Napoli - Liverpool. Liverpool zginął od swojej własnej broni. Po golu w końcówce meczu

Dopiero w ostatniej minucie Napoli zdołało zdobyć bramkę dającą im zwycięstwo nad Liverpoolem. Był to jedyny gol w meczu, który rozkręcał się bardzo powoli. Z Polaków dłużej na boisku przebywał Milik, którego dwa strzały obronił Alisson.

Liverpool miał ten mecz uatrakcyjnić, zapewnić na Stadio San Paolo takie emocje jak w pierwszym spotkaniu Ligi Mistrzów z PSG albo podobne do tych z meczu przeciwko Chelsea. Miało się dziać, ale nieoczekiwanie przebieg meczu, szczególnie pierwszej połowy, sprawił, że wszystkie neapolitańskie dzieci pójdą jutro do szkoły wyspane. Największa w tym zasługa piłkarzy Jurgena Kloppa, którzy przez cały mecz nie oddali celnego strzału, ale na tyle dobrze grali w obronie, że stracili bramkę dopiero w końcówce meczu. Napoli było zespołem zdecydowanie lepszym i w pełni zasłużyło na wygraną, dzięki której wskakuje na pozycję lidera grupy C.

Głowa boli, ale mur rozbity

Alisson obronił dwa groźne strzały Milika, blokowane były uderzenia Allana, zbyt długo dryblował Ruiz, Gomez wybił piłkę sprzed bramki po strzale Callejona, a Mertens prawie złamał poprzeczkę bramki Liverpoolu. Napoli do ostatniej minuty biło głową w mur, aż wreszcie piłkę wepchnął do bramki Lorenzo Insignie. Wślizgiem, końcówką buta po dobrym podaniu Callejona. Piłkarze Ancelottiego od początku przeważali, ale przez niemal cały mecz czegoś im brakowało. Najpierw pomysłu, później precyzji, a pod koniec spotkania chyba już tylko szczęścia. W ostatniej akcji odebrali nagrodę za cierpliwość i konsekwencję.

Przez ostatni miesiąc piłkarze Liverpoolu rozegrali siedem meczów w klubie, a większość z nich wystąpiła jeszcze w reprezentacji. Klopp nieźle radził sobie z takim natężeniem spotkań, większość z nich wygrywał, a nieuniknione zmęczenie przyszło stosunkowo późno. W Neapolu „The Reds” zagrali bez polotu, statycznie i skupiali się przede wszystkim na zabezpieczeniu własnej bramki. Gospodarze byli od nich silniejsi i szybsi, a to, co po prawej stronie boiska wyprawiał Callejon przechodziło ludzkie pojęcie. Hiszpan nie zatrzymywał się nawet na moment. Był groźny z przodu i niezwykle przydatny w defensywie, gdzie neutralizował ofensywne zapędy Robertsona. W ostatniej akcji to on podał piłkę do Insignie, a wcześniej miał jeszcze siłę, by uciec obrońcy Liverpoolu.

Trzy perspektywy Polaków

Początek meczu Kamil Grabara oglądał z trybun, Piotr Zieliński z ławki rezerwowych, a Arkadiusz Milik ze środka boiska. Polski napastnik przebywał na murawie do 68. minuty, wtedy został zmieniony przez Mertensa. Carlo Ancelotti może tej decyzji żałować, bowiem w ostatnim fragmencie meczu Napoli posyłało sporo podań z bocznych stref boiska wręcz stworzonych dla Milika. Belg nie był w stanie do nich doskoczyć. Poza tym, Polak grał całkiem nieźle, ten jeden celny strzał w pierwszej połowie to jego zasługa. Po zmianie stron to Milik dał sygnał do ataku, gdy mocno uderzył sprzed pola karnego i zmusił Alissona do wypchnięcia piłki na rzut rożny.

Zieliński pojawił się na boisku jako ostatni i zagrał tylko przez dziesięć minut.

Więcej o: