Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Club Brugge - Monaco. Błąd Kamila Glika dał bramkę gospodarzom

AS Monaco wreszcie nie przegrało, ale remis we wtorkowym wyjazdowym meczu z Club Brugge na pewno nie napawa ich optymizmem. Awans do fazy pucharowej wydaje się już nierealny. I spora w tym zasługa Glika, który nie przypilnował Wesleya w polu karnym.

AS Monaco w sezonie 2016/17 awansowało do półfinału Ligi Mistrzów, ale z tamtej drużyny wiele nie zostało. By nie powiedzieć nic. Najpierw odeszły największe gwiazdy (m.in: Lemar, Mbappe, Mendy i Bakayoko), a kilkanaście dni temu został zwolniony trener Leonardo Jardim, architekt sukcesu sprzed dwóch lat. Zastąpił go Thierry Henry, ale zadanie ma arcytrudne. Monaco zawodzi w Ligue 1, gdzie jest przedostatnie w tabeli. W Lidze Mistrzów też przegrało pierwsze dwa spotkania. Dlatego środowe spotkanie było niezwykle istotne w kontekście marzeń o grze w fazie pucharowej.

Błąd Glika

Club Brugge pierwszą dobrą okazję miał już w 14. minucie, ale gol Dennisa nie został uznany, bo sędzia - słusznie - dopatrzył się spalonego. W 32. minucie bramkę zdobył Sylla, napastnik Monaco wykorzystał błąd w ustawieniu obrony gospodarzy. Chwilę później mogło być już 2:0 dla gości, ale Sylia nie trafił na pustą bramkę.

W 39. minucie Wesley, niegdyś testowany przez Atletico Madryt, wygrał pojedynek w powietrzu z Kamilem Glikiem i celną główką pokonał Badiashile`a. Później już żadna bramka nie padła, choć najbliżej był tego 18-letni Openda. Napastnik Club Brugge w doliczonym czasie gry zmarnował doskonałą okazję.

Dla Monaco i Club Brugge były to pierwsze punkty w tym sezonie Ligi Mistrzów. Atletico Madryt i Borussia Dortmund mają po sześć punktów i zmierzą się w środę o godz. 21:00.