Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Trener wściekły na polskiego napastnika po fatalnym rzucie karnym. "Na pewno będzie ukarany"

Jakub Świerczok próbował strzelić gola z rzutu karnego podcinką, czyli tzw. "panenką". Reprezentantowi Polski jednak nie udała się ta sztuka, a jego Łudogorec Razgrad odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów. - Na pewno będzie ukarany. Dziwi mnie jak piłkarze do tego dopuścili - powiedział trener Łudogorca, Stojczo Stojew.
Zobacz wideo

W pierwszym spotkaniu pierwszej rundy eliminacji Ligi Mistrzów Ferencvaros pokonał Łudogorec Razgrad 2:1. W rewanżu mistrzowie Węgier prowadzili 2:0 już po 21 minutach. Jednak w 24. minucie Bułgarzy odpowiedzieli golem kontaktowym, a pięć minut później do rzutu karnego podszedł Jakub Świerczok. Polski napastnik miał szansę na wyrównanie wyniku spotkania, co dałoby jeszcze nadzieję jego drużynie, ale zmarnował "jedenastkę" - najgorsze jest to, że próbował pokonać bramkarza efektowną podcinką, ale ten nie dał się zaskoczyć.

Trener wściekły na Świerczoka

Świerczok został zdjęty z boiska już w przerwie. Po meczu okazało się, że polski napastnik nie był wyznaczony do strzelania rzutu karnego. Jego trener Stojczo Stojew zapowiedział już, że wyciągnie konsekwencje wobec Świerczoka. - Cosmin Moti miał wykonywać rzut karny. Krzyknąłem do niego, aby wziął piłkę, ale Świerczok chciał strzelać. Wszyscy jednak powinni znać swoje obowiązki. Na pewno będzie ukarany. Dziwi mnie jak piłkarze do tego dopuścili - przyznał Stojew.

O całej sytuacji opowiedział także polski zawodnik. - Chcę wszystkich przeprosić, bo to moja wina. Myślałem, że to dobra decyzja i że w takim meczu bramkarz nie zostanie na środku bramki. Zapytałem Motiego, czy mogę wziąć karnego i się zgodził. Teraz muszę dać z siebie jeszcze więcej, aby odzyskać zaufanie drużyny - stwierdził Świerczok.

Jego Łudogorec ostatecznie przegrał z Ferencvarosem 2:3 (3:5 w dwumeczu) i nie zagra w Lidze Mistrzów. Pozostanie mu rywalizacja w eliminacjach Ligi Europy.

Więcej o: