Liga Mistrzów. Bogatym na przełamanie

Kłopoty, które napotykają nowi bogacze w drodze na europejski szczyt, są fascynujące. W tym czasie, gdy PSG i MCity szastały kasą, skromne finansowo Borussia Dortmund i Atletico Madryt grały w finale Ligi Mistrzów - pisze na swoim blogu "W polu karnym" Dariusz Wołowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Sport.pl.

Jeśli za Kevina de Bruyne'a, tego samego, który nie przebił się w Chelsea, Manchester City da 80 mln euro, to znaczy że bogate kluby nie mają kogo kupować. Belg to bardzo dobry skrzydłowy, ale cena z kosmosu nie uczyni go ani Neymarem, ani Andresem Iniestą. Przykład City pokazuje, że nawet dysponując nieograniczonymi środkami, trudno stworzyć piłkarskiego kolosa. To Bayern czy Barcelona, które dużą część ze swoich gwiazd wychowały, wciąż stoją w hierarchii znacznie wyżej.

W siedem lat budowy potęgi klubu z Etihad, którego pierwszą wielką gwiazdą miał być Robinho sprowadzony latem 2008 roku za rekordową na Wyspach kwotę 32,5 mln funtów, nie stworzono imperium. City wydawało dużo: trafiły mu się futbolowe perełki jak Yaya Toure, Kun Aguero czy David Silva. Reszta to jednak gracze na najwyższym poziomie przeciętni. Jeśli De Bruyne wart jest 80 mln, to 100 mln za Thomasa Muellera z Bayernu wydaje się niewiele.

Nawet trójka najwybitniejszych do City raczej by nie przyszła, gdyby nie pozwoliły na to Barcelona i Real. Toure odszedł z Camp Nou, bo przegrywał rywalizację z Sergio Busquetsem. David Silva nie trafił do Realu, bo Jose Mourinho wolał trzy razy tańszego Mesuta Oezila. Aguero wylądowałby na Santiago Bernabeu, gdyby nie fakt, że Atletico woli wysłać swojego piłkarza do piekła. Barcelona w 2011 roku Aguero nie potrzebowała, miała Villę i trio MVP podbijające Europę.

A może jest po prostu na rynku za mało wybitnych piłkarzy? Od 2008 roku, czyli przez siedem lat, Złotą Piłkę wygrywa zaledwie dwóch. Zupełnie realne jest, że Leo Messi i Cristiano Ronaldo zaliczą co najmniej dekadę dominacji. W tym roku Argentyńczyk wygra po raz piąty, inne rozstrzygnięcie wydaje się niemożliwe, skoro w plebiscycie UEFA zdobył aż 49 głosów na 54 możliwe. Nikt wcześniej nie wygrał tej nagrody z tak przygniatającą przewagą, drugi w klasyfikacji Luis Suarez otrzymał trzy głosy.

Messi jest fenomenem - to prawda, tak jak Ronaldo, który w tak wyśrubowanej konkurencji, przy takim naporze młodych, wciąż bije strzeleckie rekordy. Obaj przerośli swoją epokę, spełniły się przepowiednie tych, którzy w 2009 roku wieszczyli, iż stratosferyczny transfer Portugalczyka za 96 mln euro okaże się kiedyś tani.

Lawinowy wzrost cen za obiecujących, ale wciąż przeciętnych piłkarzy pokazuje, że światowy futbol przeżywa stagnację. City i PSG potrafiły wygrać wyścig z największymi o pojedynczych piłkarzy. Barca chciała tak Thiago Silvę, jak Davida Luiza, obu brazylijskich stoperów z Paryża, co nie znaczy, że wynieśli oni PSG na najwyższy poziom. Ostatnie starcie z Katalończykami w ćwierćfinale LM pokazało, że bogacz ze stolicy Francji to wciąż na najwyższej europejskiej półce tylko średniak. Bilans dwumeczu 1:5 to różnica ogromna. Tak jak w starciach z City, ono od dwóch lat w 1/8 finału LM boleśnie odbija się od Barcelony.

Kłopoty, które napotykają nowi bogacze w drodze na szczyt, są fascynujące. W tym czasie, gdy PSG i City szastały kasą, znacznie skromniejsze finansowo Borussia Dortmund i Atletico Madryt docierały do finału Ligi Mistrzów. Do tej grupy można dorzucić także Juventus, który korzystał z wielkiej marki, sprowadzając świetnych graczy, ale robił to właściwie za bezcen. Carlos Tevez zaliczył może swój najlepszy okres w europejskiej piłce właśnie wtedy, gdy zniecierpliwione trudnym charakterem Argentyńczyka City oddało go do Turynu za 9 mln.

Bogacze wydają pochopnie dziesiątki milionów i popełniają błędy. Jak City, które bez żalu oddało Jerome'a Boatenga do Bayernu, gdzie Niemiec wygrał Ligę Mistrzów, będąc podporą drużyny. W Manchesterze ktoś ocenił, że do Vincenta Kompany'ego Boateng się nawet nie umywa. Niemiec zagrał temu komuś na nosie.

Luis Suarez nie wygrałby Ligi Mistrzów z Liverpoolem, ale dodany do Messiego i Neymara okazał się brakującym ogniwem Barcelony. Tak jak w 2011 roku David Villa, tak jak w 2009 Thierry Henry, choć Francuz trafił na Camp Nou dwa lata przed wygraniem Ligi Mistrzów.

Dlaczego przed rokiem City nie kupiło na przykład Iwana Rakiticia? Miałoby za 18 mln pomocnika europejskiej klasy. Tak Chorwat wygląda dziś w Barcelonie. Czy wyglądałby identycznie, gdyby angielski bogacz jednak go zatrudnił? Może jest tak dobry ze względu na grę u boku Messiego i Iniesty?

Budowa wielkiej drużyny jest zjawiskiem, może dlatego tak fascynuje. Proste dodawanie nie wystarczy. Potrzeba wizji, jaką miał w Dortmundzie Juergen Klopp lub w Madrycie Diego Simeone.

Ale są przykłady dla nowych bogatych krzepiące. Przed dekadą Jose Mourinho stworzył w Chelsea wielką drużynę za pieniądze Romana Abramowicza. W szczycie ta drużyna nigdy nie wstąpiła na europejski szczyt. Udało się to wtedy, gdy Drogba, Cole, Lampard prowadzeni przez tymczasowego trenera (Roberto Di Matteo) zbliżali się do emerytury.

Więcej przeczytasz na blogu "W polu karnym".

Real, Bayern, Juve i inni pokazali trzeci komplet strojów [ZOBACZ]

Więcej o: