Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jest marzeniem klubów Premier League. W meczu przeciwko finaliście Ligi Mistrzów pokazał dlaczego

Liverpool, Chelsea, Manchester United - te kluby mają latem stoczyć bój o Timo Wernera. Jeśli kibice na Wyspach zastanawiali się, dlaczego napastnik RB Lipsk jest jednym z najbardziej pożądanych zawodników na rynku transferowym, to odpowiedź dostali w środę wieczorem na stadionie Tottenhamu.

Była 58. minuta meczu na Tottenham Hotspur Stadium, gdy w pole karne gospodarzy piłkę wrzucił Timo Werner, a Konrada Laimera sfaulował Ben Davies. Chwilę później 23-letni napastnik RB Lipsk pewnie zamienił rzut karny na gola. Zespół Juliana Nagelsmanna pokonał finalistę poprzedniej edycji Ligi Mistrzów 1:0, a bohaterem spotkania był Werner, który już latem najprawdopodobniej przeniesie się na Wyspy.

Zobacz wideo

Nielubiany w kraju

Odkąd Werner w 2016 roku zamienił rodzimy VfB Stuttgart na RB Lipsk, stał się jednym z najbardziej nielubianych zawodników w Niemczech. Kibice w kraju nie mogli mu wybaczyć, że porzucił spadkowicza z Bundesligi na rzecz wspomaganego zagranicznym kapitałem klubu Red Bulla. We wrześniu 2017 roku, gdy Werner strzelał gola w eliminacjach MŚ przeciwko Czechom, z trybun nie słyszał braw, tylko gwizdy.

Transfer do RB Lipsk uczynił z 23-latka też jednego z najlepszych i najbardziej pożądanych napastników na świecie. W ciągu pierwszych trzech lat w nowym klubie Werner strzelił łącznie ponad 60 goli, notując też blisko 30 asyst. W obecnych rozgrywkach Niemiec rzucił wyzwanie Robertowi Lewandowskiemu w wyścigu po koronę króla strzelców Bundesligi. Na razie zdobył w niej 20 bramek (kolejnych sześć dorzucił w pucharach) i ustępuje Polakowi o trzy trafienia.

Nic dziwnego, że po Wernera ustawiła się kolejka chętnych. O piłkarza latem pytać miał Bayern Monachium i czołowe kluby Premier League. Napastnik jednak zadziwił wszystkich i przedłużył kontrakt z RB Lipsk. Chociaż nowa umowa wiąże go z obecnym klubem do czerwca 2023 roku, to najprawdopodobniej już latem Werner trafi na Wyspy. Jego transferu domagać ma się Juergen Klopp, o jego pozyskaniu już zimą marzył Frank Lampard.

Lepszy piłkarz na nowej pozycji

To właśnie o Wernerze rozpisywały się brytyjskie media przed meczem Tottenhamu z RB Lipsk. Eksperci podkreślali nie tylko jego doskonałą skuteczność, ale też boiskową inteligencję i umiejętność przystosowania się do nowej pozycji. Bo Werner nie jest typowym napastnikiem, królem pola karnego. Niemiec dysponuje niewiarygodnym przyspieszeniem, które sprawia, że dla rywali jest nieuchwytny.

- Lubię wypuścić piłkę na 3-4 metry, gdy mam do tego miejsce. W ten sposób mogę powiększyć przewagę nad przeciwnikiem - mówił Werner sam o sobie.

- Kiedy jest w linii ataku, za często zdarza mu się znajdować w bezruchu. Dopiero kiedy ma przed sobą trochę miejsca, może rozwinąć maksymalną prędkość i pokazać wszystko, co ma najlepszego. Gdy jest ustawiony trochę głębiej, częściej angażuje się w grę i kombinacje. Teraz ma znacznie więcej kontaktów z piłką niż w poprzednich sezonach, a dzięki grze między liniami defensywnie ustawionych przeciwników, stał się po prostu lepszym piłkarzem - w grudniu zachwalał swojego zawodnika Nagelsmann.

Werner, czyli bohater

O tym, dlaczego największe angielskie kluby rozkochały się w Wernerze, kibice Tottenhamu boleśnie przekonali się w środowy wieczór. Niemiec w Londynie pokazał wszystkie swoje zalety. Zabrakło mu tylko większej skuteczności, tak jak w ostatnich czterech meczach Bundesligi, w których nie zdobył bramki.

Pierwszego gola Werner mógł strzelić już w 2. minucie. Mógł, jednak w ciągu kilkunastu sekund, dwukrotnie jego strzały bronił Hugo Lloris. Niemiec nie popisał się też ponad pół godziny później, kiedy po podaniu Konrada Laimera, w doskonałej sytuacji uderzył wprost we francuskiego bramkarza gospodarzy. Chociaż Werner zmarnował trzy świetne okazje, to i tak został bohaterem Lipska. To on podawał do faulowanego w polu karnym Laimera, to on pewnie zamienił jedenastkę na gola.

Niemiec w swoim stylu nie czekał w polu karnym na podania. On do nich wychodził, szukał piłki na skrzydłach, kreując szanse sobie i kolegom. W 8. minucie Werner znalazłby się w kolejnej doskonałej okazji, jednak mimo że urwał się na lewej stronie Serge'owi Aurierowi, to nie otrzymał prostopadłego podania od Patrika Schicka. Tuż przed przerwą Niemiec mógł zaliczyć asystę, jednak jego podanie do Schicka w ostatniej chwili przeciął Davinson Sanchez. W drugiej połowie genialnym przepuszczeniem piłki między nogami wykreował kolejną szansę Schickowi, jednak ten uderzył wprost w Llorisa.

Werner momentami sprawiał wrażenie piłkarza, który w środę zwiedził każdy centymetr murawy na efektownym stadionie Tottenhamu. Jeszcze w pierwszej połowie Niemiec został ukarany żółtą kartką za faul na Harrym Winksie przy próbie odbioru.

Mecz z Tottenhamem Werner zakończył z czterema strzałami, dwoma celnymi i dwoma zablokowanymi. Niemiec miał 82 proc. skuteczności podań (jedno kluczowe) i aż pięć prób dryblingu. Nikt nie robił tego częściej, tyle samo prób zaliczył tylko Giovani Lo Celso.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że po meczu brytyjskie media rozpisywać się będą o kolejnej porażce Mourinho w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Równie dużo miejsca poświęcą jednak też pewnie Wernerowi, który po raz kolejny udowodnił, dlaczego jest marzeniem menedżerów w Premier League.

Więcej o: