Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Finał Ligi Mistrzów Real - Juventus. Antonio Pintus, turyńczyk z Realu. Zawsze w cieniu, ale mówią o nim: najlepszy transfer Zidane'a

Kto grał w piłkę w Juventusie i miał trenerskie sukcesy, miał z reguły w sztabie Antonio Pintusa. Piłkarze żartowali, że sadysta, że kapral. A po latach dzwonili: potrenujesz moich? W końcu zadzwonił też Zinedine Zidane

Jest niewysoki, łysy, bardzo energiczny i może mignął wam raz, dwa czy dziesięć razy na piłkarskich zdjęciach, ale nigdy na tyle wyraźnie, żeby dociekać, kim właściwie jest. Na zdjęciach Juventusu zdobywającego w latach 90. Puchar UEFA, Puchar Kontynentalny, Superpuchar Europy. Na zdjęciach Chelsea wygrywającej z Gianlucą Viallim Superpuchar Europy i Puchar Anglii. Na zdjęciach z Didierem Deschampsem w AS Monaco, finaliście Ligi Mistrzów 2004, i w Olympique Marsylia. Na zdjęciach z Gianfranco Zolą w West Hamie. Z Gusem Poyetem w Sunderlandzie. Na zdjęciach z Palermo, gdy jeszcze grał tam Paulo Dybala. Na zdjęciach Rosji pod wodzą Fabio Capello z mundialu w Brazylii. I tak dalej.

 „Nienawidziłem go na treningach. Kochałem, gdy grałem mecz”

Był wszędzie tam, gdzie trener potrzebował wesołego, ale twardego kaprala od przygotowania fizycznego. Takiego człowieka, którego, jak to opisywał Poyet, piłkarze jednocześnie nienawidzą i kochają. – Nienawidziłem go na treningach. Kochałem go, gdy grałem mecz i miałem sił pod dostatkiem – mówił Poyet. Jeden z tych, którzy najpierw doświadczyli cudów Pintusa na sobie, a potem wzięli go do sztabu jako trenerzy. Jak Vialli, Deschamps, Zola i w końcu Zidane. Vialli ufał Pintusowi do tego stopnia, że przyjęcie propozycji z danego klubu uzależniał od tego, czy Włoch zgodzi się tam pójść z nim. U Zidane’a było inaczej, bo on Real przejął w styczniu 2016 roku w biegu, i sztab też kompletował w biegu. Ale gdy tylko skończył pierwszy sezon, upomniał się o Włocha.

 „Sława ma cenę. I wy właśnie zaczniecie ją płacić. Pocąc się”

Zanim niespełna rok temu Pintus przyszedł zmieniać w marines piłkarzy Realu, trafił jeszcze na jakiś czas do Olympique Lyon. Ale kiedy zadzwonił Zidane z propozycją pracy, Pintus powiedział szefom Olympique, że tej propozycji odrzucić nie może. Zaprosił współpracowników na pożegnalną kolację i odjechał do Madrytu. Tam tak przywitał się z piłkarzami: – Chcecie sławy, ale sława ma swoją cenę. I wy właśnie zaczniecie ją płacić. Pocąc się.

Poszli za nim, bo potrafił i zapędzić do pracy i rozluźnić atmosferę. A przede wszystkim dlatego, że tłumaczył. On i wszyscy ci którzy w sztabie Realu odpowiadają za przygotowanie fizycznie i żywienie, zwłaszcza doktor Joaquin Mas. Słuchali odczuć piłkarzy i cały czas tłumaczyli. Dlaczego tak często ćwiczymy bez piłek, wbrew hiszpańskim przyzwyczajeniom. Dlaczego nie wolno jeść tego i tego, dlaczego właśnie wtedy, dlaczego niektóre mięśnie są dla piłkarza balastem, jak odpoczywać. I dziś piłkarze Realu wychwalają Pintusa w wywiadach. A Rafaela Beniteza, który też ich próbował brać w karby, ale na smutno, pogonili.

Mogło brakować koncentracji i pomysłu. Nigdy nie zabrakło sił

Zidane pod rękę z Pintusem ułożył taki plan na cały sezon, żeby każdy mógł się i zrealizować, i odpocząć. Zamiast jechać na dobrze płatne tournee do Azji, jak bywało, zrobili piłkarzom zgrupowanie kondycyjne. Żeby nie powtórzyła się historia z ostatnich miesięcy pracy Carlo Ancelottiego, gdy Real, zdobywca Pucharu Europy i klubowy mistrz świata, dojechał do końca sezonu na oparach benzyny.

Udało im się temu zapobiec.  Miewał Real w tym sezonie różne problemy. Mogło mu brakować pomysłu, co zrobić z dobrze zaczętym meczem. Mogło brakować koncentracji. Ale nie brakowało ani ambicji, ani sił. Mówi się, że to najmocniejsza kadra we współczesnym futbolu. Ale to jest też kadra w której wszyscy są, pożyczając porównanie od Alexa Fergusona, wybiegani jak psy rzeźnika. Real Zidane’a nie szukał gwiazdorskich transferów. Szukał sposobu, jak z piłkarzy, których ma. wycisnąć jak najwięcej. Jedną piątą goli strzelił w ostatnich dziesięciu minutach meczów. Cristiano Ronaldo dawno już nie dotarł na finisz sezonu tak zregenerowany jak dziś. Wagę zrzucił nie tylko on, ale i Karim Benzema. Taka była droga po mistrzostwo Hiszpanii i po awanse w kolejnych rundach Ligi Mistrzów. A teraz czeka sobotni finał w Cardiff z Juventusem (i szansa na pierwszy dublet Realu od końca lat 50. ubiegłego wieku).

Pintus bardziej turyński niż wielu z dzisiejszego Juve

Nie mogło być dla sztabu Zidane’a bardziej wyjątkowego rywala. Zidane w Juventusie stał się najlepszym piłkarzem świata. Jego asystent Davide Bettoni, przyjaciel od czasów dorastania, przeniósł się wówczas za nim do Turynu i grał w piemonckich klubikach z niższych lig. Ale gdzie im wszystkim do Pintusa, jeśli chodzi o turyńskie sentymenty. On jest bardziej turyński niż wielu działaczy i piłkarzy Juventusu. Tak turyński, że pracował jeszcze z Giovannim Trapattonim na początku lat 90, a potem aż do 1998. Że wrócił do Juventusu w 2006, gdy klub po degradacji zaczynał sezon w drugiej lidze i gdy trwała najważniejsza próba: kto z Juve, kto przeciwko Juve. Pintus urodził się w Turynie, studiował w Turynie, tam zaczynał pracę w sporcie. Z judokami, biegaczami na średnich dystansach i w końcu w futbolu. Ale podobnie jak Zidane, nie zdobył z Juventusem Pucharu Europy. Zizou przyszedł za późno, po wygranym finale 1996. A Pintus akurat w tamtym zwycięskim sezonie pracował tylko z drużynami młodzieżowymi Juve.

Najlepsza droga jest pośrodku

Pintus jest ze starej szkoły, dlatego zapędza piłkarzy do biegania również bez piłki. Ale nie jest radykałem, mówi, że najlepsza metoda jest gdzieś pośrodku. Jego obozy kondycyjne nie są jak te Profe Ortegi z Atletico Madryt, piłkarze nie wymiotują ze zmęczenia i nie patrzą, kto pierwszy odpadnie i będzie można z niego pożartować. Atletico to Atletico, jest pod tym względem wyjątkowe. Jak mówił Diego Godin: Barcelona czy Real nie będą trenować tak jak my. Nie będą, bo mają inne talenty, inne ego i trzeba do nich mądrze podejść.

Apteka Juventusu

Pintus też miał już różne doświadczenia: w Monaco na początku przesadził, musieli z Deschampsem zmienić plany w kolejnym sezonie. A np. w dawnym Juventusie trenowało się jak w Atletico. Pintus był wtedy asystentem Giampiero Ventrone, zwanego „Komandosem”, bo taki narzucał dryl, a tajemnic boiska treningowego strzegł jak bazy wojskowej. To były też czasy, gdy klubowy lekarz Juve Riccardo Agricola faszerował piłkarzy specyfikami, którymi możnaby wyposażyć spory szpital. Sprawa trafiła do sądu, ale Pintus nie był w nią zamieszany (lekarz ostatecznie został oczyszczony z dopingowych zarzutów), a po przejściu razem z Viallim do Chelsea zapowiedział, że nie będzie piłkarzom podawał modnej wówczas, choć kontrowersyjnej kreatyniny.

Po pierwszy Puchar Europy

Tamta Chelsea słynęła z kondycji, a Pintusa piłkarze przezwali „Sadystą”. Zola i Poyet właśnie w Chelsea doświadczyli metod „Sadysty” i nabrali ochoty na więcej jako trenerzy. Juventus, Chelsea, Monaco, to są wizytówki, które sprawiają że telefon Pintusa ciągle dzwoni. W sobotę się okaże, czy telefon Zidane’a był dla Włocha szansą, by - kosztem swojego Juventusu  - dopisać sobie wreszcie w CV: przygotowywałem zdobywców Pucharu Europy.