Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legii Warszawa wróciły wspomnienia z Dudelange. W Lidze Europy trudno o optymizm

Podczas meczu z Omonią wracały najgorsze wspomnienia z Dudelange. Pewnie też te związane z Sheriffem Tyraspol. To od czasów rywalizacji z ekipą z Mołdawii dla eksportowej siły polskiej Ekstraklasy kończy się rywalizacja w Europie. Na razie po porażce 0:2 Legia odpadła z bitwy o Ligę Mistrzów i przechodzi do III rundy el. Ligi Europy, ale i tam trudno będzie o optymizm.

Od kilku lat schemat się powtarza. Na Łazienkowską znów przyjechała niżej notowana ekipa, która skazywana była na porażkę, a w pierwszych minutach spotkania z mistrzem Polski zepchnęła go do obrony, nałożyła pressing i mocno nastraszyła. Różnica była taka, że w starciu z Luksemburczykami sprzed dwóch lat kibice obejrzeli gole i na przerwę obie drużyny schodziły z bramkowym remisem, przy gwizdach zaniepokojonych boiskowymi wydarzeniami fanów. Mecz z Cypryjczykami przez 45 minut bramek nie przyniósł, a kibice, gdyby na trybunach byli pewnie też gwizdaliby głośno. Na Stadionie Wojska Polskiego trudno było mówić o jakiejś przewadze "Wojskowych".

Zobacz wideo Bartosz Kapustka w Legii. "Vuković potrafi odbudować piłkarzy"

- Cypryjczycy są nieustępliwi i charakterni. To nie jest jednak APOEL, który zdominował tamtejszą ligę od momentu, od którego do niej przyszedłem - mówił nam o Omonii tuż przed spotkaniem Maciej Żurawski. Były reprezentant Polski na Cyprze pojawił się w 2009 roku i przez sezon grał w Nikozji. - Jeśli Legia będzie na swoim normalnym wysokim poziomie, to powinna z Cypryjczykami sobie poradzić - dodawał, ale zaznaczał, że nie będzie to przyjemny mecz.

Przyjemnie rzeczywiście nie było i nie było też Legii na normalnym poziomie. Było jak z Dudelange, a może nawet trochę gorzej. Wtedy Legia całą drugą połowę grała w osłabieniu - czerwoną kartkę dostał Inaki Astiz, teraz w osłabieniu warszawianie musieli grać tylko od 56. minuty, a i tak przechodzili męki. Tym razem z boiska wyleciał Igor Lewczuk, za drugą żółtą kartkę. No i znowu było ciężko, skończyło się remisem, ale w dobie eliminacji czasów epidemii koronawirusa, w pierwszych trzech rundach kwalifikacji o wszystkim decyduje tylko jedno spotkanie. Może i dobrze.

- W Nikozji ta rywalizacja dla Legii byłaby jeszcze trudniejsza. To gorący teren, nie tylko z powodu pogody. Omonia u siebie gra bardzo ambicjonalnie - wspominał nam Żurawski. Napastnik pamięta o tym nie tylko z czasów swoich meczów, kiedy za jego kadencji Omonia zdobyła w lidze mistrzostwo. Jeszcze w barwach Wisły Kraków zremisował tam 2:2, a to były inne złote dla nas czasy. Z Omonią 5 lat temu rady nie dała sobie za to Jagiellonia. Po bezbramkowym remisie w Białymstoku, w Nikozji było 0:1 i puchary dla ekipy Michała Probierza skończyły się właśnie na Cyprze. Legia miała do rozegrania jeden mecz, wydłużony o dogrywkę. Tyle że w niej rządzili już goście, a legioniści popełniali błędy. Mladenović kiwał się przy linii bocznej, Jędrzejczyk sfaulował w polu karnym i było 0:1. Sędzia mógł co prawda chwilę później gwizdnąć karnego dla gospodarzy, bo zahaczany w polu karnym był Kante, ale jego gwizdek milczał. Po dobrych 5 minutach ataków legionistów gola na 2:0 strzeliła jednak Omonia. Tym razem kontratak zakończył Thiago. Zakończył z jakiś dwóch metrów, sam na sam z Borucem, bo nikt go nie krył. To był ten moment, w którym przez myśl przechodziło - może i dobrze, że na trybunach jest jednak pusto. Tych kibiców byłoby po prostu żal i to już trzeci raz w ciągu czterech ostatnich lat. Wyższość Sheriffa jeszcze jakoś znieśli, wygranej Luksemburczyków wytłumaczyć nikomu się już normalnie nie dało, to co powiedzieć im po Omonii?

Legia nie wiedziała, czego się spodziewać

Czy żal piłkarzy? Można zastanawiać się, czy grali tak słabo, czy zostali wpakowani na minę, bo nikt nie przestrzegł ich przed Cypryjczykami? Nie powiedział, że mają obecnie mniej więcej tylu kadrowiczów, co Legia? Że ich piłkarze to starzy wyjadacze, co grali w mocnych ligach Europy i solidnych klubach (Duris - liga rosyjska i czeska, Boutheac - Ligue 1, V.Gomes - liga portugalska, J.Gomes - Premier League , a dalej wymieniać można by jeszcze trochę). Czy nikt nie wspomniał, że w tym meczu trzeba będzie gryźć trawę, być skoncentrowanym i cwańszym od doświadczonego rywala, nie popełniać głupich błędów, wykorzystywać najmniejszą sytuację? Że tu już - z całym szacunkiem do Linfield i Rakowa Częstochowa - takie granie jak z nimi nie przejdzie? Czy nikt nie przypomniał im obrazków w Tyraspolu, czy radości piłkarzy Luksemburga na Łazienkowskiej?

Bartosz Slisz w przerwie spotkania pytany przez reportera TVP Sport, czy rywal ich zaskoczył, odparł, że Legia nie wiedziała, czego mogła spodziewać się po Omonii, "bo nie gra na co dzień z zespołami z Cypru". Idąc tą drogą stołecznemu zespołowi trudno wróżyć jednak sukcesy w el. Ligi Europy. Legia na co dzień nie gra też z żadnymi innymi drużynami z Europy. Co więcej, jest obawa, że znów grać nie będzie.

Przeczytaj też: