Eliminacje Ligi Mistrzów. Legia po nerwówce u wrót raju

Nie ma kraju, który skosztowałby gry w Lidze Mistrzów i czekał na ponowny awans tak długo. Po 20 latach oczekiwania mistrz Polski dostał za rywala półamatorski irlandzki Dundalk. I w Dublinie wygrał 2:0. Po bardzo słabej pierwszej połowie i niezłej drugiej.

Najlepszym strzelcem Dundalk jest David McMillan, który pracuje 25-30 godzin w tygodniu jako architekt. Lewy obrońca Danne Massey jest elektrykiem, środkowy Andy Boyle pracuje w firmie dostarczającej produkty mięsne. Jedynym zatrudnionym na pełny etat w klubie jest trener Stephen Kenny. Jego asystent na co dzień montuje maszyny do lodów. Mistrzowie Polski z 2001, 2003, 2004 i 2008 r., którzy o LM musieli rywalizować z Barceloną i Realem Madryt, parsknęliby śmiechem, gdyby dowiedzieli się, że w 2016 r. będzie okazja zagrać o elitę z irlandzkimi pół-amatorami. Których - dodajmy - cała kadra meczowa zarabia mniej niż jeden zawodnik z Warszawy, Vadis Odjidja-Ofoe.

Wylosowanie Dundalk miało być zwieńczeniem pięcioletniego cyklu Legii. Dzięki występom w Lidze Europy załatwiła sobie rozstawienie i takiego rywala. Tymczasem Irlandczycy do 55. minuty prezentowali się dobrze na tle słabej, przeżywającej kryzys drużyny trenera Besnika Hasiego.

Z obserwacji analityków Legii wynikało, że Dundalk ma silny środek pomocy, ale kto by przypuszczał, że tak długo będzie prezentował się lepiej niż mistrz Polski? Trzej Thibault Moulin - Tomasz Jodłowiec - Odjidja-Ofoe jako formacja nie byli zgrani, nie odbierali piłek, sporo faulowali. Bodaj najgorszy z nich był ostatni z wymienionych, który po pobycie w Norwich City przyjechał do Polski kompletnie nieprzygotowany. Z półamatorami był ciągle spóźniony, niebezpiecznie faulował. Lepiej grał dopiero po przerwie, gdy paradoksalnie to on doprowadził do sytuacji, która dała gola Legii.

W 56. minucie szarpnął dopiero po raz drugi tego wieczoru i zagrał prostopadłe podanie do Nemanji Nikolicia. Węgierski napastnik znalazł się sam na sam z bramkarzem. Po jego podaniu strzelał Steveen Langil i trafił w rękę Irlandczyka. Sędzia podyktował rzut karny, który wykorzystał Nikolić. Jednocześnie to był dopiero pierwszy celny strzał Legii w tym meczu!

Bramka uspokoiła mecz, który warszawianie zaczęli nerwowo. W ulewie na Aviva Stadium piłkę musieli wyprowadzać stoperzy, co groziło stratą, mylił się nawet Michał Pazdan. Ponieważ trójka środkowych pomocników chowała się, to rozgrywać starał się nawet prawy obrońca Łukasz Broź.

Moulin miał tego wieczoru może dwa dobre zagrania ofensywne, oba do wybiegającego po skrzydle Adama Hlouska, a poza tym całą masę nieudanych zagrań. To Odjidja-Ofoe i Jodłowiec znacznie poprawili się po przerwie i to w oczywisty sposób podniosło poziom gry całej Legii. Po strzeleniu gola miała jeszcze kilka kontrataków, w których błyszczał szybki Langil. Ostatnia akcja meczu dała najpewniej awans. Jodłowiec rozprowadził akcję i zagrał piłkę do Aleksandara Prijoviciowi, który przerzucił piłkę nad bramkarzem Dundalk.

Irlandczycy na pewno nie odpuszczą w rewanżu. W końcu nigdy nie byli w LM, nigdy nawet nie grali w bezpośrednim meczu o elitę. Ledwie raz (Shamrock Rovers) wystąpili w fazie grupowej Ligi Europy. W poprzedniej rundzie ograli etatowego uczestnika LM Bate Borysów (0:1 i 3:0).

90 minut dzieli Legię od pierwszego po dwóch dekadach awansu mistrza Polski. Od 4 grudnia 1996, gdy Widzew Łódź zagrał ostatni mecz fazy grupowej LM z Atlético Madryt, przyszły na świat dwa pokolenia nowych kibiców. Dorastając, mogli się przyglądać mapie Europy, z której znikały kolejne kraje bez startów w fazie grupowej. Rok temu promocji doczekali się nawet Kazachowie. Przez te wszystkie lata nie było nacji, która tak długo czekałaby na powrót do gry z najlepszymi.

Czesi swoje występy w LM przerywali na maksymalnie trzy lata. Szwajcarzy raz pomartwili się przez pięć lat. Austriacy, Duńczycy, Bułgarzy przez najwyżej siedem. Rumuni i Norwedzy - dziewięć. 11 lat przerwy mieli Chorwaci, po 14 - Węgrzy, Słoweńcy i Szwedzi. Aktualnie 18 lat od 1998 r. czekają Finowie. Ale żadnego kraju Champions League nie omijała aż przez 20 lat.

Zmieniały się zasady kwalifikacji, siedem lat temu UEFA nawet je uprościła dla tych słabszych. A jedynymi przedstawicielami Polski wciąż pozostawali zawodnicy reprezentujący zagraniczne kluby. Jeśli Legia nie da się wyprzedzić tuż przed metą, to rok 2016 zapamiętamy jako rok przełomu. Reprezentacja weszła do ćwierćfinału Euro 2016, piłkarze zmieniali kluby za ponad 100 mln euro. Za tydzień dopiszmy zdanie: a mistrz kraju po 20 latach awansował do Ligi Mistrzów!

źródło: Okazje.info

Więcej o: