Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Fenomen, piłkarska wersja Bolta, a wszystko przez przypadek. "Gdy przypomnisz sobie, że ma tylko 19 lat, przejdą cię ciarki"

Jak na najlepszy wynalazek przystało, Alphonso Davies został odkryty przez przypadek. Miał być w tym sezonie rezerwowym skrzydłowym, ale akurat kontuzje wyeliminowały wszystkich lewych obrońców. Do pierwszego składu Bayernu wszedł więc bez kolejki. Teraz na lewej obronie trudno wyobrazić sobie kogoś innego.

Wtorkowy mecz był dla Alphonso Davisa wyjątkowy. Gdy w 2012 roku, Didier Drogba wykorzystał ostatni rzut karny w serii jedenastek i zapewnił Chelsea zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów nad Bayernem, miał dwanaście lat i rzucił się w objęcia taty. Razem cieszyli się z sukcesu: ojciec od zawsze kibicował londyńczykom, a syn na idola wybrał sobie Drogbę. Osiem lat później to Bayern pokonał Chelsea 3:0, a oni znów się cieszyli - Alphonso na boisku, a jego ojciec ponownie przed telewizorem. - Mam nadzieję, że będzie kibicował Bayernowi. Chyba mnie kocha bardziej niż Chelsea, nie? - śmiał się lewy obrońca jeszcze przed meczem.

Piłkarska wersja Bolta

Tego wieczoru Daviesowi udawało mu się wszystko. Zdominował całą lewą stronę - Mason Mount, ofensywny piłkarz Chelsea, nie miał szans, żeby mu uciec, z kolei Cesar Azpilicueta, prawy obrońca, nie potrafił go dogonić, gdy podłączał się do ataków. Kanadyjczyk był nieuchwytny. Jego szybkość - jak mówi Holger Seitz, szef działu młodzieżowego Bayernu - jest ekstremalną bronią. Cechą, która wyróżnia go na tle reszty. "To piłkarska wersja Usaina Bolta" - pisze magazyn Goal.com. - Każdy zawodnik Bayernu potrzebuje czegoś wyjątkowego. Przeciętność nie wystarcza. Davies jest stworzony do futbolu na najwyższym poziomie, bo jest szybki, pewny siebie, ale i świadomy niedoskonałości. Błyskawicznie dorósł. Urodził się w obozie dla uchodźców, bo jego rodzina musiała uciekać przed wojną w Liberii. Jest młody, ale przeszedł wiele, przez co twardo stąpa po ziemi - opisywał Seitz w Heimatsport.

We wtorek miał kilka spektakularnych akcji w defensywie, gdy mimo kilku metrów straty do Mounta doganiał go i odbierał mu piłkę albo blokował jego strzał. A gdy sam ruszył do przodu, uciekł obrońcom Chelsea i wyłożył piłkę Robertowi Lewandowskiemu tuż przed bramkę. Polak dostawił tylko stopę i strzelił trzeciego gola dla Bayernu. Davies wygrał najwięcej pojedynków spośród wszystkich zawodników na boisku (8), był lepszy we wszystkich pojedynkach w ofensywie, miał 91 proc. celnych podań, osiem razy odzyskał piłkę, zaliczył asystę i zachował czyste konto. Znów cytat z Goal.com: "Gdy dodatkowo przypomnisz sobie, że ma tylko 19 lat, przejdą cię ciarki".

Najlepszy wynalazek

Bayern do jego znakomitych występów dorabia teorię, że wszystko to zaplanował. Że gdy zimą 2019 roku kupował go za 10 milionów euro z Vancouver Whitecaps już dostrzegał w nim talent pierwszej wody. - Wiedzieliśmy, że to jeden z największych talentów młodego pokolenia - przekonuje dyrektor sportowy Hasan Salihamidzic. Ale niezależnie od tego, jak dobrze na swojej robocie znają się skauci Bayernu, to co wyprawia Davies, musiało przejść ich oczekiwania. Tak naprawdę wciąż jeszcze nie wiadomo czy jest podkręconą wersją Davida Alaby, czy nowym Arjenem Robbenem. Czy ma grać na skrzydle, jak na początku, czy jednak docelowo pozostać już lewym obrońcą. Wbrew narracji Salihamidzicia, jego wprowadzenie do pierwszego składu nie było zaplanowane, a wyszło przez przypadek. Davies wszedł do drużyny bez stania w kolejce. W październiku w trakcie jednego tygodnia posypała się cała obrona Bayernu. Na długo wypadli kontuzjowani Lucas Hernandez i Niklas Suele, a Alaba ze względu na problemy z żebrami też opuścił w tym czasie kilka meczów. Davies był opcją awaryjną. Ze skrzydła został przesunięty na lewą obronę, bo miał już niewielkie doświadczenie na tej pozycji z czasów gry w Kanadzie.

- Wiedziałem, że Davies może być lewym obrońcą - zapewnia trener Hansi Flick. - Dzięki swojej szybkości i sile potrafi odzyskiwać pozycję i świetnie przechodzi z obrony do ataku - mówił na konferencji po meczu z Freiburgiem, gdy cały świat zachwycał się jego asystą przy trafieniu Lewandowskiego. A właściwie tym, że zanim podał mu piłkę, przebiegł z nią 73 metry w równo 10 sekund. Ale jednak Flick razem z Nico Kovacem, gdy na początku wpuszczali Davisa na boisko, ustawiali go na skrzydle - trzy razy na prawym, sześć razy na lewym. Dopiero problemy kadrowe zmusiły ich do eksperymentu. I jak to z najlepszymi wynalazkami w historii bywało, Davies-lewy obrońca, został odkryty nieco przez przypadek. - Całe życie myślałem tylko: atak, atak, atak. Nagle zacząłem myśleć: broń, broń, broń. Ale jeśli tylko wiem, że za mną ktoś zostaje, od razu ruszam do przodu - opisuje Kanadyjczyk, a oficjalny portal Bundesligi podsumowuje: "możesz zabrać Davisa z ataku, ale nie zabierzesz ataku z Davisa". 

Alphonso Davies wykorzystał każdą szasnę. Na boisku i poza nim

Po kilku miesiącach w Niemczech udzielił pierwszego wywiadu i gdy wszyscy spodziewali się, że będzie mówił po angielsku, on zaimponował całkiem dobrym niemieckim. Gdy eksperci przewidywali, że w Klasyku z Borussią Dortmund zostanie wkręcony w ziemię przez Jadona Sancho, zagrał jeden z najlepszych meczów i to on tak ośmieszył Anglika, że Lucien Favre, trener BVB, zdjął go z boiska jeszcze w pierwszej połowie. A gdy ci sami eksperci powtarzali, że młodemu piłkarzowi muszą zdarzać się wahania formy i za chwilę na ten jeden znakomity mecz przypadną dwa gorsze, Davies wciąż na nie czeka. Od szesnastu spotkań.

Zresztą, przed sezonem sporo rzeczy nam się o Bayernie wydawało. Na przykład, że jednym z jego największych atutów będą boki obrony - z Joshuą Kimmichem z prawej strony i Lucasem Hernandezem albo Davidem Alabą z lewej. Wyszło jednak na to, że z prawej gra Benjamin Pavard, a z lewej Davies. Wydawało się też, że największym wzmocnieniem będzie Philippe Coutinho. Kreatywny, nastawiony na atak, wspierany przez Lewandowskiego i odwdzięczający się asystami. W Monachium miał znaleźć zrozumienie, odbudować się po fatalnym okresie w Barcelonie i zastąpić Thomasa Muellera. Tymczasem we wtorek Brazylijczyk z ławki rezerwowych widział, jak kupiony za zaledwie 8 milionów euro Serge Gnabry razem z Lewandowskim rozbija Chelsea. Mueller natomiast po odejściu Nico Kovaca wrócił do najlepszej formy. 

Wracając do Daviesa - o ile na boisku przypomina bestię, o tyle poza nim jest skromny i ujmujący. Wciąż zachwyca się tym, że może wejść do szatni pełnej gwiazd i uścisnąć rękę Lewandowskiemu, Thiago czy Alabie. - Wciąż mówię sobie "wow". Dorastałem, obserwując ich w akcji, więc jest to dla mnie niesamowite - mówił kanadyjskim portalom. Opowiedział też o pierwszym spotkaniu z Robbenem. - To było zaraz po przyjeździe do Monachium. Wszedłem do klubu, a on był pierwszą znaną osobą, którą zobaczyłem. Stanąłem jak wryty. Gapiłem się na niego kilka sekund i nie bardzo wiedziałem, co mam powiedzieć. To on zaczął, ośmielił mnie. Później jeszcze długo śmiał się z mojej reakcji - wspominał Davies. Dziennikarze pytali go też o podstawowe różnice między grą w Vancouver a Monachium. - Chyba śnieg - stwierdził z rozbrajającym uśmiechem. - W Kanadzie traciłem przez niego sporo czasu, bo nie mogłem grać na zewnątrz przez większość roku. W Bayernie mogę grać przez cały czas. To spełnienie marzeń. Świetnie się tym wszystkim bawię - mówił dla oficjalnej strony Bundesligi. 

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Aplikacja Football LIVEAplikacja Football LIVE Sport.pl