Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Właśnie tym Lewandowski różni się od Ronaldo. Polak może Portugalczykowi zazdrościć

- Pozyskaliśmy Ronaldo, bo on strzela ważne gole - powiedział Massimiliano Allegri po tym jak Portugalczyk zapewnił mu Superpuchar Włoch. Teraz dzięki hat-trickowi swej gwiazdy Juventus odrobił straty w starciu z Atletico Madryt i jest w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Zobacz wideo

W rewanżowym, trudnym i niewdzięcznym meczu z Atletico Madryt Ronaldo niemal od początku wyglądał jakby wypił o kilka energetycznych napojów za dużo. Jeszcze mocniej niż zwykle pokrzykiwał, motywował, gestykulował, przeżywał niemal każdą akcję. Może zdawał sobie sprawę jak trudne zadanie czeka jego klub. Przed drugą połową w korytarzu prowadzącym na stadion porozmawiał krótko z każdym z kolegów. Ścisnął rękę, przytulił lub poklepał po plecach, jakby nieco zabierając robotę kapitanowi drużyny Giorgio Chielliniemu.

Juventus już dwa tygodnie temu zdawał sobie sprawę, że u siebie Atletico jest klubem z innej galaktyki (w ostatnich pięciu latach w wiosennych meczach Ligi Mistrzów straciło tylko dwie bramki), ale wiedział też, że gole Hiszpanom wbija się trudno niezależnie gdzie toczy się rywalizacja. Do awansu do ćwierćfinału potrzebował przecież co najmniej trzech. Tyle też Ronaldo Atletico strzelił.

W 27. i 48. minucie wbił piłkę do bramki Oblaka głową. Oba trafienia były efektowne, oba ważne, ale trzecie w 86. minucie kluczowe. Portugalczyk nie pomylił się z karnego podyktowanego za faul na Bernardeschim. Awans do ćwierćfinału to zasługa Juventusu, ale też ogromna robota Portugalczyka. Nie pierwsza tak ważna w ostatnim czasie. Trochę przypominająca sytuację sprzed dwóch lat.

Deja vu i zazdrość Lewandowskiego

Ronaldo dokonał niemal niemożliwego w sezonie 2016/17. Wtedy po fazie grupowej licznik jego goli zatrzymał się na dwóch. W klasyfikacji strzelców z 10 trafieniami prowadził niezagrożony Messi. Ronaldo nie zdołał zdobyć bramki w 1/8 finału jednak, to co zrobił później przeszło do historii Ligi Mistrzów i pomogło mu wywalczyć Złotą Piłkę. W ćwierćfinale zdobył 5 bramek z Bayernem, w półfinale popisał się hattrickiem w starciu z... Atletico Madryt. Jego Real wyeliminował wtedy lokalnego konkurenta, a Ronaldo miał 90 minut, by w finale Champions League zapewnić sobie samodzielną pozycję lidera klasyfikacji strzelców. Zrobił to strzelając dwa gole Juventusowi.

Teraz sytuacja też ma parę analogii. W Madrycie i Turynie mają pewnie deja vu. CR7 znów zanotował hattrick z Atletico, ale przede wszystkim z przytupem wszedł w najważniejszą fazę rozgrywek. Po rywalizacji grupowej tego sezonu miał na koncie jedno trafienie. Teraz ma 4 i włącza się do rywalizacji o siódmy z rzędu tytuł króla strzelców. Te najważniejsze gole w Lidze Mistrzów w barwach Juventusu pewnie jeszcze przed nim. Kibice mogą mieć pewność, że im wyżej i trudniej, tym Portugalczyk w europejskich pucharach poradzi sobie lepiej. To coś czego pewnie mógłby pozazdrościć mu Robert Lewandowski. Polak niby też w fazie pucharowej zwykł dokładać swoją cegiełkę do goli Bayernu (strzelał je nawet Atletico, Besiktasowi, Arsenalowi, czy Juventusowi) ale sposób w jaki systematycznie robi to Ronaldo, liczba i waga jego trafień sprawiają, że to o Portugalczyku mówi się od lat jako tym niezawodnym w Europie w najważniejszych momentach. To on ciągle błyszczy.

Robi różnicę

Juventus rangę goli Ronaldo, czy też robienie różnicy w newralgicznych momentach już zaczyna odczuwać.

- Pozyskaliśmy Ronaldo, ponieważ on jest kluczowym zawodnikiem i strzela ważne gole – powiedział zadowolony Massimiliano Allegri po tym jak Portugalczyk w styczniu zapewnił mu Superpuchar Włoch.

Mecz z Milanem nie układał się najlepiej, ale Juve wygrało go 1:0, po trafieniu swojej gwiazdy. W lidze kibice też kilka razy mogli bić mu głośniejsze brawa. Po tym jak asystował przy każdym z trzech goli w domowym meczu z Napoli. Po golu strzelonym w 70. minucie remisowanego 0:0 meczu z Torino, który „Stara Dama” wygrał 1:0. Po zapewnieniu zwycięstwa, strzeleniu wszystkich goli i uratowaniu wyniku w starciu z Empoli (1:2), czy zagwarantowaniu trzech punktów w ostatnich minutach prestiżowego spotkania z Lazio. Tych ważnych trafień lider strzelców Serie A już trochę w tym sezonie uzbierał. Juventus liderowałby w tabeli pewnie też i bez niego, z tym, że Ronaldo nie jest w Turynie tylko i wyłącznie po to by dawać radość w skali krajowej. On ma zapewniać sukcesy międzynarodowe, tak jak robi to od kilku lat. Twierdzenie kto ma Ronaldo, ten ma talizman na awans do finału Ligi Mistrzów na razie wciąż obowiązuje. Wiedzą to w całym Madrycie, teraz przekonują się o tym pod Piemontem.