Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Trener zdradza tajemnice szatni z legendarnego finału LM. "Do dziś nie wiem, jak Dudek to zrobił"

- W dogrywce jednak cierpieliśmy. Milan zepchnął nas do głębokiej defensywy. Kiedy Jerzy Dudek obronił pierwszy z dwóch strzałów Andrija Szewczenki, zdążyłem powiedzieć do naszego trenera bramkarzy: "Jest po wszystkim, przegraliśmy". Do dzisiaj nie wiem, jak Dudek mógł obronić tę dobitkę - tak finał Ligi Mistrzów z 2005 roku wspomina ówczesny asystent Rafaela Beniteza, Pako Ayestaran.

3:0 prowadził AC Milan z Liverpoolem w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku. Już w pierwszej minucie gola dla włoskiej drużyny strzelił Paolo Maldini, a tuż przed przerwą kolejne dwie bramki dołożył Hernan Crespo. Chociaż drużyna Carla Ancelottiego miała olbrzymią przewagę, to ostatecznie finał w Stambule przegrała.

Zobacz wideo

W drugiej połowie, w ciągu raptem sześciu minut, gole dla Liverpoolu strzelili Steven Gerrard, Vladimir Smicer oraz Xabi Alonso. W dogrywce, podwójną, wspaniałą interwencją po strzałach Andrija Szewczenki popisał się Jerzy Dudek, który był też bohaterem rzutów karnych, które drużyna Rafaela Beniteza wygrała 3:2.

Na łamach portalu The Coaches' Voice finał wspomina ówczesny asystent Hiszpana, Pako Ayestaran. Opowiada on przede wszystkim o zmianach, które Benitez przeprowadził w przerwie oraz odczuciach związanych z tym, co wydarzyło się w drugiej połowie, dogrywce i rzutach karnych.

- Kiedy w przerwie weszliśmy do szatni, od razu zaczęliśmy analizować to, co było złe w naszej grze. Naszym celem było uświadomienie piłkarzom, jak to możliwe, że w pierwszej połowie straciliśmy aż trzy gole. Wszyscy, którzy znali Beniteza, wiedzieli, że jest on chłodnym analitykiem i woli pokazywać konkrety, niż emocjonalnie krzyczeć na piłkarzy - wspomina Ayestaran.

- Kaka siał spustoszenie za naszą linią pomocy. Przeprowadziliśmy więc zmianę: w miejsce Steve'a Finnana wszedł Dietmar Hamann, który wspomagał Xabiego Alonso. Stevena Gerrarda przesunęliśmy bliżej bramki Milanu, dając mu więcej zdań ofensywnych. Przekonywaliśmy drużynę, że jeśli uda nam się zamknąć przestrzeń dla prostopadłych podań rywali i strzelimy szybko gola, to wszystko jeszcze może się zdarzyć.

- Kiedy wyszliśmy z szatni, nasi kibice śpiewali "You'll Never Walk Alone". Ich wiara i wsparcie sprawiły, że zespół uwierzył, że może jeszcze odwrócić losy meczu. Wiedzieli jednak, że muszą dać z siebie absolutnie wszystko. W 54. minucie Gerrard strzelił gola na 1:3. Sześć minut później było już 3:3. Ogarnęła nas ekscytacja, radość.

"Do dzisiaj nie wiem, jak Dudek mógł obronić tę dobitkę"

- W dogrywce jednak cierpieliśmy. Milan zepchnął nas do głębokiej defensywy. Kiedy Jerzy Dudek obronił pierwszy z dwóch strzałów Andrija Szewczenki, zdążyłem powiedzieć do naszego trenera bramkarzy: "Jest po wszystkim, przegraliśmy". Do dzisiaj nie wiem, jak Dudek mógł obronić tę dobitkę. Kiedy wybiliśmy piłkę, jeszcze raz zwróciłem się do trenera bramkarzy i powiedziałem: "Wiesz, teraz to na pewno wygramy".

- Ten finał przekonał mnie, że zawsze trzeba wierzyć, że trzeba być odpornym na wszystkie przeciwności losu. Niezależnie od tego, jak jest źle, zawsze masz szansę wygrać. To jest coś, o czym trenerzy i zawodnicy muszą zawsze pamiętać - zakończył Ayestaran.

Więcej o: