Liga Mistrzów. Manchester City - Liverpool 1:2. Ryszard Wójcik: Niestety, cała Europa widziała to, czego nie zobaczył sędzia

- To była decydująca sytuacja, bo gdyby nie pomyłka sędziego, byłoby 2:0, a Josep Guardiola nie zostałby odesłany na trybuny - mówi były arbiter międzynarodowy Ryszard Wójcik o akcji z 42. minuty meczu Manchester City - Liverpool. - Ale o czym byśmy wtedy rozmawiali przez tydzień? - pyta ostatni Polak, który prowadził mecz piłkarskich mistrzostw świata. Antybohaterem rewanżowej bitwy o Anglię w ćwierćfinale Ligi Mistrzów został Mateu Lahoz.

We wtorek w Manchesterze City musieli odrobić duże straty z Liverpoolu (w środę przegrali tam 0:3), chcąc awansować do półfinału Champions League. Gdyby nie błąd arbitra, na przerwę schodziliby najpewniej prowadząc 2:0, byliby więc bliscy celu.

- Niestety, cała Europa widziała to, czego nie zobaczył sędzia – komentuje Wójcik. – Nie da się obronić decyzji Hiszpana. Było widać, że on nie był pewien od kogo piłka została zagrana, zanim przejął ją Leroy Sane. I stąd pomyłka – dodaje były arbiter.

Akcja wyglądała tak, że Sane z bliska wepchnął piłkę do bramki opuszczonej przez Lorisa Kariusa, który chwilę wcześniej piąstkował. Bramkarz zrobił to tak, że trafił w Jamesa Milnera, od którego futbolówka się odbiła i w ten sposób dostał ją Sane. Gdyby reprezentantowi Niemiec podał któryś z kolegów z drużyny, gol padłby ze spalonego. Ale że „podanie” było od Milnera, o ofsajdzie nie ma mowy. – Było widać wyraźny ruch nogi zawodnika Manchesteru, to musiało zmylić arbitra. Dlatego uznał, że było podanie, a nie odbicie od mało aktywnego obrońcy [Milnera] – analizuje Wójcik. – Pewnie gdyby był VAR, ktoś mógłby to zobaczyć i właściwie odczytać. Ale o czym byśmy wtedy rozmawiali przez tydzień? – dodaje.

Wójcik nie jest – jak to sam ujmuje – miłośnikiem VAR-u. – Bo piłka to gra błędów zawodników i sędziów. VAR parę rzeczy rozstrzygnie, ale uważam, że bardzo szybko może się stać doskonałym narzędziem do manipulacji. Wystarczy zrobić takie oprogramowanie, które pozwoli minimalnie, o 20 czy 30 cm przesunąć linię spalonego i można oszukiwać – tłumaczy.

Mimo niechęci do VAR-u Wójcik przyznaje, że w tej konkretnej sytuacji system bardzo by się przydał. – To była decydująca akcja, również dlatego, że Josep Guardiola wyleciał przez nią na trybuny. Trener City niepotrzebnie wszedł na boisko [zaraz po gwizdku na przerwę]. Niby odciągnął od sędziego trzech swoich zawodników, ale gdyby ich tam zostawił, to niczym złym by to się nie skończyło. A tak coś po hiszpańsku rodakowi dołożył i za to został wyrzucony – mówi Wójcik. - A teraz na pewno specjaliści od języka hiszpańskiego będą mieli co robić, będą odczytywać z ruchu ust Guardioli, co usłyszał od niego Lahoz – kończy były sędzia.

Czytaj więcej:

Wielkie emocje w Manchesterze. Liverpool w półfinale rozgrywek!

Co za błąd sędziego. Manchester City powinien mieć kolejnego gola

Więcej o: