Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Robert Lewandowski i Bayern są jak mąż i żona. Wytrwają ze sobą do końca". Nowy sezon w Sport.pl

- Pod koniec poprzedniego sezonu Robert Lewandowski czuł się zostawiony w Bayernie sam sobie. Dla wszystkich było wygodne, żeby to on stał się twarzą porażki z Realem. Ale Niko Kovac powiedział mu: zacznijmy od początku. I Robert to kupił - mówi Sport.pl dziennikarz "SportBild" Christian Falk

Paweł Wilkowicz: W piątek o 20:30 Bayern –Hoffenheim na inaugurację Bundesligi. Jedna z niemieckich gazet nowy sezon zapowiedziała tak: jeszcze dziewięć miesięcy do kolejnego mistrzostwa Bayernu. Da się to jakoś zatrzymać?

Christian Falk: Wszyscy się spodziewają, że się nie da. Poza Borussią Dortmund nie widać rywala zdolnego rzucić Bayernowi wyzwanie, ale Borussia jest jeszcze niewiadomą. Inna sprawa, że znaków zapytania w Bayernie też nie brakuje. To będzie w Monachium trudny rok z nowym trenerem Niko Kovacem. Nie wiemy jeszcze, czy to jest trener, który pasuje do filozofii Bayernu. Świetnie pracował w Eintrachcie Frankfurt, ale tam są inne wymagania jeśli chodzi o grę ofensywną. Eintracht czekał, bronił i kontrował. Bayern nie może czekać. I widzieliśmy już jak drużyna męczyła się kilka dni temu w Pucharze Niemiec z czwartoligowcem. Rywal wszystkie siły rzucił do obrony i Bayern bardzo długo szukał sposobu na strzelenie im gola. W Eintrachcie to był problem Kovacowi nieznany. Eintracht nigdy nie czuł obowiązku poprowadzenia gry. A na Bayern ten obowiązek spada zawsze. W Eintrachcie Kovac okazał się mistrzem reakcji. Teraz musi pokazać, że jest mistrzem akcji.

Były również obawy, czy Kovać nie jest zbyt młody, i czy jego trenerskie CV nie jest zbyt słabe, by rządzić w szatni pełnej gwiazd.

Tego się akurat nie obawiałem. On, choć młody i bez wielkich sukcesów jako trener, ma autorytet i charyzmę. Dobrze rozwiązuje takie sytuacje.

Takie sytuacje jak Roberta Lewandowskiego, który znów zaczął się uśmiechać na boisku?

Kovac potraktował Roberta szczególnie. Ta rozmowa była pewnie najważniejszą ze wszystkich, które trener miał do przeprowadzenia po objęciu Bayernu. Bo miała dać przykład: zobaczcie, jeśli przeciągnąłem Lewego na swoją stronę, to przeciągnę każdego. Wszyscy wiedzą, że pod koniec poprzedniego sezonu Robert czuł się zostawiony w Bayernie sam sobie. Że dla wszystkich było wygodne, żeby to on stał się twarzą porażki z Realem w Lidze Mistrzów. A Niko Kovac powiedział mu: zaczynamy od początku. Będziesz miał zawsze moje wsparcie, jesteś dla mnie bardzo ważny. Chcę tylko, żebyś znowu pokazywał: gra dla Bayernu to zaszczyt. Wiadomo, Robert jest bardzo dumnym człowiekiem. Wydawało się, że być może potrzeba będzie więcej czasu, by coś na tę zranioną dumę poradzić, przepracować wszystko co się w ostatnich miesiącach działo. A okazało się, że ta jedna rozmowa przełamała lody. I była bardzo ważnym sygnałem dla szatni. Kovac nie próbował się Robertowi przypodobać na siłę. W ogóle nie chciał dyskutować o transferze. Powiedział mu: wiem, że może chciałbyś odejść, ale ja nie mogę cię nigdzie puścić. I wyjaśnił, że go bardzo potrzebuje, że ma na niego pomysł, da mu wsparcie, że drużyna będzie grać tak, by on czuł się dobrze. I Robertowi to się spodobało.

A relacje Lewandowskiego z szefami Bayernu są teraz lepsze? W ostatnich miesiącach wypływało w niemieckiej prasie mnóstwo informacji, które nie miały nic wspólnego z prawdą. Choćby o esemesie z zasadami zachowania w klubie, który miał wysłać Kovac, o tym że Lewandowski ma nie wyjść na trening, jeśli Rummenigge i Hoeness nie porozmawiają z nim i nie zaczną mu dawać większego wsparcia. Lewandowski podejrzewał że te plotki pojawiały się z inspiracji klubu.

Wiosną sytuacja zrobiła się trudna, bo zabrakło rozmowy po przegranym półfinale Ligi Mistrzów z Realem. Wtedy Robert, Rummenigge i Hoeness powinni usiąść, porozmawiać, oczyścić atmosferę. Nie zrobili tego, i napięcie rosło przez następne tygodnie. Robert był zły, bo czuł, że robią z niego kozła ofiarnego. Oni byli źli, bo on cały czas dawał sygnały, że chce odejść. Gdyby porozmawiali, nie byłoby tylu plotek. Ale to już przeszłość. Odkreślili to i zaczynają od nowa.

Lewandowski pokazuje uśmiech i nową energię, strzela gole – cztery w dwóch meczach o stawkę u nowego trenera – ale to jednak mało prawdopodobne, żeby przestał w następnych oknach transferowych zabiegać o odejście.

A moim zdaniem to się jednak trochę zmienia. Robert w najbliższych tygodniach ma też porozmawiać z Rummeniggem i Hoenessem. I ta rozmowa może zakończyć sprawę. Myślę, że mimo wszystko ten upór, z jakim Bayern powtarzał: „Lewandowski jest dla nas tak ważny, że nie ma mowy o transferze”, mile połechtał ego Roberta. Boateng może odejść za dobrą cenę, Thiago  może odejść za dobrą cenę, Vidal odszedł. A Lewandowski nie, nie może, jest zbyt ważny. Może to było wbrew planom Roberta, ale jednak w jakiś sposób było dla niego przyjemne.

A nie jest tak, że Robert odzyskał humor, bo dostał sygnał, że będzie mógł odejść za rok, podczas tej zapowiadanej przez Hoenessa kosztownej przebudowy?

Nie wydaje mi się. Robert i Bayern są teraz jak mąż i żona. Mogą przechodzić kryzysy, ale jednak czują, że są sobie pisani. I są gotowi wytrwać ze sobą do końca. I dlatego nie sądzę, że plotki o odejściu będą wracać z taką samą siłą podczas następnych okien transferowych. Raczej spodziewałbym się, że Robert będzie chciał wypełnić kontrakt.

To jest bardzo odważne założenie. Kontrakt wygasa w 2021.

Naprawdę wiele zależy od Kovaca. To jest trener, z którym Robert może poczuć więź i który znajdzie dobry pomysł na jego grę.

Jaki konkretnie może być ten pomysł Kovaca?

To zostało między nimi, a nam pozostało patrzeć teraz i wyciągać wnioski. Widziałem wygrany Superpuchar Niemiec z Eintrachtem, widziałem wygrany mecz Pucharu Niemiec z Drochtersen/Assel. I zwłaszcza w tym drugim meczu pomysłu nie widziałem. Ale nie zapominajmy, że zanim Bayern zaczął grać świetny futbol za czasów Louisa van Gaala, musiało minąć kilka niespokojnych miesięcy.

Kovac ma wystarczająco mocną pozycję, by zachować stanowisko, jeśli przyjdą takie długie, niespokojne miesiące?

Jest coś co mnie niepokoi, przyznaję. Z reguły, gdy przychodzi nowy trener, dostaje jakiegoś piłkarza, którego sobie zażyczy. Kogoś, kto dobrze pasuje do jego nowego pomysłu. A Kovac nie miał na tyle mocnej pozycji, by postawić szefom Bayernu takie warunki. To nie Pep Guardiola, który wszedł do Bayernu mówiąc: Thiago albo nikt! I dostał Thiago. Być może Kovac nie miał nikogo takiego na oku. Być może. Ale jednak to było nietypowe. I daje do myślenia. Nowi piłkarze, Serge Gnabry i Leon Goretzka, byli zaklepani dla Bayernu jeszcze zanim Kovac przyszedł.

Czyli ten sezon jest dla Kovaca czymś w rodzaju okresu próbnego? Pokaż nam, że jesteś takim trenerem, jakiego chcemy w tobie zobaczyć, wyciśnij maksimum z piłkarzy których masz, a za rok porozmawiamy o dużych transferach? Uli Hoeness zapowiedział, że w 2019 Bayern wyda dużo na wzmocnienia.

Bayern ma wtedy kupić Benjamina Pavarda, zapłacić Realowi za Jamesa Rodrigueza, znaleźć następców dla Francka Ribery’ego i Arjena Robbena, więc rzeczywiście musi odłożyć dużo pieniędzy. Swoją drogą, to jak Kovac ułożył sobie relacje z Ribery’m i Robbenem też wiele mówi o jego podejściu. Tak jak w sprawie Roberta, był jednocześnie nieustępliwy i serdeczny. Powiedział Francuzowi i Holendrowi: musicie się pogodzić z tym, że nie zawsze będziecie grać. Bo Kingsley Coman i Serge Gnabry też chcą grać. A jednocześnie zasypuje Ribery’ego i Robbena komplementami, zachwyca się pracowitością Holendra, stawia go za wzór.

Ale niestety nie odmłodzi ich obu. Nie da też gwarancji, że Comana znów nie dopadną jakieś problemy.

Tak, nie widzę powodu, dla którego sytuacja na skrzydłach nagle miałaby się radykalnie odmienić. Guardiola powtarzał: gdy przychodzi do wielkich meczów, to zawsze mi wypadają Ribery albo Robben. A teraz oni są jeszcze o trzy lata starsi. Czy Coman i Gnabry będą w stanie zająć ich miejsce? Coman pewnie jest do tego nieźle przygotowany, ale Gnabry? Nie miał rewelacyjnych sezonów ani w Hoffenheim, ani w Werderze, ani w Arsenalu. Teraz ma być nagle piłkarzem, który będzie rozstrzygał o losach ćwierćfinałów czy półfinałów Ligi Mistrzów? No nie wiem. Jeśli Ribery i Robben znów wpadną w kontuzj, Bayern będzie miał duży problem.

Z drugiej strony, do rozwiązania wielu problemów Bayernu wystarczyłoby, żeby do oczekiwań doskoczyli piłkarze, których Bayern sprowadzał z ogromnymi nadziejami, jak Corentin Tolisso, czy – choć to inny przypadek niż Francuz – Renato Sanches.

Tolisso może nie oczarował tak jak przystało na najdroższego piłkarza kupionego do Bayernu, ale jednak choćby w półfinałach z Realem grał dobrze. W pierwszym meczu dał znakomitą zmianę, po jego podaniu Robert Lewandowski miał najlepszą okazję do zdobycia gola. W rewanżu było już nieco gorzej, ale jednak sporo drużynie dał. Brakowało w poprzednim sezonie trenera, który na niego postawi. Ancelotti dawał Tolisso szanse na początku, ale szybko odszedł. A Heynckes wiedział, że przychodzi do Monachium na rok. Przyszedł po sukces, a nie po to żeby rozwijać piłkarzy z myślą o następnym sezonie. Szukał szybkich rozwiązań, sprawdzonych. Stawiał na piłkarzy, których lepiej znał. Kovac ma inną rolę. I to jest wielka szansa dla Tolisso. Pamiętajmy, to był jego pierwszy sezon w Monachium, a w środku boiska trzeba działać bez zawahania. To jest miejsce dla bossów, on się musiał tego uczyć od nowa. Dopasować się, tak jak był dopasowany do gry Olympique Lyon. W mundialu Tolisso wchodził jako rezerwowy i grał bardzo dobrze. Dlaczego? Bo wiedział jak francuska kadra gra i jak się do tego dopasować. A w Bayernie w poprzednim sezonie tej jasności brakowało. Teraz pora, by przejął rządy w pomocy. Jeśli okaże się do tego gotowy, to może się okazać najważniejszym wzmocnieniem Bayernu tego lata. Bez konieczności robienia transferu.

Scenariusz jak z marzeń Ulego Hoenessa: nic nie wydać, a dostać dużo. Czy to nie za dużo oczekiwań jak na tak młodego trenera jak Kovac?

Mówiłem już, że mam swoje obawy, a z drugiej strony, Kovac też potrafił już postawić się szefom. To było wtedy, gdy Karl Heinz Rummenigge powiedział „SportBildowi”, że jeśli Jerome Boateng odejdzie, nie trzeba nikogo kupować, bo na jego pozycji mogą też zagrać Javi Martinez, David Alaba i Lars Lukas Mai. A Kovac odpowiedział kilka dni temu: jeśli Boateng odejdzie, musimy sprowadzić nowego obrońcę. Czyli jednak umie powiedzieć: dość, tu jest granica.

On jest bardziej człowiekiem Rummeniggego, czy Hoenessa?

Jego siłą jest to, że nie jest ani od jednego ani od drugiego. Dogaduje się z obydwoma. Pamiętam go jeszcze jako piłkarza Bayernu, potrafił się odnaleźć w rozmowie i z Rummeniggem i Hoenessem. A najbliższy jest mu dyrektor sportowy Hasan Salihamidzić. Byli bardzo zaprzyjaźnieni jako piłkarze i tak pozostało po karierze. Ważne jest, że obydwaj są akceptowani przez obu bossów Bayernu. Carlo Ancelotti na przykład miał ten problem, że wprowadził go do klubu Rummenigge, gdy Hoeness był w więzieniu. Hoeness nie uważał Ancelottiego za swojego człowieka, był wobec niego bardzo sceptyczny. A potem, gdy już wyszedł z więzienia – bardzo krytyczny. Wydawało się, że Hoeness i Ancelotti wyjątkowo do siebie pasują. Obydwaj lubią zabawę, biesiadowanie, swojskie żarty. A jednak się nie dogadali, bo Hoeness uważał go za człowieka Rummeniggego. Kovac jest już wspólnym wyborem obu szefów.

Relacje między Rummenigge a Hoenessem są już bardziej znośne?

Tak. Najgorzej było, gdy Hoeness wrócił do klubu po odsiedzeniu wyroku za sprawy podatkowe. Skończył się wtedy czas, gdy Rummenigge był sam w domu i o wszystkim decydował.

A Rummenigge polubił to i trudno było mu się z tym rozstać?

Oczywiście, kto by nie polubił? Obaj potrzebowali czasu, żeby sobie współpracę ułożyć na nowo. Bardzo pomógł Jupp Heynckes, jako przyjaciel obydwóch. A teraz potrafili się dogadać w sprawie Kovaca. Bo jeszcze w sprawie Thomasa Tuchela porozumieć się nie umieli. Rummenigge chciał Tuchela, Hoeness nie. Dlatego Bayern tyle zwlekał z propozycją dla tego trenera. A gdy w końcu do niego zadzwonili, Tuchel był już myślami w PSG. Ale ten poślizg wynikał tylko z braku przekonania Hoenessa do Tuchela. Natomiast do Kovaca Hoeness był przekonany.

A jaka właściwie jest misja Bayernu na ten sezon? Znów: naprzód do walki o tytuł w Lidze Mistrzów? Czy: zmieniamy się dla was i może być w LM różnie?

Chyba raczej to drugie. Choć też nie dosłownie tak. Raczej: Bayern zawsze może wygrać Ligę Mistrzów, nawet podczas przebudowy, i tego się trzymajmy. Ale pierwszy raz od dawna drużyna zaczyna sezon bez hasła: teraz już musimy podbić Europę.

***

IV runda Ligi Mistrzów. Gdzie obejrzeć?

Radja Nainggolan znowu imprezował. Nawet się nie przebrał

PSG szykuje transferowy hit