Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Robert Lewandowski o krok od spełnienia największego marzenia. Na taką bramkę czekał cztery lata

Chociaż Bayern Monachium pokonał Olympique Lyon 3:0 w półfinale Ligi Mistrzów, to ten mecz długo nie układał się po myśli Roberta Lewandowskiego. Ostatecznie Polak jednak przełamał się i jest o krok od wymarzonego sukcesu.

Chociaż gol Roberta Lewandowskiego tylko przypieczętował kolejne wysokie zwycięstwo Bayernu Monachium, to radość Polaka była ogromna, a uśmiech nie zszedł z jego twarzy do końca meczu. Najlepszy strzelec Ligi Mistrzów w tym sezonie na awans do finału tych rozgrywek czekał siedem lat. Trzy lata krócej przyszło mu czekać na bramkę w ich półfinale. W poprzednich latach zamiast goli były rozczarowujące porażki, kontuzje i wątpliwości, czy Monachium jest miejscem, w którym można spełniać marzenia.

Zobacz wideo Legia zaczyna walkę o LM. Lewandowski gra o wszystko [SEKCJA PIŁKARSKA #59]

I w środę mógł wreszcie odetchnąć. Bayern awansował do finału Ligi Mistrzów, a Lewandowski strzelił gola w półfinale. Polak przełamał się w meczu, w którym długo wydawało się, że pod bramką Olympique'u Lyon sprzysięgło się przeciwko niemu wszystko, co najgorsze.

Jak on tego nie strzelił?

Gdyby nie trafienie z 88. minuty moglibyśmy napisać, że o środowym występie Lewandowski powinien jak najszybciej zapomnieć. Ilość pecha, jaka prześladowała kapitana reprezentacji Polski, przypominała o jego najgorszych chwilach w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Niewiele brakowało, byśmy mogli napisać, że Bayern znów wygrał, ale Lewandowski znów nie był sobą na najważniejszym etapie rozgrywek.

Jego pech zaczął się w 11. minucie, kiedy powinien mieć piątą asystę w tym sezonie Ligi Mistrzów. Powinien, jednak zawiódł go Leon Goretzka, który po znakomitym rozegraniu piłki z Lewandowskim nieczysto trafił w nią w polu karnym i nie dał Bayernowi prowadzenia, mimo doskonałej okazji. Kwadrans później Polak znów pokazywał się do podania, tym razem wychodząc na pozycję do strzału, jednak jego pracy nie zauważył Alphonso Davies, który zamiast przed pole karne zagrał wszerz niego. Po wyborze Kanadyjczyka Lewandowski tylko bezradnie rozłożył ręce.

Wszystko to było jednak tylko wstępem do tego, co wydarzyło się w 33. minucie, kiedy miała miejsce sytuacja, która najlepiej podsumowuje to, jakiego pecha miał Polak w środowy wieczór. To wtedy z lewej strony, wszerz pola karnego zagrał Ivan Perisić, a Lewandowski zamiast podwyższyć na 2:0, poślizgnął się tuż przed bramką Anthony'ego Lopesa. Chociaż najlepszy strzelec Bayernu Monachium zawsze zamienia takie sytuacje na gole z zamkniętymi oczami, tym razem trącił piłkę plecami w stronę Serge'a Gnabry'ego, który zrobił to, co nie udało się Lewandowskiemu.

Szansa na wymazanie historii z Wembley

Polakowi w środę brakowało szczęścia, ale czasami też odpowiedniego timingu. Pięć minut po sytuacji z drugim golem Lewandowski nie zdążył do wrzutki Gnabry'ego. Gdyby sięgnął piłkę, bez wątpienia podwyższyłby na 3:0. Podobnie było w 68. minucie, gdy napastnik Bayernu nie dał rady uprzedzić obrońców Olympique'u Lyon po dośrodkowaniu Thomasa Muellera.

Jeszcze w końcówce wydawało się, że pech będzie prześladował Lewandowskiego od pierwszej do ostatniej minuty. Na 10 minut przed końcem Polak doskonale wyłożył piłkę Goretzce, jednak jego obiecujący strzał zatrzymał się na plecach Muellera. Jak pech, to pech. Wydawało się, że pierwszy raz w tej edycji Ligi Mistrzów Lewandowski skończy mecz nie tylko bez gola, też bez choćby asysty.

Na szczęście na dwie minuty przed końcem spotkania Polak wyskoczył wyżej od Marcelo do dośrodkowania Joshuy Kimmicha i zdobył 15 bramkę w tej edycji Ligi Mistrzów. Środowe spotkanie Lewandowski zakończył z czterema strzałami (najwięcej w Bayernie) i trzema celnymi. Napastnik mistrza Niemiec nie tylko szukał szansy przełamania się w polu karnym rywali, ale też jak zawsze pracował w obronie i pomagał w rozegraniu. Lewandowski zaliczył dwa odbiory i jeden przechwyt, miał dwa kluczowe podania i 89-procentową skuteczność wszystkich podań.  

Polak jest o dwa trafienia od wyrównania rekordu Cristiano Ronaldo, który w jednej edycji tych rozgrywek strzelił 17 goli. Kolejny rekord Lewandowski z pewnością zamieni jednak na wymarzone zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Szansa na historyczny triumf i wymazanie tego, co wydarzyło się siedem lat temu na Wembley, już w niedzielę.