Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Legia Warszawa - Spartak Trnawa. Dean Klafurić musi przyspieszyć tok nauczania i wyeliminować błędy w obronie

Liczba traconych goli przez mistrza Polski niepokoi, ale na razie powodów do paniki nie ma. Dean Klafurić musi jednak przyspieszyć tok wdrażania nowego systemu, by eliminacje europejskich pucharów ponownie nie zakończyły się klapą.

Sześć - tyle goli w dwóch meczach u siebie w rozgrywkach krajowych straciła Legia Warszawa. Arkadiusza Malarza po trzy razy pokonywali piłkarze Arki Gdynia (w Superpucharze Polski) oraz Zagłębia Lubin (w ekstraklasie). Mistrz Polski, który wciąż uczy się systemu 3-5-2 popełnia błędy wpływające porażki, ale nikt (przynajmniej na razie) nie robi z nich tragedii. Inaczej będzie, jeśli defensywne wpadki wpłyną na wynik Legii w eliminacjach Ligi Mistrzów.

O'pilki Marciniaka. Piłkarscy najemnicy

We wtorek zespół Deana Klafuricia zmierzy się ze Spartakiem Trnawa w pierwszym spotkaniu III rundy el. LM. I jest to najwyższy czas na wyeliminowanie błędów, bo w Europie będą one znaczyć dużo więcej. Mecz Legia - Spartak o godz. 21, relacja na żywo na Sport.pl.

Największy problem - tracone gole

- Jestem zły ze straty sześciu goli przed naszą publicznością, to jest nasz największy problem. Porażek nie ponosimy jednak przez naszą formację czy grę wahadłowych. W poprzednim sezonie w sześciu ostatnich spotkaniach graliśmy podobnym systemem, jednak nikt o niego mnie nie pytał, ponieważ wyniki były bardzo dobre - powiedział Klafurić na poniedziałkowej konferencji prasowej.

Pierwsza kolejka za nami. Jak wygląda tabela LOTTO Ekstraklasy?

Z Chorwatem można jednak polemizować. Legia wciąż uczy się nowego ustawienia i o ile w ofensywie wygląda całkiem dobrze, o tyle w każdym spotkaniu w oczy rzucają się poważne błędy w obronie. Zarówno te indywidualne jak i zespołowe.

Klafurić bierze odpowiedzialność

W Superpucharze Polski bramkę na 1:1 zdobył Luka Zarandia. Gruzin mógł popisać się ładnym uderzeniem z powietrza, bo wokół siebie miał mnóstwo miejsca. Środkowi obrońcy kompletnie odpuścili krycie 22-latka, z powrotem nie zdążył też Michał Kucharczyk.

Brzęczek jak Nawałka, a jednak inny. Będzie rozmawiał z dziennikarzami, do sztabu wziął psychologa, ale rewolucji nie planuje

Tuż przed przerwą gdynianie strzelili gola na 3:2, a warszawska defensywa znów się nie popisała. Damian Zbozień najpierw z łatwością wpadł w pole karne Legii, by później bez problemu zagrać do Michała Janoty, który pokonał Malarza. W kryciu 27-latka spóźniony był Marko Vesović.

Jeszcze gorzej gra obronna Legii wyglądała z sobotnim meczu z Zagłębiem Lubin (1:3). Przy pierwszym trafieniu Patryka Tuszyńskiego zawalił William Remy, który najpierw złamał linię spalonego, a później staranował Malarza przy próbie interwencji.

Przy dwóch kolejnych bramkach nie popisał się Adam Hlousek. Przy pierwszej Czech był wyraźnie spóźniony, przez co musiał ratować się faulem, który zakończył się rzutem karnym dla gości. Przy drugiej obrońca Legii przegrał pojedynek z Władisławem Sirotowem, który mając dużo miejsca i czasu mógł spokojnie dośrodkować do Tuszyńskiego.

- Uważam, że moi zawodnicy potrafią grać w systemie z trzema obrońcami. Za wszystkie błędy biorę odpowiedzialność na siebie i piłkarze mają moje pełne wsparcie - komentował po meczu Klafurić.

Nieskuteczna ofensywa

Chorwat broni drużyny i zwraca uwagę na to, że w nowym systemie zespół dużo lepiej prezentuje się w ofensywie. Tutaj akurat można się zgodzić, jednak Legii brakuje skuteczności. Tylko w meczu z Zagłębiem trzy sytuacje zmarnował Kasper Hamalainen, a po jednej doskonałej okazji do strzelenia gola mieli też Cafu i Mateusz Żyro.

Gdyby legioniści grali skuteczniej, to w dwóch opisywanych spotkaniach, wyniki zdecydowanie bardziej przypominałyby te hokejowe. Mistrzowie Polski nie mogą jednak uzależniać wyników tylko od postawy w ofensywie. Zwłaszcza w europejskich pucharach, gdzie tracone bramki (przede wszystkim u siebie), mają zdecydowanie większe znaczenie.

Tomasz Jodłowiec dał zwycięstwo swojej drużynie w ostatnim meczu kolejki

Ponadto, Spartak Trnawa to zespół, który zdecydowanie lepiej czuje się w grze obronnej, przez co mistrzom Polski o strzelanie goli może być znacznie trudniej. - Słowacy są doskonale zorganizowani w defensywie. My musimy znaleźć balans między obroną i atakiem - powiedział w poniedziałek Inaki Astiz. - Jeśli chcemy z nimi wygrać, musimy dołożyć ognia w ofensywie - dodał Klafurić.

Przyspieszyć tok nauczania

Częściowym rozwiązaniem problemów w obronie mogłoby być przejście na ustawienie z czwórką obrońców, w której legioniści zdają się czuć lepiej. Za zmianą formacji przemawia też sytuacja kadrowa w zespole.

We wtorek na pewno nie zagra Kucharczyk, który do tej pory miał monopol na granie na prawym wahadle. Na boisku zabraknie również Remy'ego, a po kontuzji do kadry meczowej dopiero wraca Mateusz Wieteska. Do gry gotowi wciąż nie są reprezentanci Polski - Artur Jędrzejczyk i Michał Pazdan.

Sugerując się jednak poniedziałkową konferencją prasową można odnieść wrażenie, że Klafurić nie ma zamiaru wycofywać się z obranej drogi i wyjściowego ustawienia nie zmieni. - Jesteśmy gotowi na zmianę systemu w trakcie spotkania, tak robiliśmy w ostatnich meczach i możliwe, że we wtorek znów tak się stanie - powiedział Chorwat.

Astiz: - To nie jest aż tak inny system niż ten poprzedni. W ubiegłym sezonie sezonie - mimo że graliśmy czwórką z tyłu - były mecze jak np. z Wisłą w Krakowie, gdzie taktyka na boisku wyglądała bardzo podobnie. Nie wiem czy zauważyliście, ale nawet jak graliśmy na dwóch stoperów, to jeden pomocnik się cofał do obrony, dwaj środkowi obrońcy szli lekko na boki, natomiast boczni na wahadła. Każdy rozumie co ma robić, jednak przed nami sporo pracy.

Z pracą, zgrywaniem się i wyciąganiem wniosków legioniści muszą się spieszyć. W klubie nikt nie wyobraża sobie, by drugi sezon z rzędu przy Łazienkowskiej zabrakło fazy grupowej europejskich pucharów. Gdyby Legii zabrakło co najmniej w Lidze Europy, to Klafurić szybko zostanie pociągnięty do zapowiadanej przez siebie odpowiedzialności. Zwłaszcza, że w kontekście mistrza Polski coraz częściej wymieniane jest nazwisko Adama Nawałki.