LM. Arsenal - Barcelona 0:2. Geniusz na spacerze. "Messi przeczy teoriom Einsteina"

"Leo Messi przeczy teoriom Einsteina" - ogłosił z patosem kataloński dziennik "Sport". Argentyńczyk grał na The Emirates przeciętnie, chwilami wręcz słabo, ale kiedy dwa razy błysnął, usunął w cień wszystko co stało się w pierwszych meczach 1/8finału Ligi Mistrzów - pisze na blogu "W polu karnym" Dariusz Wołowski, dziennikarz Sport.pl i "Gazety Wyborczej.

"A ja jako rezerwowy" - jedna z kamer umieszczona przy zejściu do tunelu stadionu Arsenalu uchwyciła strzępy dialogu między Messim i Luisem Suarezem. Piłkarze, gdy są na wizji mają zwyczaj zasłaniania ust, by nikt nie rozszyfrował ich słów z ruchu warg. Tym razem jednak Argentyńczyk się zagapił. Co miał na myśli rzucając krótkie zdanie w kierunku najskuteczniejszego piłkarza Barcelony? Urugwajczyk był tego wieczoru mocno sfrustrowany, zmarnował co najmniej trzy wyśmienite okazje do zdobycia bramki. Być może pięciokrotny laureat Złotej Piłki chciał pocieszyć kolegę zwracając uwagę, że długi czas on sam zachowywał się jakby nie biegał po boisku, ale patrzył na grę z ławki rezerwowych. A może chciał powiedzieć, że w rewanżu może nie wychodzić na boisko. Wszystko już rozstrzygnięte? - Wcale nie. Wynik jest świetny, ale rywal wciąż żyje - mówił Messi w oficjalnych wywiadach. Szczerze?

Statystyki pokazują, że poza bramkarzami na The Emirates Messi przebiegł najmniejszy dystans - zaledwie 8 km i 402 m, o 3 km mniej niż 32-letni Andres Iniesta (11 km 490 m). "Leo nie biega. On myśli i strzela" - skomentował barceloński dziennik "Sport". Te statystyki nie są niczym nowym, ani rewolucyjnym, w dwóch poprzednich sezonach Messi miał bardzo podobne - średnio przebiegał w granicach 8,4 km w meczu Ligi Mistrzów. I co z tego? Nic. W maju poprowadził Barcelonę do triumfu w rozgrywkach będąc ich gwiazdą numer 1, dzięki czemu niedawno odzyskał Złotą Piłkę.

Biorąc pod uwagę wszystkie drużyny grające w 1/8 finału w tym sezonie znajdziemy tylko jednego piłkarza z pola, który biega mniej niż Messi (Brazylijczyk Naldo z Wolfsburga). I co z tego? Skoro w chwilach prawdy, gdy decydują się mecze Messi zwykle jest na ustach wszystkich. Na The Emirates Barca męczyła się do 71. min, Suarez i Neymar pudłowali na potęgę, bohaterem drużyny był Marc Andre Ter Stegen, który wykonał paradę życia przy strzale Oliviera Girouda. Podobną do tej najlepszej z poprzedniego sezonu, gdy nie pozwolił się pokonać Robertowi Lewandowskiemu za co został wyróżniony przez UEFA.

19 minut przed końcem Messi postanowił powiedzieć "basta". Dość męczarni, czas działać. W 12 minut wbił dwie bramki, rozstrzygnął mecz, a właściwie nawet sprawę awansu do ćwierćfinału. Aby wyjaśnić fenomen spacerującego geniusza, dziennik "Marca" odwołał się do słów Johanna Cruyffa - twórcy Dream Teamu, jednej z fundamentalnych postaci dla futbolu totalnego. "Wszyscy trenerzy podkreślają, że w piłce najważniejszy jest ruch, że trzeba dużo biegać. A ja wam mówię coś przeciwnego. Wcale nie trzeba biegać aż tyle, w piłkę gra się mózgiem, a nie wyłącznie nogami. Sztuka polega na tym, by być tam gdzie trzeba w odpowiednim czasie. Nie za późno, ale i nie za wcześnie" - przekonywał Holender. Dodawał jeszcze, że jako trener chce mieć piłkarzy, którzy potrafią oszczędzać energię, grać ekonomicznie, by zachowywać siły do wykonania akcji decydujących o wyniku.

I tak właśnie gra Messi. Ponieważ nie obciąża przesadnie wątłego i delikatnego organizmu, dość rzadko ma kontuzje. Bywały sezony, gdy nie opuszczał meczu - jak przed rokiem. Wtedy tłumaczono to nową, cudowną dietą, która pozwoliła mu schudnąć 4 kg. W tym sezonie doznał urazu więzadeł w kolanie we wrześniowym meczu z Las Palmas i leczył się prawie dwa miesiące, aż do klasyku z Realem Madryt. Ale od tamtej pory spędza na boisku po 90 minut. Aby mu pomóc, trener Luis Enrique nie zmienia też Suareza i Neymara, których Leo potrzebuje wokół siebie, jak przy pierwszym golu na The Emirates. "Jesteśmy przyjaciółmi, przebywanie razem nas cieszy na boisku i poza nim. I to przynosi efekt" - powiedział Argentyńczyk portalowi UEFA.com.

Luis Enrique ma jedenastkę galową. Tę, którą wystawił na ostatni finał LM przeciwko Juventusowi w Berlinie. Rotuje składem w innych meczach, ale w najważniejszych zawsze do niej wraca. Tak jak przeciw Arsenalowi, gdy nie dokonał nawet jednej zmiany. Wszyscy grali od początku do końca.

Najskuteczniejszy Suarez, Neymar, który potrafi zrobić "wiatrak" z każdego obrońcy, genialny Iniesta, dynamiczny Rakitic i regularny jak zegarek Busquets - wszyscy biegają i pracują znacznie więcej od Messiego. Ale nikt z nich nie ma wątpliwości kto najczęściej robi różnicę na boisku.

Kataloński Dziennik "Sport" przypomniał słowa Alberta Einsteina, który przekonywał, że geniusz składa się z 1 procenta talentu i 99 proc pracy. Leo obala nawet jego teorie.

Czego nigdy nie robi Robben? Zobacz MEMY

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.