Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Z ciemnej chatki w obozie dla uchodźców na Stadion Światła. Jak przyspieszyło życie Alphonso Daviesa

W tej edycji Ligi Mistrzów Alphonso Davies pokonał już swój ulubiony klub i zatrzymał swojego idola. Chelsea i Leo Messi za nim. Został wielki finał przeciwko PSG. - Moja historia to nadzieja dla każdego, kto wątpi w siebie - napisał dla "The Players Tribune".

Miał 15 lat i został drugim najmłodszym piłkarzem w MLS. Dwa lata później Bayern kupił go z amerykańskiej ligi za rekordowe wówczas 10 milionów euro. Davies w pierwszym pełnym sezonie w Monachium zmienił pozycję, grał w wyjściowym składzie na lewej obronie, doszedł do finału Ligi Mistrzów, po drodze wyeliminował swój ulubiony klub - Chelsea i zatrzymał idola - Lionela Messiego. Oliver Kahn, dyrektor Bayernu, mówi, że Kanadyjczyk ma nieograniczony potencjał. Gazety nazywają go "piłkarską wersją Usaina Bolta", a Thomas Mueller z typowym dla siebie poczuciem humoru - "strusiem pędziwiatrem". - Robi "meep, meep, meep" i już go nie ma - śmiał się po jednym z meczów. Rekord Bundesligi w szybkości biegu (36,51 km/h) należy do niego, tytuł objawienia sezonu zresztą też. Ma już dwa medale za mistrzostwo i dwa Puchary Niemiec. Cztery asysty w Lidze Mistrzów i opinię największego talentu na świecie.

Zobacz wideo

- Wszystko wygląda na z góry zaplanowane? Że tak po prostu musiało być? Że było mi to pisane? Nie było - zwraca się do czytelników na "The Players Tribune". Kanada? Piłkarze rodzą się w Argentynie, Brazylii i w Europie. W Edmonton, skąd pochodzi, gra się w hokeja, a nie w piłkę. "Masz wrażenie, że mieszkasz w zamrażarce". Od września do marca nie można grać na dworze, bo śniegu po kostki i zimno jak diabli. Poza tym mały Alphonso nie bardzo miał czas biegać za piłką, bo rodzice sporo pracowali, a na nianię nie było ich stać. On musiał zajmować się siedem lat młodszym bratem i jedenaście lat młodszą siostrą. Gdy kumple szli grać w piłkę w hali, on przygotowywał kaszkę i włączał bajki. Nie wkurzał się, był wdzięczny rodzicom za poświęcenie. W ten sposób się odpłacał. Mając 14 lat uprawiał wszystkie sporty: lekkoatletykę, koszykówkę, siatkówkę, piłkę nożną, w końcu wszedł nawet na lodowisko i próbował grać w hokeja. - Byłem nerwowym wrakiem, bardzo nieśmiałym chłopcem. Nie czułem, że jestem najlepszym piłkarzem - napisał.

Z ciemnej chatki w obozie na Stadion Światła 

Miał sześć lat, gdy pierwszy raz zobaczył śnieg. Wyszedł przed dom w szortach i bluzce z krótkim rękawem. Był w szoku. Dotknął - zimny. Przyłożył do ust - bez smaku. Dzieci po drugiej stronie ulicy lepiły już bałwana. Daviesowie pół roku wcześniej przybyli do Kanady w ramach programu przesiedleńczego. Uciekali przed wojną w Liberii. Matka wspomina: - Żeby znaleźć jedzenie trzeba było przechodzić między ciałami. To było straszne, wokół nas ginęli ludzie, mogliśmy być następni.

Uciekli do Ghany. W obozie dla uchodźców w Buduburam w 2000 roku urodził się Alphonso. Oficjalna strona Bayernu pokazała zdjęcia jego pierwszego domu. Była to maleńka chatka ze zbitych desek, kawałka blachy i firan. Bez prądu, dostępu do wody. Obóz był wtedy przeludniony, więc brakowało wszystkiego. - Nie było jedzenia, ubrań… A dzisiaj jesteśmy tutaj, Alphonso jest w Bayernie. Jestem niezwykle dumna. W Ghanie było bezpiecznie, ale trudno było tam żyć. Byliśmy głodni, ludzie wokół nas też, ale najbardziej martwiliśmy się, czy będziemy mieli coś do jedzenia dla naszych dzieci - opowiada Victoria, mama piłkarza Bayernu.

W Buduburam doszło do rodzinnego dramatu: tuż przed wylotem do Kanady najstarsza córka Daviesów zaginęła. Odnaleźli się dopiero po latach. Alphonso niewiele z tamtego miejsca pamięta, ale ma świadomość, gdzie zaczynał. W wielu wywiadach dziękuje rodzicom za determinację, która pozwoliła im uciec do lepszego życia w Kanadzie i dać szansę swoim dzieciom. Matka wciąż wzrusza się, gdy tylko widzi syna w telewizji. Podczas finału wyleje mnóstwo łez - niezależnie od wyniku. Wcześniej porozmawiają. To ich tradycja: Alphonso dzwoni do domu przed każdym meczem. Chwila rozmowy wystarcza. On zapewnia, że będzie na siebie uważał, oni życzą mu powodzenia. 

- Kiedy zacząłem grać w Vancouver Whitecaps potrzebowałem czasu, żeby się dostosować. Zawsze grałem ze starszymi chłopakami, ale gdy trafiłem do rezerw, w których byli głównie dorośli piłkarze, zderzyłem się ze ścianą. Nie mogłem za nimi nadążyć, nie byłem wystarczająco silny, za wolno biegałem i za wolno podejmowałem decyzje. Myślałem: czy mogę z nimi grać? - wspomina Davies na "The Players Tribune". Z czasem wśród seniorów czuł się coraz lepiej i awansował do pierwszej drużyny. - Na jednym z treningów stanąłem przed naszym kapitanem. Wysoki, barczysty facet. Wykonałem trick - nie wiem, jak to zrobiłem, ani co to konkretnie było - ale zadziałało. Minąłem go, a pozostali koledzy wiwatowali. Ten chudy dzieciak z Edmonton właśnie wszedł do drużyny i zawstydził kapitana. Odwróciłem się i zobaczyłem jego twarz. Był bardzo zdenerwowany. Myślałem, że mnie zabije, więc przez resztę treningu nawet się do niego nie zbliżałem - wspomina.

W lipcu 2018 Vancouver Whitecaps opublikowało zdjęcie Alphonso Daviesa, na którym ogrywa bezradnego przeciwnika w meczu MLS. W opisie zacytowano okiwanego: "Och, ma tylko 17 lat? Nie ma nawet prawa jazdy? Ze swoją szybkością, techniką i umiejętnościami - jeśli będzie pracował jeszcze ciężej w defensywie - będzie mógł wtedy grać w Europie". Pół roku później Davies przeszedł do Bayernu, którego ograny piłkarz był symbolem. Bastian Schweinsteiger szybko poznał możliwości Alphonso.

Wynaleziony przez przypadek

Jak na najlepszy wynalazek przystało, Davies na lewej obronie w Bayernie został odkryty przez przypadek. Miał być w tym sezonie rezerwowym skrzydłowym, ale akurat kontuzje wyeliminowały wszystkich lewych obrońców. Do pierwszego składu wszedł więc bez kolejki, a teraz na tej pozycji trudno wyobrazić sobie kogoś innego.

Bayern do jego znakomitych występów dorabia teorię, że wszystko to zaplanował. Że gdy zimą 2019 roku kupował go za 10 milionów euro z Vancouver już dostrzegał w nim talent pierwszej wody. - Wiedzieliśmy, że to jeden z największych talentów młodego pokolenia - przekonuje dyrektor sportowy Hasan Salihamidzic. Ale niezależnie od tego, jak dobrze na swojej robocie znają się skauci Bayernu, to co wyprawia Davies, musiało przejść ich oczekiwania. Wszedł do drużyny bez stania w kolejce, bo w październiku w trakcie jednego tygodnia posypała się cała obrona Bayernu. Na długo wypadli kontuzjowani Lucas Hernandez i Niklas Suele, a Alaba ze względu na problemy z żebrami też opuścił w tym czasie kilka meczów. Davies był opcją awaryjną. Ze skrzydła został przesunięty na lewą obronę, bo miał już niewielkie doświadczenie na tej pozycji z czasów gry w Kanadzie. 

- Wiedziałem, że Davies może być lewym obrońcą - zapewnia trener Hansi Flick. - Dzięki swojej szybkości i sile potrafi odzyskiwać pozycję i świetnie przechodzi z obrony do ataku - mówił na konferencji po meczu z Freiburgiem, gdy cały świat zachwycał się jego asystą przy trafieniu Lewandowskiego. A właściwie tym, że zanim podał mu piłkę, przebiegł z nią 73 metry w równo 10 sekund. Ale jednak Flick razem z Niko Kovacem, gdy na początku wpuszczali Davisa na boisko, ustawiali go na skrzydle - trzy razy na prawym, sześć razy na lewym. Dopiero problemy kadrowe zmusiły ich do eksperymentu. - Musiałem się zmienić. Całe życie myślałem tylko: atak, atak, atak. Nagle zacząłem myśleć: broń, broń, broń. Ale jeśli tylko wiem, że za mną ktoś zostaje, od razu ruszam do przodu - opisuje Kanadyjczyk

- Szybkość jest jego ekstremalną bronią. Cechą, która wyróżnia go na tle reszty - mówi Holger Seitz, szef działu młodzieżowego Bayernu. - Każdy zawodnik Bayernu potrzebuje czegoś wyjątkowego. Przeciętność nie wystarcza. Davies jest stworzony do futbolu na najwyższym poziomie, bo jest szybki, pewny siebie, ale i świadomy niedoskonałości. Błyskawicznie dorósł.

Najpierw odpowiedni scenariusz, a dopiero później film. Davies chce zostać aktorem

Po kilku miesiącach w Niemczech udzielił pierwszego wywiadu i gdy wszyscy spodziewali się, że będzie mówił po angielsku, on zaimponował całkiem dobrym niemieckim. A gdy ci sami eksperci powtarzali, że młodemu piłkarzowi muszą zdarzać się wahania formy i za chwilę na ten jeden znakomity mecz przypadną dwa gorsze, Davies wciąż na nie czeka. Od kilkudziesięciu spotkań. Przed finałem Ligi Mistrzów nikt już nie ma co do niego wątpliwości. Przeszedł chrzest bojowy: w Bundeslidze zatrzymywał chociażby Jadona Sancho, w Lidze Mistrzów poradził sobie z Lionelem Messim. Jest jednym z nielicznych piłkarzy na świecie, którego nie przeraża wizja ścigania się z Angelem Di Marią czy Kylianem Mbappe. 

O ile na boisku Davies przypomina bestię, o tyle poza nim jest skromny i ujmujący. Wciąż zachwyca się tym, że może wejść do szatni pełnej gwiazd i uścisnąć rękę Lewandowskiemu, Thiago czy Alabie. - Wciąż mówię sobie "wow". Dorastałem, obserwując ich w akcji, więc jest to dla mnie niesamowite - mówił kanadyjskim portalom. Opowiedział też o pierwszym spotkaniu z Robbenem. - To było zaraz po przyjeździe do Monachium. Wszedłem do klubu, a on był pierwszą znaną osobą, którą zobaczyłem. Stanąłem jak wryty. Gapiłem się na niego kilka sekund i nie bardzo wiedziałem, co mam powiedzieć. To on zaczął, ośmielił mnie. Później jeszcze długo śmiał się z mojej reakcji - wspominał Davies. A gdy po transferze do Bayernu, Mats Hummels przywitał się z nim na Instagramie, dwa razy sprawdzał czy to jego prawdziwe konto.

Dziennikarze pytali go też o podstawowe różnice między grą w Vancouver a Monachium. - Chyba śnieg - stwierdził z rozbrajającym uśmiechem. - W Kanadzie traciłem przez niego sporo czasu, bo nie mogłem grać na zewnątrz przez większość roku. W Bayernie mogę grać przez cały czas. To spełnienie marzeń. Świetnie się tym wszystkim bawię - mówił dla oficjalnej strony Bundesligi. I to kolejna cecha charakterystyczna dla Daviesa - nieschodzący z twarzy uśmiech. Bawi się na boisku i w mediach społecznościowych. To on pokazał Tik-Toka w szatni Bayernu i namówił kolejnych piłkarzy do wygłupiania się przed kamerą. - Zainspirowałem Roberta Lewandowskiego, dobrze mu idzie - śmieje się Davies, który po zakończeniu kariery chciałby zostać aktorem. Jeden z dziennikarzy stwierdził, że może wtedy sam wcieli się w postać Alphonso Daviesa w filmie biograficznym. - Może! Zobaczymy, co będzie. Uwielbiam kino, ale na razie skupiam się na piłce - mówi. W filmie tak już jest, że najpierw trzeba zadbać o jak najlepszy scenariusz.