Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ziemia obiecana UEFA. Ludzie wyszli z domów i zaczął się problem. 80 proc. nowych infekcji

Portugalia ma być ziemią obiecaną dla UEFA i tegorocznych ćwierćfinalistów Ligi Mistrzów. Decyzja o dokończeniu prestiżowego turnieju w Lizbonie zbiegła się jednak z koronawirusowymi kłopotami kraju i miasta. Państwo chwalone za walkę z COVID-em, budzące podziw cierpiących sąsiadów nabrało więcej wolności. Teraz codziennie odnotowuje tyle nowych przypadków choroby co Hiszpania.

- To był doskonały wybór. Portugalia jest niesamowita. Dała światu lekcję jak wyjść z koronawirusowej epidemii - skomentował przyznanie Lizbonie organizacji ostatnich faz tegorocznej Ligi Mistrzów legendarny Ronaldo. Ronaldo Luis Nazario de Lima mieszka obecnie w oddalonym od granicy z Portugalią o 150 km Valladolid. Jest większościowym udziałowcem tamtejszego Realu. Sąsiadom bije brawo. Sytuację w dwóch krajach obserwował z bliska. Te dwa państwa pod wieloma względami są do siebie podobne. Łączy je starzejące się społeczeństwo, duża liczba rodzinnych domów i turystyka. Z drugiej strony portugalskim miastom daleko do gęstości zaludnienia hiszpańskich, co zapewne nieco pomogło w powstrzymywaniu koronawirusa.

Zobacz wideo Cyrkowiec! Gol Lewandowskiego dał Bayernowi mistrzostwo

W ostatnich miesiącach to jednak nie przez to Hiszpania płakała, a Portugalia w miarę normalnie oddychała. Obserwowała sąsiadów, wprowadziła lockdown po dwóch tygodniach od pierwszego zdiagnozowanego przypadku, a społeczeństwo szybko zrozumiało rangę problemu. "Financial Times" donosił nawet, że nim rząd ogłosił obowiązek pracy zdalnej, wielu obywateli już dawno nie wychodziło z domów.

- Ludzie w marcu i kwietniu mocno stosowali się do reguł - mówi Sport.pl Pedro Goncalo Pinto, dziennikarz sportowej gazety “Record”.

Kraj chwalony. "Problem zaczął się, kiedy ludzie wyszli z domów"

To sprawiło, że na początku kwietnia, przy szczycie epidemii, w której 10-milionowe państwo odnotowywało tysiąc nowych zakażeń dziennie, liczby szybko zmalały do góra kilkuset nowych chorych. Na początku maja pozytywnych testów było dziennie mniej niż sto. Portugalię chwalono i wskazywano jako kraj, który wykazywał się jedną z najmniejszych liczby zgonów w przeliczeniu na 1 mln mieszkańców.

Na wschodzie Półwyspu Iberyjskiego jeszcze w maju w przeliczeniu na milion mieszkańców Hiszpanie mieli dwa razy więcej zakażonych i pięć razy więcej zgonów. Niezmącony bólem płuc głęboki oddech Portugalczyków był jednak przedwczesny.

- Problem zaczął się, kiedy ludzie zaczęli wychodzić z domów, nie tylko do pracy. To dlatego nasze liczby teraz są trochę gorsze – przyznaje Pinto. Kiedy UEFA ogłaszała dokończenie Ligi Mistrzów w formie turnieju zlokalizowanego w Lizbonie, liczby rzeczywiście były gorsze.

W ciągu dwóch ostatnich tygodni Portugalia zanotowała łącznie 4,5 tys. nowych przypadków infekcji koronawirusem. Straciła miano europejskiego prymusa. Nowych chorych jest tam tyle, ile w Hiszpanii czy we Włoszech, które mają od czterech do sześciu razy większą populację.

Lizbona odpowiada za 80 procent nowych infekcji

Najgorzej sytuacja wygląda właśnie w Lizbonie, czyli mieście, które w dniach 12- 23 sierpnia ma być areną zmagań turnieju Final 8 Ligi Mistrzów. Aglomeracja Lizbony odpowiada obecnie za 80 proc. nowych portugalskich przypadków choroby, w praktyce jest więc głównym zmartwieniem władz. To w stolicy kraju odkrywane są właśnie kolejne ogniska koronawirusa: w Instytucie Onkologii czy podmiejskich fabrykach. Media nagłaśniają możliwy problem w sklepach prowadzonych przez Jeronimo Martins, gdzie zdaniem pracowników supermarketów miało dochodzić do zatajania informacji o zainfekowanych. W rozmowie z dziennikiem "Observador" szefowa związku zawodowego sklepów podała, że w ponad 20 placówkach Pingo Doce na terenie Lizbony potwierdzono przypadki COVID-19 wśród członków ich załogi.

- Organizacja finałowej fazy Ligi Mistrzów została tu przyjęta jako wspaniała wiadomość. To przecież najważniejsza piłkarska impreza roku i znak, że UEFA ufa Portugalii – relacjonuje nam Pedro Goncalo Pinto. - Z tego punktu widzenia wszyscy są zadowoleni. Cieszą się również dlatego, że może to być impuls dla zagranicznych turystów podczas najbliższego lata. Nie obawiam się, że ludzie tych meczów się przestraszą, bo wszystko ma być przeprowadzone na odpowiednich warunkach i specjalnej kontroli – dodaje dziennikarz "Recordu".

- Ten turniej dla naszej gospodarki oznacza ofertę promocyjną - skomentował natomiast cytowany przez "Observador" prezydent kraju, Marcelo Rebelo de Sousa. Po czym musiał tłumaczyć się, że nie widzi nic niestosownego w organizacji małej uroczystości, która w związku z przyznaniem imprezy odbyła się w pałacu Belem. Oprócz głowy państwa byli na niej m.in. prezes Portugalskiego Związku Piłki Nożnej, przewodniczący Rady Miasta Lizbony i premier. Oprócz wspólnego świętowania nie zabrakło też pierwszych przemyśleń dotyczących tego, jak turniej przeprowadzić w sposób niebudzący wątpliwości.

Na razie nie ma zbyt wielu ustaleń. Gazeta "Diario de Noticias" zaznacza, że krajowe ministerstwo zdrowia wydało tylko suchy komunikat, że władze podczas Final 8 "zapewnią odpowiednie bezpieczeństwo sanitarno-epidemiologiczne", a prace nad jego ramami są prowadzone. Pomysłów i chęci maksymalizowania bezpieczeństwa podczas epidemii na pewno nie można Portugalczykom odmówić.

Czerwone światło na plaży

Widać to choćby przy okazji przypadającego na 10 czerwca narodowego święta Portugalczyków. To wtedy oficjalnie otwarto sezon plażowy w Oeiras, nadmorskim przedmieściu Lizbony.

Przed wejściami na plaże już wcześniej zainstalowano sygnalizatory świetlne. Czerwony kolor zapala się na nich, gdy na plaży znajduje się zbyt wiele osób. Rząd uruchomił także specjalną aplikację (InfoPraia), która na bieżąco pokazuje poziom zatłoczenia na poszczególnych plażach.

Wszędzie porozwieszano billboardy komunikujące o konieczności utrzymania co najmniej półtorametrowego odstępu między ręcznikami i trzech metrów, gdy ktoś używa parasola, a w punktach dezynfekcji można było spryskać nie tylko ręce, ale i całe ciało. Tak specyficzny prysznic nie jest jednak obowiązkowy.

- Ludzie znów poczuli się wolni. Oczywiście musimy jeszcze nosić maski w miejscach publicznych: sklepach, restauracjach czy transporcie. Choć ostatnio liczba zainfekowanych nieco wzrosła, to sytuacja w szpitalach jest stabilna, nowe zgony oczywiście martwią, ale też nie ma ich znacznego wzrostu - tłumaczy nam Pinto, dodając, że najwięcej i tak zależy od zachowania ludzi. Z tym – tak jak wszędzie - raz jest lepiej raz gorzej.

W mediach opisywano przypadki skrajnej nieodpowiedzialności Portugalczyków. Policja musiała ostatnio interweniować po tym, jak niemal tysiąc osób zorganizowało sobie imprezę z muzyką brazylijską na plaży Carcavelos w Oeiras. Innym razem skromne urodziny w wynajętym lokalu w Lagos, zaplanowane na 20 uczestników, przerodziły się w imprezę na kilkaset osób. Doszło tam zresztą do zainfekowania koronawirusem. Na tę chwilę potwierdzono 90 zakażonych, co jest największym ogniskiem w kraju od początku epidemii. Jak podały media, sporo uczestników urodzin było spoza regionu Algarve, prawdopodobnie z Lizbony i Coimbry.

- Myślę, że rząd nie przywróci dawnych restrykcji. Zdecydowana większość ludzi zdaje sobie sprawę, że nadal trzeba zachowywać ostrożność, a o innych tak głupich imprezach już nie usłyszymy. Jeśli każdy będzie zachowywał się jak na początku epidemii, to wszystko będzie dobrze – ma nadzieję Pinto.

Portugalia zamknięta i bez kibiców na trybunach

Na tę chwilę Europa ma jednak pewne obawy o sytuację w Portugalii. Polski rząd, choć zaczął odblokowywać połączenia lotnicze w Europie, na razie zakazał lotów do Portugalii. Ta w rozporządzeniu znalazła się zatem na równi z Wielka Brytanią i Szwecją. Hiszpania otwiera granice dla strefy Schengen 21 czerwca, ale Portugalczycy chcący ją przekroczyć drogą lądową, będą musieli poczekać do lipca.

Jeszcze w maju, gdy piłkarze przygotowywali się do wznowienia sezonu Ligi Nos (ruszył 3 czerwca), nieśmiało mówiono, że wraz z graczami na stadiony mogłyby powrócić małe grupy kibiców. W czerwcu już jednak nikt o tym nie dyskutuje.

- Do końca sezonu, czyli do końca lipca, fanów na trybunach nie będzie - tłumaczy Pinto. - To chyba najlepsze rozwiązanie, bo jeśli ludzie nie przestrzegaliby reguł sanitarnych, mogłoby wydarzyć się coś niedobrego - dodaje. - Być może rząd i UEFA zgodzą się na dopuszczenie kibiców na sierpniowe mecze Ligi Mistrzów, ale na razie stoi to pod znakiem zapytania - uzupełnia nasz rozmówca.

Turniej Final 8 zaplanowano na liczącym 65-tysięcy miejsc Estadio da Luz i mogącym przyjąć 50 tysięcy osób Jose Alvalade. Szczegóły, jak ma wyglądać protokół sanitarny elitarnych rozgrywek czy bezpieczne zakwaterowanie drużyn w okolicach Lizbony na razie nie jest jasne. UEFA, opracowując wytyczne, z pewnością będzie nerwowo zerkać na kolejne doniesienia z Portugalii. Na razie łączna liczba zainfekowanych koronawirusem sięga tam 40 tysięcy, z czego niemal połowa to aktywne przypadki. COVID-19 w Portugalii zabił ponad 1500 osób.

Przeczytaj też: