Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Decyzja ws. Manchesteru City nie mogła być inna! "Prawnicza Liga Mistrzów"

- To była prawnicza Liga Mistrzów: zarówno Manchester City, jak i UEFA, były reprezentowane przez absolutną światową czołówkę prawników zajmujących się prawem i arbitrażem sportowym. W składzie orzekającym CAS byli również bardzo doświadczeni i cenieni arbitrzy - mówi Sport.pl dr Jakub Laskowski, Dyrektor ds. Prawnych i Administracji Sportowej Legii Warszawa, arbiter Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN i CAS. Czy kara 10 milionów euro dla Manchesteru City to rzeczywiście kpina z zasad Finansowego Fair Play?

W lutym UEFA oficjalnie poinformowała, że Manchester City został ukarany wykluczeniem z gry w Lidze Mistrzów w nadchodzących dwóch sezonach (2020/2021 i 2021/2022) oraz grzywną w wysokości 30 milionów euro. To efekt poważnego złamania zasad Finansowego Fair Play w latach 2012-2016. Kara była rekordowo wysoka, ale angielski klub odwołał się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie. Ten w poniedziałek orzekł, że kara zostaje zmniejszona do 10 milionów euro, a zespół Pepa Guardioli może grać w europejskich pucharach.

Zobacz wideo Serie A. Sassuolo - Juventus 3:3. Wyśmienita interwencja Wojciecha Szczęsnego [ELEVEN SPORTS]

Decyzję CAS krytykowali dziennikarze, byli piłkarze i trenerzy

Media komentowały to tak: "UEFA nie da się już traktować poważnie, a FFP leży w strzępach", "FFP możemy wyrzucić na złom", "Kompletna farsa". - UEFA w gruncie rzeczy jest beznadziejną organizacją - mówił Gary Neville przed kamerami angielskiej stacji "Sky Sports". - Trudno zrozumieć, w jaki sposób zasady Finansowego Fair Play UEFA mogą to przetrwać - zastanawiał się Gary Lineker. Decyzję krytykowali też trenerzy rywali. - To nie był dobry dzień dla piłki nożnej - powiedział Juergen Klopp. - Ta decyzja jest haniebna. Jeśli Manchester City nie jest winny, kara finansowa jest haniebna. Jeśli nie jesteś winny, nie możesz zostać ukarany. Z drugiej strony, jeśli jesteś winny, powinieneś być wyrzucony z rozgrywek. Więc pod tym kątem to też haniebna decyzja. W każdym wypadku to katastrofa - stwierdził natomiast Jose Mourinho. Trener Tottenhamu może być szczególnie rozczarowany wyrokiem CAS, bowiem gdyby zawieszenie Manchesteru City zostało utrzymane, piąta drużyna w tabeli Premier League zagrałby w Lidze Mistrzów, a siódma wywalczyła awans do kwalifikacji Ligi Europy. Jego zespół po 35. kolejce zajmuje ósme miejsce.

Prawnicza Liga Mistrzów. "UEFA przegrała sprawę proceduralnie"

 - Krytyka tego wyroku być może wynika z pobieżnego spojrzenia na całą sprawę - mówi dr Jakub Laskowski, prawnik Legii Warszawa, arbiter Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN i CAS. - O samym wyroku CAS wiemy tak naprawdę bardzo mało. Trzech niezwykle doświadczonych, bardzo często orzekających arbitrów pochyliło się nad całym materiałem dowodowym i podjęło własną decyzję. Akurat ci sędziowie mają olbrzymią wiedzę i autorytet. Nie wiemy natomiast, jakie argumenty merytoryczne i proceduralne zostały uznane przez arbitrów za kluczowe przy wydawaniu wyroku. Z notki prasowej CAS wynika, że Manchester City został uznany za winnego naruszenia jedynie obowiązków informacyjnych wynikających z Regulaminu UEFA Financial Fair Play. Natomiast szereg innych naruszeń regulaminu, stwierdzonych przez organ UEFA w lutym tego roku, dotyczących między innymi zawyżenia przychodów sponsorskich oraz nieuprawnionego przekroczenia tzw. "break-even requirement", zostało uznane przez arbitrów za przedawnione bądź niewystarczająco udowodnione przez UEFA.

- Należy pamiętać, że sprawa naruszeń postanowień Finansowego Fair Play UEFA przez Manchester City była już przedmiotem postępowania przed organami UEFA w 2014 roku i zakończyła się podpisaniem ugody. City najpewniej oparło więc obronę o to, że nie powinni być karani dwa razy za te same naruszenia. Poza tym, okres przedawnienia naruszeń Finansowego Fair Play UEFA to pięć lat, tak więc znacząca część najpoważniejszych zarzutów - o tworzeniu fikcyjnych umów i o próbę obejścia obowiązujących przepisów – uległa przedawnieniu. Można domniemywać, że skład orzekający się do tego przychylił. Nie zgadzam się jednak z opiniami, że to jest to całkowite uniewinnienie Manchesteru City. Wyrok wskazuje, że część zarzutów UEFA nie została wystarczająco udowodniona, a część uległa przedawnieniu. I nawet jeśli były oczywiste, klub z Manchesteru nie mógł zostać za nie przez lozański trybunał ukarany. Jak wynika z komunikatu CAS, zasądzona kara 10 mln euro dotyczy nieujawnienia dokumentów, obstrukcji w śledztwie UEFA, a także braku współpracy w trakcie postępowania. To zostało wykazane. Można domniemywać, że na nieszczęście UEFA informacje "football leaks" dotyczące City pojawiły się za późno. Gdyby zostały ujawnione dwa lata wcześniej, wyrok mógłby być zupełnie inny - twierdzi Laskowski.

- Nie wiem, jak wyglądał materiał dowodowy, ale jeśli rzeczywiście część tych naruszeń nastąpiła ponad pięć lat temu, to skład orzekający CAS nie mógł w tym zakresie podjąć innej decyzji. Był ograniczony przepisami, które UEFA sama wprowadziła. A patrząc na to, kto był w składzie orzekającym w tej sprawie, naprawdę trudno mi uwierzyć w znaczącą wadę tego orzeczenia pod kątem proceduralno-merytorycznym. W konsekwencji, UEFA przegrała tę sprawę proceduralnie. Jakieś błędy zostały popełnione na etapie postępowania przez UEFA Club Financial Control Body, co jest zaskakujące, znając profesjonalizm tamtejszych prawników - ocenia Laskowski.

- Ta sprawa była jak spotkanie fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Doskonali arbitrzy i prawnicy wynagradzani jak piłkarze. Manchester City pokazał, że nie tylko na boisku wystawia bardzo mocną drużynę. W pierwszym wyroku CAS w tej sprawie z 2019 roku, gdy arbitrzy odrzucili odwołanie klubu z Manchesteru jako przedwczesne, był on reprezentowany podczas rozprawy przez 8 znanych i doświadczonych prawników z renomowanych kancelarii brytyjskich i szwajcarskich, mając za sobą zespół prawny pracujący nad sprawą przekraczający 20 osób. Teraz mogło być podobnie. UEFA z kolei reprezentowana była przez przodującą kancelarię szwajcarską w zakresie prawa sportowego i arbitrażu, a także silny zespół prawników federacji. Koszty postępowania dla obu stron musiały być ogromne - mówi prawnik Legii Warszawa.

Co dalej z Finansowym Fair Play?

Javier Tebas, szef La Liga, stwierdził, że wobec takiego wyroku zasady Finansowego Fair Play należy uznać za nieobowiązujące. Eksperci, dziennikarze i kibice zaczęli obawiać się, że taki wyrok zachęci pozostałe kluby - jak Chelsea, PSG, Newcastle United - do jeszcze odważniejszego obchodzenia przyjętych przepisów. - Nie zgadzam się z tym. UEFA wyraźnie pokazała, że nie chce iść na żaden kompromis w przypadku poważnego naruszenia przepisów Finansowego Fair Play i dąży w kierunku egzekucji surowych kar, w tym wykluczania winnych z rozgrywek i wysokich kar finansowych. Przegrali tę sprawę proceduralnie, ale w mojej opinii nie zmieni to ich polityki w tym zakresie. Pewnie, inne kluby mogą podejmować ryzyko i próbować te przepisy obchodzić, zatajać istotne zobowiązania, ale muszą liczyć się z karą. Tym bardziej teraz, po takim wyroku, UEFA może być jeszcze bardziej zdeterminowana i bezkompromisowa. Trzeba pamiętać, że kara dyscyplinarna nałożona na Manchester City i tak jest jedną z najwyższych w historii. A to kara tylko za brak współpracy i ukrywanie dokumentów- uważa dr Laskowski.

Co do samych postanowień FFP, UEFA broni się, że spełniają podstawową funkcję. - W ciągu ostatnich lat Financial Fair Play odegrało znaczącą rolę w ochronie klubów i pomogło im w utrzymaniu stabilności finansowej, więc pozostaniemy wierni swoim zasadom - czytamy w oświadczeniu europejskiej federacji. W raportach, które publikuje, wielokrotnie podkreślała, że przed wprowadzeniem FFP, kluby traciły w sumie ponad 2 miliardy euro rocznie. Od kilku lat regularnie osiągają zysk. Kluby na całym świecie rzadziej się rozpadają: trudno znaleźć przykłady podobne do Leeds United czy Portsmouth, które wyszły z poważnych finansowych tarapatów. Co do zasady - kluby w całej Europie zaczęły pracować długofalowo i częściej przynosić zyski. Nie znaczy to jednak, że UEFA nie pracuje nad udoskonaleniem przepisów.

- Musimy zapewnić lepszą równowagę konkurencyjną. Staramy się znaleźć sposoby, żeby kluby mogły więcej inwestować, a jednocześnie nie doprowadzały do sytuacji, w których zostaną pozostawione same sobie, bo właściciel się wycofa. Dyskutujemy o konkretnych działaniach, żeby pójść naprzód - mówił prezes UEFA Aleksander Ceferin, cytowany przez ESPN. Chodzi prawdopodobnie o to, by najbogatsze kluby - jak PSG, Manchester City, Chelsea czy Real Madryt - mogły odnotowywać większe straty w danym okresie rozliczeniowym. Obecne zasady ograniczają maksymalne straty do 30 milionów euro w okresie trzech lat, o ile 25 mln tego deficytu zostanie pokryte przez właścicieli. UEFA wie, że największym klubom i tak nie grozi upadłość, więc te limity mogą zostać zwiększone.

Więcej o: