Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Która twarz Realu Madryt jest prawdziwa? Zidane nie przywrócił gwiazdy do formy

Czas wreszcie poznać prawdę o Realu Madryt. Przez pół sezonu - jak w dobrym kryminale - mogliśmy co najwyżej podejrzewać, zgadywać i przypuszczać. Pewne rzeczy wydawały nam się oczywiste, ale zaraz coś te teorie obalało. Dość pytań, czas na odpowiedzi. - Gramy o wszystko - potwierdza Zidane.

Napięcie jest olbrzymie, widzowie nie mogą się doczekać. Chcą wreszcie poznać prawdę. Skonfrontować swoje teorie i przypuszczenia: albo trafią i będą chwalić się wyczuciem, albo akcja zaskoczy ich raz jeszcze. Odpowiedzi muszą się jednak pojawić. A wątków do wyjaśnienia jest mnóstwo. 

Zobacz wideo Starcie Barcelona - Real Madryt ma nowego rywala?

Bo który Real Madryt jest prawdziwy? Ten na chłodno wygrywający Superpuchar Hiszpanii, czy ten chaotycznie przegrywający 3:4 z Realem Sociedad w meczu Pucharu Króla? Ten z najlepszą defensywą w historii klubu, który w 22 ligowych meczach stracił zaledwie 13 bramek, czy ten z czterema wpuszczonymi golami w ostatnich trzech spotkaniach? Ten stabilny, który wydzierał punkty Atletico Madryt, czy ten łatwo oddający je Levante? Ten wprowadzający młodych piłkarzy, czy od nich uzależniony? Z Zidanem wizjonerem, który na końcu zawsze ma rację, czy przez pomysły Zidane’a destabilizowany? Ten będący nad Barceloną, czy ten dający się wyprzedzić tuż przed Klasykiem? I personalnie: z Balem na polu golfowym, czy jednak na boisku? Z Benzemą tygrysem czy potulnym kotkiem? Z Isco sprzed dwóch-trzech lat, czy z zeszłego sezonu? Z Thibautem Courtoisem przypominającym tarczę, czy jednak ręcznik?

Złe wspomnienia sprzed roku

Chociaż za nami ponad połowa sezonu, to o Realu Madryt nic nie wiemy. Bo to, co jeszcze miesiąc temu wydawało się oczywiste, dziś brzmi jak żart. Jeżeli coś wydawało się pewne, było takim maksymalnie przez dwa tygodnie. Zidane zapowiadał blisko miesiąc temu: - Tak przygotowywaliśmy ten sezon, żeby najwyższa forma przyszła na najważniejsze mecze. Tymczasem przed spotkaniami z Manchesterem City i FC Barceloną jego zespół stracił pięć punktów w dwóch ostatnich meczach i pozycję lidera w tabeli La Liga. Gdy wypowiadał się w ten sposób, jego piłkarze wręcz unosili się nad murawą. Mogli zabiegać każdego rywala. Wydawało się, że panują nad sytuacją. Że Zidane rzeczywiście wszystko to zaprogramował. Mury zaczęły pękać w najmniej spodziewanym momencie: po zdobyciu Superpucharu Hiszpanii, wygraniu derbów Madrytu z Atletico i zajęciu pierwszego miejsca w tabeli. Wtedy przyszła porażka w Pucharze Króla z Realem Sociedad, a kilkanaście dni później dwa ligowe potknięcia, które wykorzystała Barcelona: najpierw remis z Celtą u siebie, później wyjazdowa porażka z Levante.

- Nic się nie zmieniło. Chcecie nam wbić do głów, że jeden czy dwa złe wyniki zmieniają wszystko. Nie uda wam się. Gramy dobrze, musimy tylko dać z siebie maksimum i zagramy dobry mecz - powiedział dziennikarzom Zidane na konferencji przed spotkaniem z City. Wtórował mu siedzący obok Sergio Ramos. - Spokojnie. Przegraliśmy ostatni mecz, ale graliśmy dobrze. Wiele rzeczy wykonaliśmy poprawnie, a brakowało nam jedynie dokładności pod bramką. 

A może oni mają rację? Może to chwilowa zadyszka? Chwila dekoncentracji? Pech, że piłka nie wpada do siatki? Kibice Realu są przewrażliwieni. Zewsząd słyszeli, że nadchodzi kluczowy tydzień. A zaczął się najgorzej jak to możliwe: od straconego prowadzenia w tabeli i kontuzji Edena Hazarda. Najpewniej do końca sezonu. Tak osłabiony kadrowo i moralnie Real w tydzień musi rozegrać dwa kluczowe mecze: z Manchesterem City w Lidze Mistrzów i w niedzielę ligowe El Clasico z Barceloną. 

Rok temu było podobnie. Real w niecały miesiąc przegrał wszystko: Ligę Mistrzów z Ajaksem Amsterdam, Puchar Króla z Barceloną, a na koniec dostał jeszcze od niej w lidze, by nawet najwięksi optymiści stracili nadzieję na walkę o mistrzostwo. Było jak z domino: jeden słaby mecz wpływał na drugi, kryzys się pogłębiał, upadały kolejne szanse na trofea, aż po trzech tygodniach nie było już o co grać i na Santiago Bernabeu wrócił Zidane. Dla niego ten tydzień stanowi pewne spięcie klamrą pierwszego roku po powrocie. Nie przygotowywał drużyny po to, żeby wygrała Superpuchar. Nikt w Madrycie nie przejął się też przesadnie odpadnięciem z Pucharu Króla. Dopiero teraz nadchodzi moment weryfikacji. W cztery dni może przybliżyć się do ćwierćfinału Ligi Mistrzów i wrócić na tron La Liga. Albo brutalnie się i od ćwierćfinału, i od tronu oddalić. Wszystko albo nic.

Martwi nieskuteczność w ataku i coraz więcej dziur w defensywie

Francuz jest w tej sytuacji zaskakująco spokojny. We wtorek pojawił się w sali konferencyjnej zrelaksowany. Wymieniał uśmiechy, parę razy się zaśmiał. Liga Mistrzów zawsze wyzwalała w nim coś wyjątkowego. Wygrywał ją przecież trzy razy z rzędu i w każdej drodze po trofeum mierzył się z wątpliwościami. Na końcu zawsze jednak wychodziło na jego. Ale uśmiechem nie zamaskuje wszystkich problemów, które w ostatnich tygodniach ma jego drużyna. 

Nie uzdrowi nim Edena Hazarda, który miał być takim liderem, jakiego Realowi brakowało w poprzednim sezonie - pierwszym po odejściu Cristiano Ronaldo. Wtedy władze uznały, że odpowiedzialność rozłoży się na zawodników, którzy już byli w zespole. Zamiast Elvisa Presleya mieli grać Beatlesi. Nie wyszło, więc sprowadzono gwiazdę, która mogła zastąpić Portugalczyka niemal jeden do jeden. Zespół potrzebował lidera. Hazard jest, ale jakby go nie było. Opuścił już osiemnaście meczów Realu - niemal tyle samo, co w Chelsea przez siedem lat! Wraca po jednej kontuzji i łapie następną. Mimo że Real miał ponad dwa miesiące, żeby poukładać sobie życie bez Belga, to przed meczem z City jest w punkcie wyjścia. Hiszpańscy dziennikarze debatują nie tylko nad składem, ale i nad samym ustawieniem. Czy Real zagra dwoma napastnikami bez skrzydłowych, czy jednak spróbuje kimś Hazarda zastąpić. Jedyny plus? Zastanawia się też Pep Guardiola.

Królewskim trudno przychodzi zdobywanie bramek - od początku roku, po dziewięciu meczach, mają ich raptem dziewięć. Znów apatyczny jest Karim Benzema, autor dwóch trafień, a Luka Jović nadal nie potrafi tego wykorzystać i nie jest żadną alternatywą. Rodrygo miał niezły początek, ale później przygasł i ostatni mecz zagrał w rezerwach. Vinicius Junior wciąż pojawia się i znika, Gareth Bale przez ostatnie dwa miesiące uzbierał raptem 295 minut, a Lucas Vazquez tej drużyny nie zbawi. Napastników wyręczają środkowi pomocnicy i obrońcy, ale to co działa w lidze, nie musi wypalić przeciwko Manchesterowi City, gdy Real prawdopodobnie nie będzie atakował tak dużą liczbą piłkarzy i zagra nieco głębiej.

Od odejścia Ronaldo Real zagrał 93 mecze i aż w 21 z nich nie strzelił gola - to daje 23 procent taki meczów. Z Portugalczykiem w składzie procent spotkań bez zdobytej bramki wynosił osiem. Koledzy wciąż grają tak, jakby znakomicie grający głową Ronaldo był z nimi na boisku: przeciwko Levante wykonali 33 dośrodkowania, ale nie dało to żadnego efektu. Zresztą, dziennik AS wylicza, że w spotkaniach, w których Real dośrodkowuje najczęściej, osiąga słabe wyniki: remis z Celtą, Athletikiem Bilbao i Atletico Madryt oraz porażki z Realem Sociedad i wspomnianym Levante. Zazwyczaj nie ma w polu karnym rywala, piłkarzy tak dobrze grających głową. Tymczasem w ostatnich dwóch meczach był to jeden z nielicznych pomysłów na zaatakowanie rywala.

Gorzej niż kilka tygodni temu spisują się też obrońcy. Po raz pierwszy od listopada, Realowi przytrafiła się passa czterech meczów ze straconą bramką. A przecież zachowanie czystego konta w pierwszym meczu z Manchesterem City, jest jednym z najważniejszych zadań. W nieco gorszej dyspozycji wydaje się też Thibaut Courtois. Ponosi winę za gola straconego z Levante: rzucił się w stronę piłki, ale nawet nie wyciągnął rąk. Dziennik El Pais pisze, że Belg jest jak kolejka górska: góra - dół. Nigdy na równym poziomie przez dłuższy czas. 

Marcelo wróci do formy? Ferland Mendy spisuje się lepiej

Poza tym, Zidane’owi wciąż nie udało się (i chyba już się nie uda) przywrócić do formy Marcelo, który wystąpił w przegranych spotkaniach z Levante i Realem Sociedad. Zamiast niego przeciwko City zagra Ferland Mendy, który znacznie lepiej broni, jest szybszy i mniej awaryjny. W ostatnim ligowym meczu nie zagrał w obawie przed żółtą kartką, która wykluczyłaby go z niedzielnego Klasyku. Jego powrót daje nadzieję na poprawę. 

Emisja o godzinie 21. Czas trwania odcinka: 90 minut. Obsada: absolutnie gwiazdorska.

Więcej o: