Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lewandowskiemu w Bayernie brakuje jednego składnika do pełnego sukcesu. Jakość, nie liczba

Robert Lewandowski jako pierwszy piłkarz w tym sezonie przekroczył barierę 40 bramek we wszystkich rozgrywkach. Jest najskuteczniejszym napastnikiem świata. Jednak gdy sezon wchodzi w decydującą fazę, bardziej niż liczba może liczyć się jakość jego trafień. Bayern potrzebuje decydujących goli Polaka w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Przeciwko rywalom z najsilniejszych lig. A z tym Lewandowski ma problem. Dziś Bayern gra z Chelsea w pierwszym meczu 1/8 finału Champions League.

Robertowi Lewandowskiemu ogólnie trudno wytknąć słabe strony. Koń pociągowy drużyny co chwila ratuje ją z potężnych tarapatów. Jak przeciwko Paderborn (3:2), z którym Bayern męczył się do ostatniego gwizdka na Allianz Arena, a nie powinien przy tak miażdżącym na ich korzyść rankingu sił, kiedy każdy z dziewięciu zawodników podstawowego składu zarabia więcej niż wszyscy razem wzięci w ekipie rywali. Wbrew oczekiwaniom mecz nie był spacerkiem. Zwycięstwo dał dopiero drugi gol Lewandowskiego w końcówce spotkania. Już 25. w tej edycji Bundesligi.

Polak rok po roku nie schodzi poniżej bardzo wysokiego poziomu. Przyzwyczailiśmy się, że strzela niemal wszystkim i wszędzie. Jeśli w pierwszym sezonie w Bayernie (2014/2015) wykręcił najsłabsze liczby, a w jego przypadku oznaczało to 25 goli, właściwie nie ma się do czego przyczepić. W kolejnych kampaniach klubowe statystyki - 42, 43, 41, 40 i teraz już 38 goli - pozwoliły mu rozsiąść się na ławce z najskuteczniejszymi killerami w tym biznesie - Leo Messim i Cristiano Ronaldo. Zawsze jednak Lewandowskiego od Argentyńczyka i Portugalczyka oddzielał jeden fakt. Brak trofeum Ligi Mistrzów.

Lewandowskiemu w Bayernie zawsze brakowało jednego składnika w przepisie do sukcesu

 „Lewandowski nie strzela w decydujących fazach”. „Lewandowski nie udowadnia swojej klasy przeciwko najtrudniejszym rywalom” - to częste głosy krytyki skierowanej w stronę 31-latka. Spore uproszczenie. Chwała napastnika wielokrotnie opiera się na tym, co dzieje się przed wbiciem piłki do bramki. Okazje wypracowane przez partnerów. Dyspozycja zespołu. Jakość nazwisk pojawiająca się w jedenastce. Wreszcie plan na przechytrzenie najlepszych w Europie. Od kiedy Robert przeniósł się do Monachium, zawsze brakowało jakiegoś składnika w przepisie prowadzącym do końcowego sukcesu. W rezultacie jego jedyne wspomnienie finału ciągle wiąże się z żółtą koszulką Borussii Dortmund. Finału przegranego na Wembley z Bayernem, od którego minęło już siedem lat.

To piłkarska prehistoria, podobnie jak cztery gole strzelone w półfinale przeciwko Realowi Madryt. Jeden z meczów-pomników Lewandowskiego. Dzięki niemu wszedł na największą piłkarską scenę i na stałe został jej głównym aktorem. Nigdy potem nie dał już jednak tak wyrazistego występu na równie zaawansowanym etapie Ligi Mistrzów. W barwach Bayernu, w pięciu ostatnich edycjach LM, aż trzy razy grał w półfinałach - przeciwko FC Barcelonie, Atletico i Realowi Madryt. W sześciu tych spotkaniach strzelił dwa gole. Żaden nie stawiał kropki nad i. Nie dawał przepustki do ostatecznej bitwy o Puchar Europy. Zawsze czegoś brakowało. Skuteczności, szczęścia, wsparcia lub zdrowia (złamana szczęka czy przewlekły uraz łąkotki). W Monachium Lewandowski kolekcjonuje kolejne krajowe dublety, korony króla strzelców i rekordy, ale faza pucharowa Champions League pozostawia małą skazę na bogatym dorobku. 23 mecze i jedenaście bramek. Przyzwoicie. Słowo niepożądane w słowniku sportowca tej klasy. Sześć z nich napastnik zdobył przeciwko klubom z najsilniejszych lig w Europie. Ale tylko jedno trafienie - z Juventusem w marcu 2016 roku - miało realny wpływ na awans do ćwierćfinału.

Zobacz wideo >> Wielki fan Lewandowskiego marnuje talent?

Lewandowski ściga się z kosmicznym rekordem

Do tej pory Lewandowski rozgrywa niemal perfekcyjny sezon. Najlepszy w karierze? W Bundeslidze z powodzeniem ściga się z kosmicznym rekordem Gerda Muellera 40 goli z sezonu 1971/72. W Lidze Mistrzów też nigdy nie był tak łapczywy. W pięciu kolejkach fazy grupowej zgromadził już dziesięć trafień i wyrównał swoje osiągnięcie sprzed siedmiu lat. Drogi BVB na Wembley. Jest skuteczny, pewny siebie i zdrowy.

Bayern wielokrotnie w tym sezonie się chwiał. Ale nie Lewandowski. Dlatego przede wszystkim na jego barkach będzie spoczywać ciężar awansu. Ale koledzy też muszą dojechać z formą, a słaby występ przeciwko Paderborn postawił kilka znaków zapytania. Choćby o dyspozycję obrony. Pomysł z trzyosobowym blokiem nie wypalił. Hansi Flick na pewno zrezygnuje z niego na Stamford Bridge, gdzie nie można pozwolić sobie na podobne wpadki.

Lewandowski musi dostać znacznie większe wsparcie niż przeciwko Liverpoolowi. Rok temu, również w 1/8 finału LM, Robert został stłamszony przez Virgila van Dijka i Joela Matipa. Obaj po faulach na nim zebrali żółte kartki. Plan osaczenia okazał się bardzo skuteczny. W dwumeczu Lewandowski oddał jeden strzał. Raz dotknął piłki w polu karnym. Był zupełnie sam.

Chelsea to nie Liverpool. Gdyby jednak scenariusz miał się powtórzyć, do awansu potrzebny będzie cud, a nie umiejętności najlepszego snajpera świata.

Gole Roberta Lewandowskiego w fazie pucharowej Ligi Mistrzów w Bayernie Monachium:

  • 2014/15 - 4 gole (1/8 Szachtar Donieck 1/4 FC Porto x2, 1/2 FC Barcelona*)
  • 2015/16 - 2 gole (1/8 Juventus Turyn, 1/2 Atletico Madryt)
  • 2016/17 - 3 gole (1/8 Arsenal x2, 1/4 Real Madryt)
  • 2017/18 - 2 gole (1/8 Besiktas Stambuł x2)
  • 2018/19 - 0 goli

*pogrubione kluby z pięciu najsilniejszych lig w Europie

Klasyfikacja strzelców tegorocznej Ligi Mistrzów:

  1. Robert Lewandowski - 10 goli (26 strzałów, 20 celnych, gol co 44 minuty)
  2. Erling Haaland - 10 goli (19 strzałów, 13 celnych, gol co 46 minut)
  3. Harry Kane - 6 goli (20 strzałów, 10 celnych, gol co 75 minut)

Najlepsi strzelcy w historii Ligi Mistrzów:

  1. Cristiano Ronaldo - 128 goli
  2. Leo Messi - 114 goli
  3. Raul - 71 goli
  4. Karim Benzema - 64 gole
  5. Robert Lewandowski - 63 gole