Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Słowa tabu w Bayernie. "Skoro nawet Barcelona nie była w stanie ich złamać, to jak mamy zrobić to my?"

We wtorek Chelsea zagra z Bayernem Monachium w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Przed rywalizacją można powiedzieć, że awans Anglików byłby taką samą sensacją jak ich zwycięstwo w finale LM w 2012 roku.

Zaraz po tym, jak Bayern Monachium wylosował Chelsea w 1/8 finału Ligi Mistrzów, mistrzowie Niemiec wyciszyli na Twitterze nazwisko "Drogba" i liczbę "2012". To od lat słowa tabu w Bawarii. Słowa nawiązujące do finału Ligi Mistrzów sprzed blisko ośmiu lat. Finału, którego Bayern nie miał prawa przegrać, a Chelsea nawet w nim zagrać.

Powrót z Napoli, przetrwanie na Camp Nou

Sam fakt, że zespół Roberto Di Matteo zagrał w meczu na Allianz Arenie, należało uznawać za cud. Włoch, który w trakcie sezonu zastąpił zwolnionego Andre Villasa-Boasa, najpierw w niesamowitych okolicznościach awansował do ćwierćfinału, eliminując Napoli mimo porażki 1:3 w pierwszym meczu.

 

W półfinale Chelsea poradziła sobie z Barceloną, chociaż w rewanżu przegrywała już 0:2, a od 37. minuty grała w dziesiątkę. Katalończycy marnowali jednak kolejne doskonałe okazje, z rzutu karnego nie trafił nawet Lionel Messi. Zespół Di Matteo awansował dzięki ogromnej dozie szczęścia, niezwykłemu lobowi Ramiresa i pamiętnym kontrataku wykończonym przez Fernando Torresa.

 

"Cud z Monachium"

- Skoro nawet Barcelona nie była w stanie ich złamać, to jak mamy zrobić to my? - pytał przed finałem ówczesny trener Bayernu, Jupp Heynckes. Niemiec nie lekceważył Chelsea, ale z pewnością nie spodziewał się, że finał w Monachium będzie miał taki przebieg i zakończy się tak boleśnie dla jego drużyny.

Zespół Di Matteo był skazywany na pożarcie. Wszystkie atuty, włącznie ze stadionem, leżały po stronie Bayernu. Chociaż Heynckes w finale nie mógł skorzystać z Davida Alaby, Holgera Badstubera i Luiza Gustavo, to Chelsea była jeszcze bardziej osłabiona. Do Monachium tylko w roli widzów polecieli John Terry, Branislav Ivanović, Ramires i Raul Meireles. To dlatego Di Matteo w pierwszym składzie musiał postawić na Ryana Bertranda, dla którego był to pierwszy w życiu występ w Lidze Mistrzów i dopiero 13. mecz w podstawowej jedenastce w tamtym sezonie.

Bayern od początku ruszył z huraganowymi atakami, ale gola strzelił dopiero w 83. minucie. Petra Cecha, który tamtego wieczoru dokonywał cudów w bramce, pokonał Thomas Mueller. - Kilka sekund później stałem w kole środkowym, czekając na rozpoczęcie gry. Piłkarze Bayernu myśleli, że jest po wszystkim - tamten moment na łamach "Guardiana" wspominał ówczesny pomocnik Chelsea, Juan Mata.

- Nawet Didier Drogba, który nigdy się nie załamywał, wyglądał na zniechęconego. Nie mogłem zrozumieć dlaczego. Przeszliśmy przecież bardzo długą drogę do finału: nasz pierwszy trener został zwolniony, w niesamowity sposób wróciliśmy w dwumeczu z Napoli, przetrwaliśmy w dziesięciu nawałnicę na Camp Nou. To wszystko miało pójść na marne?

- Spojrzałem na Drogbę, położyłem rękę na jego ramieniu i powiedziałem, by się nie poddawał. Wiecie jak zareagował? Uśmiechnął się i odpowiedział: "okej, zróbmy to" - dodał Hiszpan.

Pięć minut później Chelsea doprowadziła do wyrównania. Z rzutu rożnego dośrodkował Mata, a gola głową strzelił Drogba. Był to pierwszy i jedyny korner londyńczyków w tym meczu. Bayern miał ich łącznie 20. Monachijczycy miażdżyli rywali nie tylko w tej statystyce. W całym spotkaniu oddali aż 34 strzały, przy zaledwie dziewięciu Chelsea. Bramka londyńczyków momentami wyglądała na zaczarowaną.

- Kiedy strzeliłem gola na 1:1, byłem już przekonany, że wygramy ten finał. Nie zwątpiłem nawet w dogrywce, gdy faulowałem we własnym polu karnym - opowiadał po latach Drogba. Iworyjczyk w pierwszej połowie dogrywki powalił we własnej szesnastce Francka Ribery'ego. Rzutu karnego nie wykorzystał jednak Arjen Robben. Dla byłego piłkarza Chelsea było to dopiero drugie pudło z jedenastu metrów w karierze. Pierwszy raz pomylił się miesiąc wcześniej, w przegranym 0:1 meczu z Borussią Dortmund.

Nawet w rzutach karnych, do których zespół Di Matteo ledwo się doczołgał, wydawało się, że Bayern musi zwyciężyć. Już w pierwszej serii pomylił się Mata, w trzeciej gola dla gospodarzy gola strzelił nawet bramkarz, Manuel Neuer. Później spudłowali jednak Ivica Olić i Bastian Schweinsteiger, a do siatki trafili Ashley Cole i Drogba. 

 

Chelsea, chociaż przez dziewięć lat rządów Romana Abramowicza miewała dużo silniejsze zespoły, wreszcie spełniła marzenie rosyjskiego właściciela. Marzenie, które ziściło się w jednym z najmniej oczekiwanych momentów, po meczu, którego londyńczycy w teorii nie mieli prawa wygrać. Brytyjskie media pisały o "cudzie w Monachium", który wyleczył kibiców ze Stamford Bridge z traumy, jaką był moskiewski finał z 2008 roku.

Kolejna potrzeba cudu

We wtorek Chelsea i Bayern znów spotkają się w Lidze Mistrzów. Tym razem w 1/8 finału. Wydaje się, że zespół Lamparda do wyeliminowania mistrzów Niemiec będzie potrzebował podobnej dozy szczęścia co niespełna osiem lat temu.

Drużyna Hansa-Dietera Flicka, w porównaniu do czasów Niko Kovaca, zrobiła wyraźny postęp. Z ostatnich 11 meczów we wszystkich rozgrywkach Bayern wygrał 10. Ostatniej porażki mistrzowie Niemiec doznali 7 grudnia w Moenchengladbach. Bawarczycy odrobili ligowe straty i dziś prowadzą w tabeli z punktem przewagi nad RB Lipsk. Drużyna z meczu na mecz wygląda coraz lepiej, niezawodny w ataku jest Robert Lewandowski. Polak w piątek strzelił kolejne dwa gole, w Lidze Mistrzów jest najskuteczniejszy z 10 trafieniami na koncie. 

Chelsea? Chociaż w sobotę pokonała 2:1 Tottenham, to jej ostatnia forma pozostawia wiele do życzenia. Zespół Lamparda w ostatnich pięciu kolejkach ligowych wygrał tylko raz, właśnie w derbach Londynu. W 2020 roku Chelsea odniosła tylko cztery zwycięstwa, w tym dwa z klubami z Championship w Pucharze Anglii. Do tego zanotowała trzy remisy i dwie porażki w lidze. 

Zobacz wideo Zobacz jak Chelsea pokonała Nottingham Forest

Londyńczycy są bardzo nierówni, a ich głównym problemem jest gra w defensywie. We wszystkich rozgrywkach w tym sezonie drużyna rozegrała 38 meczów, w których raptem siedmiokrotnie zachowała czyste konto. Chelsea broni słabo, na domiar złego nie pomagał jej Kepa Arrizabalaga. Hiszpan ma najgorsze statystyki wśród bramkarzy Premier League, którzy w obecnym sezonie rozegrali co najmniej 10 spotkań. To dlatego w ostatnim czasie Lampard postawił na rezerwowego golkipera - Willy'ego Caballero - który najprawdopodobniej zagra też przeciwko Bayernowi. 

Wszyscy kochają niespodzianki

Chelsea ma problemy na boisku, ale nie unika ich też poza nim. Z powodu kontuzji przeciwko mistrzom Niemiec na pewno nie zagrają N'Golo Kante, Callum Hudson-Odoi oraz Christian Pulisic. - Rozumiem, że eksperci nie uważają nas za faworytów, ale ja się tym nie przejmuję. Moim zadaniem jest przygotowanie zespołu do meczu, odszukanie słabości rywala i wykorzystanie ich. Chociaż Bayern to bardzo silny przeciwnik, to na pewno jest w naszym zasięgu - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej Lampard.

- Jesteśmy drużyną, w której są zawodnicy z dużym doświadczeniem w Lidze Mistrzów, ale też bardzo młodzi piłkarze, dla których będzie to największe wyzwanie w karierze. Najważniejsze jest to, by wszyscy zrozumieli, że w dwumeczu nie ma miejsca na błędy. Nie mam wątpliwości, czy we wtorek korzystać z młodszych zawodników. Wierzę we wszystkich, bo udowadniają mi swoją jakość na każdym treningu i podczas każdego meczu. Możemy przyjąć rolę underdoga, ale naszym zadaniem jest udowodnić, że stać nas na niespodziankę. Wszyscy kochamy takie historie - dodał.

Mecz Chelsea - Bayern Monachium we wtorek o godzinie 21:00. Relacja na żywo na Sport.pl.

Więcej o:
Skomentuj:
Słowa tabu w Bayernie. "Skoro nawet Barcelona nie była w stanie ich złamać, to jak mamy zrobić to my?"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX