Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Eliminacje LM: Legia - IFK Marienham 6:0. Spacer numer dwa

Mecze takie jak ten przywracają nadzieję, że z polską piłką nie jest tak źle, jak było jeszcze kilka lat temu. Legia odprawiła gości z Finlandii z bagażem goli adekwatnym do prezentowanego przez nich poziomu.

Początki podobne

Choć wynik z pierwszego meczu był dla gości dalece niekorzystny, nie zmienili oni znacząco swojego nastawienia względem tamtego spotkania. Nadal zaczęli ze stosunkowo głęboką defensywą, starając się wciągnąć rywali na własną połowę i starając się szukać szybkich kontr. Podobnie jak wtedy, ten plan szybko spalił na panewce, po solowej akcji Guilherme. Niewiele też zmian w stosunku do poprzedniego meczu przyniosły kolejne minuty po wyjściu przez Legię na prowadzenie. Ponownie oznaczało to cofnięcie się na własną połowę i umożliwienie gościom wstrzeliwania piłki w pole karne.

Na chaos, ale w defensywie

W momencie kiedy gra była przenoszona w okolice szesnastki Legii, zaczynały się problemy warszawiaków. Brakowało zrozumienia pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. Miały miejsce sytuacje, w których dwóch z nich ruszało to tej samej piłki, pozostawiając inny sektor zupełnie odkryty. W podobnych okolicznościach zdarzało się, że wszyscy obrońcy pozostawali głęboko i nikt nie doskakiwał do nacierającego zawodnika. To stwarzało jeszcze większe problemy przez to, że podobnie zachowywali się grający w eksperymentalnym ustawieniu pomocnicy. Skutkowało to momentami, zwłaszcza w pierwszej połowie, kiedy Finowie opanowali środek pola i udawało im się z większą celnością dostarczać podania w strefy zagrożenia. Tam jednak nadal brakowało indywidualnych umiejętności, by wykańczać akcje.

Lekkość w środku

Znacznie bardziej na plus prezentowała się Legia przy wyprowadzaniu akcji. W niekonwencjonalnych podaniach brylował Mączyński (87 procent celnych, w tym trzy kluczowe), ale Makowski, Michalak czy Kopczyński bardzo umiejętnie stwarzali opcje dogrania piłki. Dzięki dużej ruchliwości piłkarze z Warszawy nie mieli wielkich problemów z gubieniem krycia, co tylko ułatwiało rozgrywanie piłki. Dodatkowym czynnikiem był tu fakt, że bardzo rzadko zawodnik, który rozprowadzał akcje, był mocniej naciskany przez rywali. Ta lekkość rozegrania był widoczna niemal przez całą drugą połowę, kiedy Legia często szukała ryzykowniejszych podań, a i tak utrzymywała ich skuteczność na poziomie przewyższającym 85 procent. Przeciwnik nie był przy tym w stanie w żaden sposób temu zaradzić.

Trudniejsza przeszkoda

Pod względem piłkarskiej jakości kolejny rywal będzie jednak już o kilka półek wyżej. Choć Astana nie jest tak silnym zespołem jak w czasach, kiedy awansował do Ligi Mistrzów, na tle Marienhamn z całą pewnością jest w stanie postawić Legii znacznie trudniejsze warunki. Tym bardziej że warszawianie są w trakcie przechodzenia sporych zmian kadrowych, zaś defensywa póki co poraża nieporadnością, zarówno jako formacja, jak i pod kątem popełnianych błędów indywidualnych. Piłkarze Marienhamn nie byli w stanie tego wykorzystać, ale ci z Górnika Zabrze już tak. Z pewnym prawdopodobieństwem mistrzowie Kazachstanu też.