Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ulga Roberta Lewandowskiego była ogromna. Dwóch piłkarzy Bayernu rywalizowało o miano bohatera

Bayern wygrywa trzema bramkami już nawet te mecze, w których nie czaruje. Robert Lewandowski kończy z bramką nawet wtedy, gdy piłka średnio go słucha. Po 3:0 z Lyonem Bayern jest w finale Ligi Mistrzów. Ale na Neymara i Mbappe potrzeba będzie dużo więcej.

Półfinały się odbyły. Tyle można powiedzieć. Nawet tak chwalona formuła turnieju finałowego w Lizbonie nie jest ratunkiem, gdy w meczach jest wielka różnica sił. PSG nie dało RB Lipsk żadnych szans. Bayern dał dużo szans Lyonowi, ale i tak już do przerwy zrobił swoje. W drugiej połowie mógł wyhamować, myśleć o finale i jeszcze podwyższyć prowadzenie. To były półfinały ziewania w drugich połowach. Ale finał zapowiada się fantastycznie.  

Zobacz wideo Red Bull i jego najnowszy klub już robią furorę. "Absolutnie imponujący projekt" [SEKCJA PIŁKARSKA #59]

Po jednej stronie Neymar z Mbappe, którzy wcześniej czy później skruszą każdą obronę. Po drugiej Lewandowski i Serge Gnabry, duet na 24 gole, na liście najskuteczniejszych w obecnej LM przedziela ich tylko Erling Haaland. Roberta Lewandowskiego dopadła w półfinale seryjna nieskuteczność, zdarzają mu się od czasu do czasu takie mecze. Ale Bayern Flicka wprowadza w pole karne rywala tylu piłkarzy, że nawet kiks Lewandowskiego tuż przy linii bramkowej miał szansę w tym meczu zmienić się w asystę przy golu Gnabry’ego na 2:0. A i swojego gola Lewandowski wreszcie znalazł, wyskakując nad Marcelo po rzucie rożnym i  uderzając głową kilka minut przed końcem. I znów, jak w ćwierćfinale z Barceloną, jego ulga że wreszcie wpadło była ogromna, choć losy meczu już rozstrzygnięte.  

Lyon miał plan jak na City. Ale Neuer nie był Edersonem

Bayern jest w finale po siedmiu latach przerwy. Strzelił trzy gole, rzadko mu się ostatnio zdarza mniej. Nie stracił żadnej bramki. A jednak spokoju przed finałem ten mecz nie dał. W obronie Bayernu było tyle niezdecydowania, że Manuel Neuer może śmiało konkurować z Serge’em Gnabrym o tytuł bohatera wieczoru. Gnabry przez 88 minut meczu był jedynym piłkarzem na boisku, który umiał trafić do bramki, choć sytuacji nie brakowało. Za mało było w atakach Bayernu współpracy, za dużo indywidualnego bohaterstwa. W pressingu też nie było już tej synchronizacji co w meczu z Barceloną. Robert Lewandowski raz nie trafił dobrze w piłkę dwa metry przed bramką, raz minął się z piłką, którą wystarczyło tylko trącić butem. Thomasa Muellera było cały czas słychać, ale rzadko widać. Leon Goretzka raz ratował, raz wpędzał w kłopoty. Mocno spuścił z tonu Alphonso Davies.

Ale nawet taki rozkalibrowany Bayern był dla Olympique Lyon za mocny. Rywale z Francji mieli na ten mecz podobny plan jak na ćwierćfinał z Manchesterem City. Ale Manuel Neuer nie był Edersonem – a gdy i Neuer by nie poradził, jak w 17. minucie, Karl Toko Ekambi trafił z bliska w słupek – a ofensywni piłkarze Bayernu nawet bez płynności z ćwierćfinału potrafili tworzyć groźniejsze sytuacje niż City. Nie udawało się odpowiedzieć na ataki Lyonu lepszą współpracą, to Gnabry dał prowadzenie po rajdzie i strzale z daleka. Nie wychodziły podania w polu karnym, to wyszła wspomniana asysta kiksem. Jak przystało na zespół, który w obecnej Lidze Mistrzów znalazł sposób na każdego. Wygrał wszystkie mecze, tylko jednemu przeciwnikowi strzelił mniej niż trzy gole – z Olympiakosem Pireus w  Monachium było w fazie grupowej 2:0 – ma szansę zostać pierwszą drużyną, która wygra wszystkie mecze. Zdobyć drugi raz w historii klubu potrójną koronę. Ale póki na drodze stoją Mbappe, Neymar, Di Maria, do Pucharu Europy jest jeszcze bardzo daleko.  

Czytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .