Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najlepiej zorganizowany i jedyny taki turniej w historii futbolu. "Powrót do gry"

W środę rozpocznie się najlepiej zorganizowany turniej w historii piłki nożnej. Najlepsze osiem zespołów Ligi Mistrzów spotka się w Lizbonie, by w szalonym tempie dokończyć te rozgrywki. Jedno miasto, dwa stadiony, jedenaście dni, siedem meczów i tylko jeden zwycięzca. UEFA liczy, że to wszystko się uda.

UEFA przygotowała się do dokończenia tej edycji Ligi Mistrzów jak najpilniejszy student - przerobiła pytania, znalazła odpowiedzi, wszystko logicznie sformułowała. Trafiła jednak na najbardziej wymagającego egzaminatora - koronawirus może zadać pytanie nawet spoza podręcznika. Już zastawił pierwszą pułapkę: dwóch piłkarzy Atletico Madryt w niedzielę otrzymało pozytywny wynik testu. Ale europejska federacja nie dała się zagiąć: pechowcy - Angel Correa i Sime Vrsalijko - zostali odizolowani od reszty zespołu, która od poniedziałku kontynuuje przygotowania do czwartkowego ćwierćfinału z RB Lipsk. Takie są procedury, że jeśli klub ma 13 piłkarzy z negatywnym testem, gra dalej. Nie da rady tylu uzbierać? Przegra walkowerem.

Zobacz wideo Lewandowski zaczyna turniej finałowy Ligi Mistrzów [SEKCJA PIŁKARSKA #58]

Tygodnie walki o dokończenie sezonu

W lutym, po pierwszych rewanżach w 1/8, wydawało się, że awanse Atletico Madryt i RB Lipsk do ćwierćfinału nie będą miały znaczenia, bo Ligi Mistrzów i tak nie uda się dokończyć. Nawet prezes Atletico - Miguel Angel Gil - żartował, że w takiej sytuacji trzeba wręczyć trofeum jego klubowi, bo wyeliminował poprzedniego zwycięzcę, czyli Liverpool. Żarty się skończyły, gdy federacja i kluby pomyślały o olbrzymich stratach finansowych z racji niedogrania sezonu. To był czas niepewności, krajowe ligi dopiero szukały rozwiązań na dokończenie rozgrywek i uniknięcie strat. UEFA była w gorszej pozycji - jej format zakłada przecież podróże między krajami, z których każdy wprowadził własne obostrzenia. 

W maju federacja poinformowała, że spróbuje doprowadzić rozrywki do końca. Nad szczegółami pracowano już w gabinetach. Było wiadomo, że ta edycja Ligi Mistrzów nie będzie miała wiele wspólnego z poprzednimi. Dwumecze odpadały, podróże też. Turcja przekonywała, że może zorganizować turniej na wzór mistrzostw świata czy Europy. Ale UEFA nie była przekonana. Zgłaszali się też Niemcy, Hiszpanie, Węgrzy i Portugalczycy.

UEFA analizowała plusy i minusy wszystkich tych miejsc. Zdecydowała się na Portugalię, która wówczas - w maju - nie była tak wyraźnie dotknięta pandemią. Europejska federacja miała już miejsce i opracowany format turnieju. Musiała jeszcze wszystko dokładnie zorganizować.  W normalnych okolicznościach, chociażby w przypadku Euro, trwa to kilka miesięcy. Ale tyle czasu nie było - musiały wystarczyć tygodnie. UEFA współpracowała w portugalskim rządem w zakresie sporządzenia protokołu zdrowotnego. Uspokajała sponsorów, prowadziła niełatwe rozmowy z nadawcami. Wynegocjowała nowe umowy - część pieniędzy będzie musiała zwrócić, ale dopiero po rozegraniu turnieju okaże się, jak duże będą to straty. Władze federacji zrobiły jednak wszystko, żeby były możliwie najmniejsze.

W lipcu, gdy wszystko miało już ręce i nogi, w Portugalii odnotowano nagły wzrost zachorowań na koronawirusa. Lizbona była głównym ogniskiem. Rząd wprowadził godzinę policyjną, a turniej stanął pod znakiem zapytania. Kolejne rozmowy, negocjacje, analizy. Portugalia opanowała sytuację. Wrócił względny spokój. 4 sierpnia UEFA przedstawiła klubom ostateczną wersję projektu, nad którym pracowała w szalonym tempie przez ostatnie tygodnie.

Wszystko zaplanowane co do minuty

W środę o 20:50 zdezynfekowana piłka zostanie umieszczona na specjalnym cokole. Trzy minuty później piłkarze opuszczą szatnie i nie później niż dwie i pół minuty później osobno wejdą na boisko. O 20:57 zawodnicy, stojąc co najmniej metr od siebie, wysłuchają hymnu Ligi Mistrzów. Zdjęcia, rzut monetą, zajęcie pozycji. Po miesiącach planowania, tygodniach niepewności, godzinach narad, wybrzmi gwizdek w meczu PSG - Atalanta. Najdziwniejsza i najintensywniejsza edycja w historii Ligi Mistrzów wkroczy w najbardziej ekscytującą fazę. Już mecz otwarcia powie dużo o tym turnieju: PSG od marca rozegrało tylko dwa mecze, Atalanta do końca lipca dogrywała sezon Serie A. I podobnie jest z pozostałymi zespołami: ktoś odpoczywał więcej, ktoś niemal w ogóle. Gdy Włosi i Hiszpanie grali decydujące spotkania, Niemcy byli już na krótkich urlopach. Manchester City kilka dni temu zagrał rewanż z Realem Madryt w 1/8, z kolei Atletico Madryt już w marcu awansowało do ćwierćfinału. Nie ma dwóch zespołów w identycznej sytuacji. Olivier Kahn, dyrektor Bayernu, powiedział "New York Times", że każda drużyna, która poradzi sobie z lękiem i narzuconymi przez UEFA obowiązkami, może wygrać Ligę Mistrzów. 

A wymagań jest mnóstwo i dotyczą właściwie każdego elementu przygotowań zespołu do turnieju. Jak podaje "New York Times", w zeszłym tygodniu przedstawiciele wszystkich klubów, które mogły polecieć do Lizbony, uczestniczyli w rozmowach online z europejską federacją, aby omówić, jak będzie wyglądał turniej. 130 slajdów prezentacji, do tego 31-stronicowy protokół "Powrotu do gry", czyli nic innego, jak podręcznik wyjaśniający każdy aspekt pobytu w Portugalii. Od rzeczy podstawowych - terminów testowania piłkarzy na obecność koronawirusa, zachowania w czasie meczu i opisu wyznaczonych stref poruszania w ośrodkach treningowych, przez zakaz rozgrzewania się na boisku, by nie zniszczyć murawy, po absolutne szczegóły - 210 butelek wody i 90 butelek izotoników, które każdy zespół będzie dostawał dzień w dzień. Do tego informacja, że każda drużyna może poprosić o udostępnienie do 50 kg lodu potrzebnego do odnowy biologicznej i przypomnienie, że jeśli któryś z klubów sprowadzał do Lizbony własny autokar, musi przesłać UEFA jego dokładne wymiary i zdjęcia.  

Wydaje się, że plany przewidują każdą możliwość. UEFA zaplanowała, co dało się zaplanować. A gdy chciała uniknąć znanych z NBA oskarżeń o faworyzowanie któregoś z klubów, powierzała jego sytuację losowi. Tak było, chociażby z hotelami. Federacja wylosowała, który klub zamieszka, w którym hotelu. RB Lipsk, Atletico Madryt, Atalanta Bergamo, Paris Saint-Germain, Manchester City, Olympique Lyon, FC Barcelona i Bayern Monachium będą grały mecze na stadionach Benfiki i Sportingu przy pustych trybunach. Stadiony będą zamknięte, ale granice kraju otwarte. UEFA wyjątkowo nie zaprasza kibiców do wspólnej zabawy, najważniejsi europejskiej piłki apelują o zdrowy rozsądek i zachowanie bezpieczeństwa. Ale Portugalski Instytut Administracji i Marketingu podaje, że do Lizbony i tak może przylecieć około 20 tys. kibiców. Sama UEFA zaprosiła około tysiąc gości specjalnych, 400 dziennikarzy i 200 realizatorów telewizyjnych. Tereny wokół stadionów będą ogrodzone, a policja ma pilnować, by kibice nie spotykali się w większych grupach. Zarobi samo miasto - według wyliczeń IPAM - około 50 milionów euro. Blisko połowę tej kwoty mają zgarnąć restauratorzy. 

Terminarz turnieju finałowego Ligi Mistrzów 2019/20:

1/4 finału:

  • 12 sierpnia: Atalanta Bergamo - Paris Saint-Germain
  • 13 sierpnia: RB Lipsk - Atletico Madryt 
  • 14 sierpnia: FC Barcelona - Bayern Monachium 
  • 15 sierpnia: Manchester City - Olympique Lyon 

1/2 finału:

  • 18 sierpnia: Lipsk/Atletico - Atalanta/PSG 
  • 19 sierpnia: Manchester City/Olympique Lyon - Barcelona/Bayern 

Finał:

  • 23 sierpnia

Przeczytaj także: