Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pobity, wyśmiewany i odarty ze złudzeń. Przemiana Bayernu zaczęła się przy grillu

Czy to ten sam Bayern, który został zezłomowany po klęsce z Liverpoolem, uznany za podwórkowego króla, który zdziwaczał i żałuje milionów na transfery? Zmienił się w rok tak, że niektórzy widzą w nim faworyta ćwierćfinału z Barceloną (początek w piątek o 21, relacja na żywo w Sport.pl). A zaczęło się to wszystko przy grillu.

Przy grillu stał Uli Hoeness, prezes Bayernu. Piekł bratwursty, z których słynie jego firma. Obok oldboje Bayernu grali mecz charytatywny z miejscowymi oldbojami, reprezentacją Odenwaldu. Był maj 2018, Bayern 10 dni wcześniej odpadł w półfinale Ligi Mistrzów z Realem, remisując w rewanżu na Bernabeu (u siebie przegrał 1:2). Właśnie się kończyła misja trenera Juppa Heynckesa, który – ubłagany przez Hoenessa – przerwał emeryturę, zostawił swoją farmę, by przez kilka miesięcy gasić pożar po Carlo Ancelottim. Uratował mistrzostwo, Ligi Mistrzów wygrać nie zdołał. Niedługo po tym grillu przegrał też w słabym stylu finał Pucharu Niemiec z Eintrachtem Frankfurt.  

Heynckes doprowadził do mety Bayern zmęczony sobą, z Robertem Lewandowskim walczącym o zgodę na negocjacje z Realem, coraz bardziej osamotnionym w szatni. Wkrótce drużynę przejmie Niko Kovac, który we wspomnianym finale Pucharu Niemiec prowadził Eintracht. Ale dla dzisiejszego Bayernu, ofensywnego potwora, który w 2020 roku strzela rywalom średnio po trzy gole na mecz, traci punkty raz na 24 mecze i będzie dziś walczyć z Barceloną o półfinał Ligi Mistrzów, ważniejszy od ówczesnego nowego trenera Kovaca okazał się stary znajomy, którego Hoeness spotkał przy grillu. Tym znajomym był Hansi Flick.  

Zobacz wideo "Lekkim faworytem jest Bayern, ale Barcelona ma coś do udowodnienia"

Bayern jak worek treningowy: pobity, wyśmiewany i odarty ze złudzeń 

Flick to były asystent Joachima Loewa w reprezentacji Niemiec (razem zdobyli mistrzostwo świata 2014), były dyrektor sportowy niemieckiej federacji, i były piłkarz Bayernu, z którym zdobył pięć mistrzostw i grał w Pucharze Europy. A ściągał go do tego klubu menedżer Uli Hoeness. Flick mógłby w Odenwaldzie zagrać w drużynie oldbojów Bayernu, ale odmówił, gra już rzadko. Wpadł na festyn niezobowiązująco, porozmawiać ze znajomymi, z domu w Bammental miał godzinę jazdy. Dziennikarz „Sueddeutsche Zeitung” opisując tę historię wspomina, że tamtego dnia grillujący Hoeness i Flick byli nierozłączni. Ale prezes Bayernu dopiero po jakimś czasie wrócił z propozycją, I najpierw zaproponował Flickowi pracę z młodzieżą Bayernu. Dopiero wiosną 2019 zaprosił go do sztabu Kovaca, widząc że tam bardzo trzeba wzmocnień.  

Bayern wiosną 2019 był drużyną w podwójnej koronie – miał mistrzostwo i Puchar Niemiec – ale był też drużyną klęski. Z Ligi Mistrzów odpadł już w 1/8 finału, czego dawno nie doświadczył. W dwumeczu z Liverpoolem został odarty ze wszelkich złudzeń. Szanse w pierwszym meczu jeszcze uratował, bo nastawił się na 0:0, za cenę rezygnacji z ataków: nie oddał żadnego strzału na bramkę, co mu się nie zdarzyło w LM od czterech lat. Rewanż przegrał już bezapelacyjnie, a Robert Lewandowski pierwszy raz kończył LM bez bramki w meczach fazy pucharowej. Tamten Bayern był traktowany w mediach jak worek treningowy: szefowie stracili kontakt z rzeczywistością i chcą jakimiś biedatransferami gonić Europę, dyrektor Hasan Salihamidzić jest figurantem, Kovac ma słaby warsztat. A Lewandowski jeśli chce wygrać Ligę Mistrzów powinien odejść. Ale gdzie niby ma odchodzić, skoro w 1/8 finału LM był bezradny nie tylko w walce z Virgilem van Dijkiem, ale nawet Joelem Matipem. Itp., itd.  

Poprzednim Bayernem tak bolesnej klęski był ten z 2012, który przegrał finał LM u siebie z lekceważoną Chelsea. Wtedy, mimo szoku, szefowie Bayernu zdecydowali się pozostawić przegranego trenera Heynckesa na jeszcze jeden sezon, dokupili mu świetnych piłkarzy (m.in. Javiego Martineza i Mario Mandżukicia) i już rok później Bayern był królem Europy. Ale kto w lecie 2019 wierzył, że z Bayernu Kovaca można w rok zrobić postrach Europy? Kovac pozostał trenerem na nowy sezon, bo obronił go dublet mistrzostwo-puchar. Ale takiej szczerej wiary w jego moce już w klubie nie było. Przy pierwszym kryzysie w nowym sezonie Kovac odszedł, a jego miejsce zajął Flick, najpierw tymczasowo. I wtedy zdarzyło się coś, co się wydarzyć teoretycznie nie miało prawa.  

Tyle można było przeczytać w ostatnich dniach – po nominacji zupełnie niedoświadczonego Andrei Pirlo na trenera Juventusu - o tym, że dziś rola trenera w wielkich korporacjach piłkarskich zmalała do minimum. Że właściwie trener ma głównie dobrze wyglądać, dobrze mówić, dobrze reprezentować swoją korporację, godzić różne frakcje w szatni i w klubie. Ale Hansi Flick, trener który nigdy nie pracował samodzielnie w Bundeslidze, który wiosną 2020 pierwszy raz doświadczył z ławki fazy pucharowej Ligi Mistrzów, chyba o tym nie wiedział. Nie myślał o tym jak reprezentować, jak godzić, jak wyglądać i jak mówić. Myślał o tym, o ile metrów skorygować pozycję jednego piłkarza, o ile drugiego, jak na nowo rozdać obowiązki na boisku, jak wysoko podciągnąć obronę, jak skoordynować pressing. Krótko mówiąc, nadal jest możliwe, że trener w gigantycznej piłkarskiej korporacji zajmuje się pracą. I że potrafi zdziałać cuda. 

Mueller: znam Flicka od dawna i też nie wierzyłem, że będzie aż tak dobry 

Wszyscy wmawiali Bayernowi, że trzeba wydawać krocie, żeby znów być groźnym w Lidze Mistrzów. I Bayern niby wydał latem dużo pieniędzy na nowych piłkarzy, ale to nie to go odmieniło. Ani nie dostał tyle ile się spodziewał od Lucasa Hernandeza kupionego za rekordowe dla tego klubu 80 mln euro (więcej w obronie dał tańszy Benjamin Pavard, a najwięcej: David Alaba i Jerome Boateng, od lat w klubie), ani od wypożyczonego za duże pieniądze Philippe Coutinho, który miał być gwiazdą Bundesligi, a nie zawsze łapie się do składu (nie gorszy od niego był wypożyczony za mniejsze pieniądze Ivan Perisić). Drużynę odmienił Flick, a nie transfery. On zabiegał u dyrektora Salihamidzicia o nowe wzmocnienia, ale nie szukał wymówek, tylko rozwiązań. Nawet piłkarze Bayernu, którzy go znali od lat jako asystenta Joachima Loewa byli zaskoczeni, jak odważnie się wziął do zmian, jak konkretny miał plan i jak to się zaczęło szybko sprawdzać. Thomas Mueller przyznał właśnie w wywiadzie dla „Sueddeutsche Zeitung”: znam Flicka od dawna, ale nie wierzyłem, że będzie aż tak dobry.  

Jeszcze jesienią 2019 Robert Lewandowski narzekał, że oś drużyny złożona tylko z Manuela Neuera w bramce i Lewandowskiego w ataku to trochę za mało. A Bayern ma nie tylko pełną oś, ale podwójnie wzmocnioną. Od Neuera, przez Alabę z Boatengiem, Kimmicha z Goretzką po Lewandowskiego z Muellerem. Ten ostatni, odsuwany na boczny tor przez Ancelottiego, przez Kovaca, dziś bije rekordy asysty. A im lepszy Mueller, tym lepszy Lewandowski. Im bliżej Mueller Lewandowskiego, tym obaj są groźniejsi. Tak to kiedyś poskładał metodą prób i błędów Pep Guardiola i od tego czasu nikt w ataku Bayernu nie wymyślił lepszego duetu (choć nić porozumienia Lewandowskiego z Serge’em Gnabrym też jest silna).  

Mueller mówi, że Bayern Flicka najbardziej przypomina właśnie Bayern Guardioli. Dlatego, że jest uporządkowany i z jasnymi wytycznymi. Trener mówi: bronimy wyżej i nie ma dyskusji. Rozdziela zadania i trzeba je wypełnić. Wcześniej może być dyskusja, co komu najbardziej pasuje. Na boisku nie ma dyskusji ani wahania. Przerywa treningi, jeśli piłkarze robią coś niedbale. - U Guardioli każda z pozycji na boisku miała jasne wytyczne. Jeśli ktoś ich nie wypełniał, to jego miejsce zajmował kto inny. Nie było „mógłby” czy „chciałby”. U Hansiego też są jasne wytyczne, a nie opcje. Jeśli konkretne zagraniu przeciwnika jest sygnałem dla Benjamina Pavarda, by ruszyć do pressingu, to Pavard robi to ze wszystkich sił. Bo wie, że wszyscy wiedzą, że on rusza do pressingu, i będą go ubezpieczać – tłumaczy Mueller.

A gdy mówi, że żyje na boisku z automatyzmów, że automatyzmy chronią piłkarzy przez zawahaniem, dają zachętę, by robić wszystko na sto procent i Flick potrafi je z drużyną wyćwiczyć, to jakby słuchać opowieści Lewandowskiego o tym trenerze. Lewandowski lubi pracę w pressingu, ale bywał do niej u ostatnich trenerów Bayernu zniechęcony, bo niedoskonale zorganizowany pressing kradnie siły i frustruje. – Teraz nasz wydział ataku jest pierwszą linią pressingu, musi pracować bardzo intensywnie. I taki Kingsley Coman, albo Serge Gnabry, albo i Robert Lewandowski szybko wychwycili: kiedy zrywam się do pressingu na sto procent, stawiam rywala pod presją, to szybko dostaję nagrodę: świetne okazje bramkowe. Więc wracają do pressingu. Nie robimy tego, żeby nabijać liczniki biegowe, tylko żeby wygrać mecz – mówi Mueller.   

Pod wodzą Hansiego Flicka Bayern zagrał najlepszą rundę rewanżową w historii Bundesligi. Do rekordu strzelonych goli zabrakło jednego (rekord to 101). Bayern Heynckesa 2013 też dużo lepszy był wiosną niż jesienią, a zupełnie nieuchwytny dla rywali stał się od ćwierćfinału. Flick i jego Bayern – w pierwszym sezonie bez Ribery’ego i Robbena, symboli drużyny Heynckesa – właśnie dotarli do tego punktu. Wiele już zrobili, ale cel jest wciąż daleko: teraz czeka Barcelona, a hiszpańskie kluby były w ostatnich latach przekleństwem Bayernu w LM. Po ewentualnym zwycięstwie trzeba zagrać o finał z City Pepa Guardioli lub Lyonem. To dla Ligi Mistrzów Bayern ściągał do Monachium Guardiolę, a potem poprawił Carlo Ancellottim. Bez efektu.

Ale Liga Mistrzów lubi przewrotne historie: kluby planują, wydają miliony, wyrywają sobie najlepszych trenerów, a potem wygrywa żółtodziób Zinedine Zidane,  niecałe pół roku po tym jak przejął zmęczony sobą Real od Rafaela Beniteza. Albo tymczasowy trener Roberto di Matteo prowadzi do Pucharu Europy Chelsea, która w 2012 miała już być projektem przeterminowanym. Choć akurat Chelsea, di Matteo i 2012 lepiej mimo wszystko Bayernowi nie przypominać.  

Przeczytaj także: