Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Legia to ogromne rozczarowanie. Pierwszy raz od dawna się napompowałem, a tu znowu gong"

- Pamiętam jak Widzew grał z Neftczi Baku i poszedłem do trenera Franciszka Smudy, żeby mu powiedzieć, że trochę mi nie pasuje ten wyjazd. Franek na to: "Dobra, w razie czego wygracie u nas 5:0". No i wygraliśmy 8:0 - mówi Radosław Michalski. Prezes Pomorskiego Związku Piłki Nożnej grał w Lidze Mistrzów w barwach Legii i Widzewa. A teraz próbuje zrozumieć, dlaczego Legia odpadła w eliminacjach Champions League z Omonią Nikozja, która - jak zapewnia - nie jest nawet najlepszą drużyną z Cypru.

Legia - Ominia 0:2, czyli upadek już na drugiej przeszkodzie - - taki jest bilans walki mistrza Polski o awans do najważniejszych, klubowych rozgrywek.

W czwartek w eliminacjach Ligi Europy wystąpią trzy polskie drużyny. O gdz. 17.00 W Mińsku z Dynamem zagra Piast Gliwice, o 19.00 swój mecz w Malmoe rozpocznie Cracovia, a o 21.00 Lech Poznań zacznie spotkanie z łotweską Valmierą. Relacje na żywo na Sport.pl

Zobacz wideo Bartosz Kapustka w Legii. "Vuković potrafi odbudować piłkarzy"

Łukasz Jachimiak: Czy po środowej porażce Legii z Omonią Nikozja nie będzie się Pan bał włączyć telewizora w czwartek, w porze meczów Piasta, Cracovii i Lecha?

Radosław Michalski: Człowiek już przywykł do dziwnych wyników w pucharach, więc nie. To gorzki żart, a mówiąc serio, jestem taki, że zawsze wierzę. W Legię wierzyłem. Rozczarowanie jest wielkie, ogromne. To był mecz, który spokojnie można było wygrać. Nie byliśmy gorsi - trochę lepsze decyzje sędziego, trochę lepsza skuteczność i nie powiem, że zdecydowanie, ale byśmy wygrali. Legii brakowało szczęścia, rywal był spokojnie w jej zasięgu, na pewno Legia nie była gorszym zespołem.

Nie uważa Pan, że to słabo brzmi? Mówi Pan podobnie jak trener Aleksandar Vuković, tymczasem kiedy był Pan piłkarzem, to takie usprawiedliwienia polskie kluby dostawały po meczach z uznanymi markami, nawet z Barceloną, a nie po odpadnięciu z Omonią Nikozja w drugiej z czterech rund eliminacji Ligi Mistrzów. Nie wydaje się Panu, że nad takimi porażkami zaczęliśmy przechodzić do porządku dziennego?

- No tak, to prawda. Nawet nie było teraz długiego okresu przygotowawczego, przecież niedawno kończył się poprzedni sezon. Rzeczywiście nasze kluby są na innym poziomie niż w czasach kiedy grałem w piłkę. Pamiętam jak Widzew grał z Neftczi Baku i poszedłem do trenera Franciszka Smudy, żeby mu powiedzieć, że trochę mi nie pasuje ten wyjazd i zapytać, czy dałoby radę, żebym nie jechał. Franek na to: "Dobra, w razie czego wygracie u nas 5:0". No i wygraliśmy 8:0, a tam koledzy wygrali 2:0. Świat nas dawno dogonił.

Dawno nas dogonił i już dawno nam uciekł.

- Osobiście trochę inaczej bym Legię na Omonię ustawił. Nie wiem, czy Jose Kante jest po kontuzji i nie może dużo grać, ale ja bym jego puścił od początku. Generalnie nie można się doczepić ani do transferów Legii, ani za bardzo do jej kadry. Pierwszy raz od dawna się napompowałem, że polski klub coś w Europie ugra, a tu znowu gong. To jest bardzo przykre. A tłumaczenie Vukovicia oczywiście jest słabe. W ogóle to on nie wyglądał w trakcie meczu tak, jak zwykle, nie żył na ławce w swoim stylu. Wyglądał jakby był trochę przestraszony, a przecież nie było kogo się bać.

Może przestraszył się, że Henning Berg jako trener potrafi trochę więcej?

- Ale przecież nikt nikogo nie zaskoczył i ani Legia, ani Omonia nie grała cudów. Może Legii zabrakło takiego napastnika, który co by się nie działo, to zawsze jakiegoś gola strzeli. Legia zawsze słynęła z takiego napastnika. Niestety, to jest niedopuszczalne, że gra się u siebie i przez 90 minut nie zdobywa się ani jednej bramki. Z Omonią, a nie z Barceloną.

I nawet przez 120, a nie 90 minut.

- Dokładnie. Legia teraz nie ma takiego gracza, który gdzieś się zawsze znajdzie i strzeli. Przydałby się nawet ktoś w typie Stanko Svitlicy, którego fanem nigdy nie byłem.

A może po prostu piłkarzom w Legii i w ogóle w ekstraklasie jest za dobrze? Przed Omonią w ubiegłych latach Legia odpadała m.in. z mołdawskim Sheriffem Tyraspol i luksemburskim Dudelange, listy wstydliwych wpadek innych naszych klubów też są długie, a przecież w Legii czy w Lechu piłkarze zarabiają świetnie.

- Kiedy 20 lat temu wyjeżdżałem z Polski do Izraela i stamtąd na Cypr, to w tamtejszych ligach zarobki były lepsze niż u nas. Teraz liga cypryjska poza trzema-czterema zespołami płaci słabo. A Legię muszę dobić, choć nie chcę. Rozmawiałem przed jej meczem z Omonią z ludźmi z Cypru i od wszystkich słyszałem, że Omonia nie jest najlepsza, że ligę wygrała na totalnym farcie, bo w momencie przerwania rozgrywek przez koronawirusa najważniejsze mecze miała przed sobą i miała tyle samo punktów Anorthosis Famagusta. Omonia lata swojej świetności miała dobrą dekadę temu. Ostatnio lepsze są APOEL Nikozja, Anorthosis, Apollon i AEL Limassol.

Pamięta Pan, jak w 2003 roku jako mistrz Cypru Omonia przyjechała do Krakowa i dopiero w końcówce meczu z Wisłą trochę uratowała twarz, wychodząc z 0:5 na 2:5?

- Jasne. Naprawdę można być bardzo rozczarowanym porażką Legii. Ale nie chcę się silić na diagnozowanie, czego jej zabrakło. Powiem tylko, że mimo wszystko widzę w zespole duży potencjał. Nie tylko na mistrzostwo Polski, bo z tym składem to jest wręcz przymus. Ale w pucharach też Legia powinna coś pokazać. Vuko jeszcze się uczy, jeszcze ma prawdziwą karierę trenerską przed sobą i wierzę, że lepiej Legię poprowadzi w następnych meczach.

Naprawdę Pan wierzy, że po tak szybkim odpadnięciu z walki o fazę grupową Ligi Mistrzów Legia wywalczy miejsce w fazie grupowej Ligi Europy?

- To jest naprawdę dobry zespół. Poukładany. Z dobrym bramkarzem, z solidnymi obrońcami. Trudno się do czegoś doczepić. Może tylko szukałbym bardziej bramkostrzelnego napastnika. Ale wierzę, że Legia ma taki potencjał, jakiego nie miał żaden polski zespół w ostatnich latach. I że Legia może się dostać do Ligi Europy.

A jak Pan ocenia potencjał Lecha, Piasta i Cracovii? Ja mimo wszystko nie wyobrażam sobie, żeby Lech przegrał z łotewską Valmierą, ale Cracovii w Malmoe i Piastowi w Mińsku z Dynamem nie daję wielkich szans.

- Nie no, Lech musi, nie widzę innej możliwości. Patrzę też optymistycznie na Cracovię, bo to jest bardzo silny, wysoki, dynamiczny zespół.

Jak na polską ligę - dodajmy to koniecznie.

- Oczywiście. Ale w pierwszych rundach eliminacji pucharów to też powinno być widać. Nie wierzę, że Malmoe jest o klasę lepsze. Na pewno Szwedzi zagrają twardą, ale żadną wielką, piłkę. Cracovia umie się ustawić, umie się bronić, ma trochę skandynawski styl i ja tu widzę szanse 50 na 50. Natomiast co do Piasta, to trener Waldemar Fornalik umie zaskoczyć. Tylko farta mu brakuje. Rok temu Piast grał ładnie, ale szybko odpadł. Może teraz będzie inaczej. W pucharach naprawdę trzeba trochę szczęścia. Niech pan sobie przypomni mecz Widzewa z Broendby Kopenhaga w ostatniej rundzie walki o Ligę Mistrzów. Przegrywaliśmy 0:3 i Broendby mogło nam strzelić jeszcze ze trzy gole, ale tego nie zrobiło i w końcu my strzeliliśmy dwie i weszliśmy. Chociaż oczywiście też szczęściu umieliśmy pomóc. Najpierw z tą dobrą drużyną wygraliśmy u siebie 2:1 i to był dla nas słaby wynik, przy lepszej skuteczności na rewanż jechalibyśmy z większą przewagą i byłoby spokojniej.