha, Wisłę i inne czołowe polskie kluby"

Na awans do Ligi Mistrzów Węgrzy czekali jedenaście, a Ferencvaros 25 lat. We wtorek drużyna z Budapesztu dokonała - jak piszą lokalne media - "biało-zielonego cudu" i po dwóch remisach z Molde w ostatniej rundzie eliminacji zagra w fazie grupowej LM. - Ferencvaros to ich narodowy symbol, w całym kraju liczy się tylko on. Ich potencjał kibicowski jest tak duży, jakby połączyć Legię, Lecha, Wisłę i inne czołowe kluby w Polsce w całość - mówi Sport.pl Michał Listkiewicz.

Ferencvaros po 25 latach awansował do Ligi Mistrzów, sprawiając po drodze kilka niespodzianek: pokonał mistrza Szwecji (2:0 z Djurgardem), mistrza Szkocji (2:1 z Celtikiem na wyjeździe jest największą sensacją), mistrza Chorwacji (2:1 z Dinamem Zagrzeb), by w decydującej rundzie wyeliminować mistrza Norwegii (3:3 i 0:0 z Molde). Ten sukces to efekt cierpliwości zarządzających klubem. Drużyna z Budapesztu jest najpopularniejszą w całym kraju, kibice właśnie z tym klubem wiążą nadzieje na grę wśród europejskich gigantów, choć do tej pory te były jedynie marzeniami. Dziesięć lat temu klub był bliski spadku z najwyższej ligi, odwracali się od niego najzagorzalsi fani. W 2011 roku klub przejął Gabor Kubatov, biznesmen przyjaźniący się z premierem Węgier, Viktorem Orbanem. To kluczowy moment w najnowszej historii klubu.

Zobacz wideo To Karabach będzie mieć inicjatywę

Od kryzysu do Ligi Mistrzów. "Orban się wkurzył", a Ferencvaros wrócił do elity

- Kubatov stworzył duet biznesmenów z Attilą Berzeviczym. Obaj są ludźmi z elity. Viktor Orban w trakcie kryzysu Ferencvarosu się wkurzył i dołożył klubowi jeszcze więcej pieniędzy ze spółek skarbu państwa. Zbudowano piękny stadion Groupama Arena, ulepszono skauting i postawiono na cierpliwość. Pojawił się projekt, według którego dojście do walki o najwyższe cele miało zająć Ferencvarosowi około 3-4 lata. Teraz to wszystko zaczyna procentować - tłumaczy nam były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, międzynarodowy sędzia i hungarysta Michał Listkiewicz.

- Ferencvaros to symbol piłkarskich Węgier, więcej niż klub. Inne drużyny już pogodziły się z jego dominacją i tym, że w całym kraju liczy się tylko on. Ich potencjał kibicowski jest tak duży, jakby w Polsce połączyć Legię, Lecha, Wisłę i inne czołowe kluby w całość. Mają nieograniczone jak na Węgry możliwości finansowe i medialne - mówi Listkiewicz.

- Z Ferencvarosem przed Kubatovem działo się tak, jak niedawno z Wisłą Kraków. Rzeczywistą władzę (oficjalnie prezesem był wówczas były właściciel Sheffield United, Kevin McCaby - przyp.red.) miał w nim gangster-celebryta, który mógł go doprowadzić do upadku. Wtedy uporządkowano jednak te sprawy i klub za symboliczną złotówkę odkupił Kubatov. Jego powiązania z Orbanem odrzuciły niektórych kibiców od klubu, bo uważali, że zostanie upolityczniony. Ale właściciel świadomie prowadził drużynę - opisuje dla Sport.pl współautor książki “Mistrzowie bez tytułu. Legenda Złota Jedenastki” David Zeisky, mieszkający w Budapeszcie.

Nastała era Rebrowa. Celem była Liga Europy, a jest Liga Mistrzów

- Najpierw zatrudnił Holendra Ricardo Moniza, który miał ustabilizować zespół. Wtedy zajmował 8-10 miejsce w lidze. Później przyszedł jednak Niemiec Thomas Doll, który potrafił zapewnić krajowe trofea: mistrzostwo i Puchar Węgier. Brakowało mu jednak dobrej gry w europejskich pucharach, bo klub nie potrafił awansować do Ligi Europy. Teraz nastała era Rebrowa, w zeszłym roku udało mu się awansować do fazy grupowej LE i teraz chciał to powtórzyć. Liga Mistrzów miała być tylko ewentualnym bonusem, a jednak udało się wejść do "raju" - wskazuje.

Tym bardziej zaskakuje styl, w jakim Ferencvaros awansował do Ligi Mistrzów. Na swojej drodze pokonywał Djurgardens, Celtic, Dinamo Zagrzeb i Molde. Z tym ostatnim dwukrotnie remisował - 3:3 i 0:0 - i awansował dzięki bramkom zdobytym na wyjeździe. Węgierskie media nazwały ten awans "biało-zielonym cudem". - Z Molde zagrali dość słabo. Grając w tym składzie i stylu co z Norwegami, może być im bardzo ciężko. Wcześniej mieli jednak kapitalne mecze z Dinamem czy Celticiem. Dlatego myślę, że nie będą chłopcem do bicia - twierdzi Listkiewicz.

Kibice świętowali pod stadionem, choć koronawirus zabrał fetę

Awans dla Węgrów przyszedł w trakcie wzmożonych obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa. Wszystkie restauracje działają maksymalnie do godz. 23, unika się także dużych zgromadzeń. - Okoliczności pogodowe i "wirusowe" zabrały kibicom taką regularną fetę, ale najbardziej zagorzali kibice i tak zgromadzili się przed stadionem. Odpalili race, śpiewali, ale nie ruszyli w miasto - mówi David Zeisky, który obserwował te wydarzenia.

- Węgrzy do tej pory byli zniechęceni problemami klubu i jego niedawnym kryzysem, więc nie zawsze śledzili nawet te mecze w eliminacjach Ligi Mistrzów. Teraz na spotkanie rewanżowe z Molde czekano tu zdecydowanie bardziej niż na Superpuchar Europy na Puskas Arenie. Bayern i Sevilla nikogo nie obchodziły, bo każdy czekał już tylko, żeby Ferencvaros przeszedł Molde i był w niebie - twierdzi Zeisky.

Były piłkarz Lecha spełnił marzenie jako kapitan Ferencvarosu. "Nie jest gwiazdą, ale świetnym liderem"

Dlaczego Ferencvarosowi udało się awansować do LM właśnie teraz? - Zmieniono politykę transferową klubu. Od dwóch sezonów władze nie robią najważniejszych zakupów latem, a zimą. Zawodnicy mają pół roku na zgranie się z drużyną, a działacze muszą zatrzymać w klubie resztę kluczowych graczy. Teraz to się udało, a zimowe wzmocnienia wypaliły i to przyniosło dobrą grę w eliminacjach - tłumaczy David Zeisky.

Kapitanem drużyny jest Gergo Lovrencsics, były piłkarz Lecha Poznań. - Nie jest gwiazdą drużyny, ale świetnie sprawdza się w roli lidera. Jest doświadczony, w klubie gra już cztery lata i wciąż docenia się tu szybkość, jaką daje na prawym skrzydle. Najpierw był tam ustawiany jako pomocnik, teraz jako obrońca. Jest solidny, ale do miana kluczowego zawodnika trochę mu brakuje - uważa Zeisky. Sam zawodnik już w 2016 roku mówił, że przyszedł tutaj z marzeniem o awansie do Ligi Mistrzów. Teraz gdy osiągnął cel, nie chce, żeby jego drużyna odegrała tam rolę najsłabszej w grupie. - Nie można już na nas patrzeć z góry, mamy swoje miejsce w Europie. Chcemy grać w pucharach co roku - przekonywał w rozmowie dla dziennika "Nemzeti Sport" Lovrencsics.

Na co stać Ferencvaros? "Mają sporo atutów w ofensywie"

Poza nim w Ferencvarosu gra także Lasha Dvali, który jeszcze w 2017 roku reprezentował barwy Śląska Wrocław i Pogoni Szczecin. - Ten zespół ma wielu ciekawych zawodników. Takim z pewnością jest Oleksandr Zubkov. Kosztował sporo, ale w każdym meczu widać, że ma świetną technikę. Wiele osób chwali także norweskiego napastnika Tokmaca Nguena. Wcześniej postrzegano go jako zwykłego czarnoskórego piłkarza przychodzącego z Norwegii, czyli transfer, który dla kibiców z reguły nie może się udać. A on jest dynamiczny, daje najwięcej ofensywie drużyny i jest wizytówką nowego Ferencvarosu - dodaje David Zeisky.

Co ten zespół może osiągnąć w fazie grupowej? - Jest w gronie tych nieco nieznanych drużyn, które na papierze są najsłabsze, bo losuje się je z czwartego koszyka. A tak naprawdę grają bardzo ciekawą piłkę. Mają sporo atutów w ofensywie, chcą się cieszyć grą i dlatego można od nich oczekiwać ciekawych meczów - ocenia Zeisky.

Węgrzy czekali na powrót do Ligi Mistrzów 11 lat. Wcześniej drużyną, która grała w najważniejszych europejskich rozgrywkach, był Debreczyn. Teraz klub gra jednak w drugiej lidze i niczym nie przypomina zespołu, który walczył w LM. Sezon 2020/2021 będzie natomiast trzecim, w którym Węgrzy mają drużynę grającą w fazie grupowej europejskich pucharów. Rok wcześniej Ferencvaros grał w Lidze Europy, a dwa lata temu w tych samych rozgrywkach brał udział także MOL Vidi.

Rywali w fazie grupowej Ligi Mistrzów Ferencvaros pozna w czwartek 1 października podczas losowania w Nyonie o godzinie 18:00. W środę ostatnie drużyny zagrają rewanżowe mecze IV rundy eliminacji LM. Początek spotkań o godzinie 20:45. Relacja na żywo na Sport.pl. 

Przeczytaj także: