Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Ronaldo jak legendy Realu Madryt. "Godny następca kochanego Di Stefano"

Tak w Realu grali tylko najwięksi. Część z nich Cristiano Ronaldo już przyćmił. Autor hat-tricka w meczu z Atletico w półfinale Ligi Mistrzów swoją legendę w Madrycie buduje szybko. Właściwie, już wszedł do panteonu królewskiego futbolu i stoi w nim wysoko. Gdzieś niedaleko Alfredo di Stefano

Cztery gole z Bayernem Monachium w ćwierćfinałach i trzy bramki z Atletico po pierwszym półfinale Ligi Mistrzów. Trudno mieć wątpliwości, kto zapewni Realowi tegoroczny finał prestiżowych rozgrywek. Rewanż z Atletico powinien tylko tę tezę umocnić.

To może być kolejny triumfalny sezon dla Ronaldo, który robi wszystko, by już w połowie roku być pewnym drugiej z rzędu Złotej Piłki. Tytuły, pobijane rekordy czy podkręcane statystyki już teraz sprawiają, że przez długi czas wyczyny 31-latka ciężko będzie komuś przebić. A Ronaldo przecież nie kończy jeszcze kariery. Niezwykle ważny będzie dla niego najbliższy miesiąc. To na CR7, tak jak niegdyś na inne gwiazdy, oczy kibiców zwrócone będą najbardziej. Wie to choćby jego obecny trener. 

„Boiskowy potwór”

Zinedine Zidane w 2001 roku pojawił się w Realu jako piłkarski mistrz świata. W swym pierwszym sezonie zapewnił Królewskim triumf w Lidze Mistrzów, strzelając w jej finale zwycięskiego gola przeciwko Bayerowi Leverkusen. Ten gol przeszedł do historii futbolu nie tylko przez jego wagę, ale i wymiar. Strzał z woleja z rogu pola karnego w samo okno bramki rywala – to się ma prawo udać tylko piłkarskim szczęściarzom lub geniuszom. W Madrycie byli raczej ci drudzy. Ronaldo zresztą w dwóch wygranych przez Real finałach LM też wpisywał się na listę strzelców, dwa razy z karnego. Ekwilibrystycznego majstersztyku może Francuzowi pozazdrościć. Reszty - niekoniecznie.

Zidane w swojej pięcioletniej piłkarskiej przygodzie z Galacticos zgarnął jeszcze mistrzostwo Hiszpanii, Puchar UEFA, Puchar Interkontynentalny, wybrany był też Piłkarzem Roku FIFA. Przy tym całym splendorze Francuza i zestawieniu z madryckimi dokonaniami Ronaldo, trudno nie docenić tu jednak sukcesów Portugalczyka. Dwie Złote Piłki, dwie wygrane w Lidze Mistrzów, do tego trzy triumfy w Klubowych Mistrzostwach Świata, dwa w Superpucharze Europy i Pucharze Króla i jedno mistrzostwo w La Liga - to robi wrażenie. Trudno się dziwić, że Zidane, czyli obecny trener CR7, po meczu z Atletico komplementował Ronaldo w oryginalny jak na siebie sposób. - O nim już nic więcej nie można powiedzieć, chyba tylko tyle, że to boiskowy potwór - uśmiechał się trener.

Pogromca Atletico, bramkowy gigant

Liczbą swych goli Ronaldo napisał już własną historię w Realu. Jeszcze dwa lata temu w tych statystykach królował Raul Gonzalez, kolejna z legend klubu. Trzykrotny triumfator Ligi Mistrzów i sześciokrotny mistrz Hiszpanii w królewskich barwach rozegrał najwięcej - 741 - meczów i strzelił w nich 323 gole. Ronaldo, który stał się właśnie pierwszym zawodnikiem w historii LM z dwukrotnym z rzędu hat-trickiem w fazie pucharowej rozgrywek, ma na swym madryckim koncie 400 bramek!

Rekord w potyczkach z Atletico Madryt też należy do niego. Żaden inny strzelec w historii Madrytu nie trafiał z tym rywalem tyle razy co on (20). Podobnych statystyk można przywoływać więcej i zakładać, że i tak za kilkanaście miesięcy zmienią się na korzyść Portugalczyka. Raul będzie mógł tylko bić brawo. Podobnie jak inne klubowe legendy, m.in. Emiliano Butragueno, lider i symbol fantastycznej ekipy z lat 80-tych - La Quinta del Buitre (Piątka Sępa). To od jego pseudonimu stworzono zresztą to określenie. Generacja młodych Hiszpanów uformowanych w szkółce Realu, zdominowała i imponowała w krajowych rozgrywkach, zdobywając sześć mistrzowskich tytułów. Do tego dołożyła dwa Puchary UEFA i kilka pamiętnych „remontad”. Butragueno też grał z siódemką na koszulce. Porównania i oceny nasuwają się więc same. Ustosunkował się do nich sam zainteresowany i możliwości Ronaldo ocenił wyżej od swoich. - To żywa legenda tego klubu. To, że strzela średnio gola na mecz, dla ludzi stało się już normalne. Przyzwyczaili się do jego niezwykłości i talentu. Dla mnie, w hierarchii grających tu kiedykolwiek piłkarzy, Cristiano jest zaraz za Alfredo Di Stefano! - wyznał w rozmowie z „France Football”.

Oczywiście, na Butragueno nie kończy się lista tych, którym w Madrycie mogliby stawiać pomniki i próbować mierzyć z geniuszem Ronaldo.

Zaraz przypomni się m.in. Juan Gomez (Juanito). Kolejny wielki z siódemką na koszulce, który zaczął grać w Madrycie kilka lat przed Butragueno. Spędził w klubie dekadę. Chociaż zginął w 1992 roku, na Bernabeu pamiętają o nim do dziś. W siódmej minucie spotkań z trybun często słychać „"Illa, Illa, Illa, Juanito Maravilla" (Juanito cudowny).

Di Stefano i...

Im dalej cofamy się w czasie, tym trudniej zestawiać Ronaldo z kolejnymi bohaterami Realu. Taki Francisco „Paco” Gento dla Madrytu biegał po boisku przez praktycznie całe swoje piłkarskie życie (1953-1971). 18 lat spędzonych w klubie i rekordowych sześć wygranych Pucharów Europy stawiają go na szczycie madryckiego panteonu, tuż za wspomnianym już Di Stefano. Zmarły w 2014 roku Argentyńczyk dał Madrytowi pięć Pucharów Europy. "Dał" to dobre słowo, bo w każdym z finałów strzelał gole. Di Stefano odmienił oblicze Realu. Razem z Raymondem Kopaszewskim czy Ferencem Puskasem ekipę, która grała, przestroił w ekipę, która wygrywała. Przy okazji, tak jak Ronaldo, cieszył się też z osobistych sukcesów, m.in. dwukrotnego triumfu w plebiscycie Złotej Piłki. Argentyńczyk z dorobkiem ponad 200 goli został zresztą najskuteczniejszym napastnikiem w historii Realu aż do XXI wieku, kiedy rekord ten pobił wspominany już Raul. Co ciekawe, Di Stefano, który oklaskiwał Ronaldo na jego prezentacji w Madrycie w 2009 roku, szybko docenił klasę pozyskanego napastnika.

- Cristiano jest wzorem do naśladowania dla młodszych, ale i dla starszych piłkarzy. Ma też olbrzymi talent. Gdyby porównać go do krzyku, to on krzyczy tak głośno, że nie można go usłyszeć. Imponuje mi jego determinacja, to, że nigdy się nie poddaje - powiedział niegdyś honorowy prezes Realu. A Di Stefano był raczej oszczędny w słowach i komplementach, i gwiazd futbolu widział wiele.

Na zestawienie imion obydwu panów zdecydował się też sam Florentino Perez. Może i zrobił to najtrafniej. - Cristiano to godny następca naszego kochanego Alfredo - oświadczył prezes Realu pod koniec 2016 roku, gdy rozstrzygała się kolejna batalia o Złotą Piłkę. Wygrał, oczywiście, CR7. I jest na najlepszej drodze, by pod koniec 2017 r. znów się z niej cieszyć. Przed nim najważniejsze mecze tego roku i bardzo realny występ 3 czerwca w Cardiff.  Jeśli będzie tak skuteczny jak do tej pory magiczna historia Ronaldo w Realu zyska kilka dodatkowych akapitów. W samym panteonie legend nie ma co się przeciskać. Gdziekolwiek by się nie stało, ważniejsze, że się tam po prostu jest.

Liga Mistrzów. "Atletico wpadło pod jadący pociąg. Real jest obiema nogami w finale"

Dlaczego Ronaldo zaczepił w przerwie sędziego?

Jak to było z tym Cristiano Ronaldo na spalonym przy pierwszej bramce? Portugalczyk porozmawiał sobie o tym z sędzią, gdy schodzili do szatni... CZYTAJ WIĘCEJ

Ile brakuje Ronaldo do króla strzelców LM?

Portugalczyk nagle zaczął popisywać się niesamowitą skutecznością i jest już drugi w klasyfikacji najlepszych strzelców. Ma dziesięć goli, ile mu brakuje? CZYTAJ WIĘCEJ