Liga Mistrzów. Uzależnieni od Lewandowskiego

Bayern Monachium w pierwszym ćwierćfinałowym starciu Ligi Mistrzów musiał uznać wyższość Realu Madryt. W zespole podopiecznych Carlo Ancelottiego zabrakło kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego. Na ile nieobecność polskiego napastnika odbiła się negatywnie na dyspozycji Bawarczyków?

Rola Lewandowskiego

Choć Lewandowski to prawdziwa maszyna do strzelania bramek, ciężko sprowadzić jego rolę w Bayernie do wykańczania akcji. Faktem jest, że potrafi on odnaleźć się w okolicy pola karnego i sfinalizować atak, ale równie dobrze czuje się, gdy trzeba zejść w głąb boiska i kreowanie tego ataku wspomóc na wcześniejszych etapach jego budowania. Lewandowski często jest widoczny w okolicy środka pola, stwarza opcje podania, po czym po odegraniu błyskawicznie wychodzi na pozycję. Potrafi on przy tym dobrze przewidzieć, gdzie zostanie zagrana piłka, dzięki czemu w momencie jej przyjmowania od razu ma odrobinę czasu i miejsca. Lewandowski przy tym myśli krok naprzód. Otrzymując piłkę nie spowalnia akcji, natychmiast wie, co z futbolówką zrobić, niezależnie od tego, czy chodzi o błyskawiczne wykończenie, czy o uruchomienie lepiej ustawionego partnera.

Klucz do zrozumienia

Doskonałym przykładem tego typu gry były ostatnie mecze Bayernu - z Augsburgiem i Borussią. Tam Lewandowski oprócz stwarzania sytuacji sobie, ułatwiał też rozegranie partnerom. W wielu momentach schodził w głąb pola albo do boku, wyciągając za sobą obrońców. W tę lukę wbiegali skrzydłowi albo jeden z pomocników, mając prostą drogę do wykończenia akcji. Taka uniwersalność stawia Lewandowskiego w rzędzie z najlepszymi napastnikami świata. Być może pod kątem gry z piłką daleko mu do Ronaldo czy Messiego, ale w charakterze gracza zespołowego odnajduje się być może nawet lepiej niż oni. Przez to w Bayernie doszło do sytuacji, w której raz na jakiś czas Lewandowski może samodzielnie wygrać mecz, ale jego zespół ma problem, by wygrać mecz bez niego.

Zobacz wideo

Próba zastępstwa

Bayern od Lewandowskiego uzależnił się na tyle, że w kadrze Mistrzów Niemiec brakuje drugiego nominalnego napastnika. Jedyną alternatywą było wykorzystywanie w tej roli Thomasa Muellera, na co też zdecydował się Ancelotti w starciu z Realem. Choć pod kątem stwarzania przestrzeni Niemiec nie ustępuje Polakowi, a być może nawet go przewyższa, tak z kolei nie radzi sobie już tak dobrze z piłką. Przy ostrym pressingu i przy minimalnej ilości miejsca, wystawiony w ataku pomocnik miał już ogromne problemy ze stwarzaniem zagrożenia. Przez cały mecz udało mu się wygrać raptem 4 starcia z 21 w których brał udział, nie zanotował żadnego otwierającego podania i oddał tylko jeden strzał. Jeszcze większym problemem było dla Ancelottiego to, że niespecjalnie mógł Muellera ściągnąć z boiska, gdyż innej alternatywy do użycia w roli napastnika zupełnie już nie posiadał.

Uzależnieni

Spłyceniem byłoby twierdzenie, że Bayern przegrał to spotkanie przez brak Lewandowskiego. Znacznie bardziej na grze Bawarczyków odbiła się czerwona kartka dla Javiego Martineza. Nie zmienia to jednak faktu, że wraz z koniecznością rezygnacji z Lewandowskiego, Bayern dość mocno ograniczył swoje szanse na kreowanie groźnych akcji. Choć Robben i Ribery szukali indywidualnych akcji w wymiarze zbliżonym do poprzednich starć, brakowało zawodnika, który równie skutecznie odciągałby rywali z ich pozycji oraz, kiedy to potrzebne, wziął sprawy we własne nogi. Przy braku alternatywy dla Lewandowskiego, każde jego wypadnięcie ze składu będzie się Bayernowi odbijać czkawką.

***

Zabrakło Lewandowskiego

Brak Lewandowskiego był chyba najbardziej wymierny w momencie, w którym (niesłusznie) podyktowano rzut karny dla jego drużyny. Tuż przed przerwą fatalnie zmarnował go Arturo Vidal. Można podejrzewać, że gdyby Polak był w tym momencie na boisku, to on podszedłby do "jedenastki". CZYTAJ WIĘCEJ >>

Lewego nie da się zastąpić

Niemieckie media są zgodne. Bayern Monachium bez Roberta Lewandowskiego traci dużo na jakości, co było widać w środowy wieczór na Allianz Arena, gdzie gospodarze przegrali 1:2 pierwszy ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Realem Madryt. CZYTAJ WIĘCEJ >>

Wstrząsająca relacja piłkarza Borussii

- Po wybuchu wszyscy skuliliśmy się w autobusie, kto mógł, ten położył się na podłodze - powiedział w rozmowie ze szwajcarskim "Blickiem" Roman Buerki, bramkarz Borussii Dortmund. CZYTAJ WIĘCEJ >>

Więcej o: